Cezary Szczupak, przedsiębiorca, syn wieloletniej nauczycielki historii z Gryfina, opowiedział nam o przyjaźni jego rodziny z nieżyjącym już żołnierzem podziemia z czasów hitlerowskiej okupacji. Rudolf Opyrchał był nietuzinkową postacią, która zakochała się w nadodrzańskich pejzażach Marwic. Z przechowywanych przez IPN wspomnień jego brata wyłania się obraz zdolnego inżyniera, absolwenta szkoły podchorążych, budowniczego Centralnego Ośrodka Przemysłowego, wreszcie konspiratora siatki, która wykradła Niemcom plany ich słynnego działa, uczestnika Akcji Burza.
Nie ma dowodów na zbrojny opór bohatera naszej rozmowy po zakończeniu II Wojny Światowej. Jednak wiele jej wątków dotyczy moralnych dylematów oraz postaw, które są nieodłącznym elementem tragicznych losów żołnierzy polskiego podziemia. Polecamy tę rozmowę do namysłu zwłaszcza, że jej rejestracji towarzyszyły echa doniesień z Ukrainy. Poniżej fragment...
-----------------------------------------------------------------------------------
We wspomnieniach Kazimierza, zawartych w dokumentach IPN, znamiennym jest jedno zdanie, które odnosi się do jego brata Rudolfa: „W swojej ocenie uważał, że wszystkie ofiary krwi i trudy były daremne, gdyż zawiedli zachodni sojusznicy”. Dzisiaj już wiemy, że potencjał ze wschodu, z jakim u progu 1945 r. przyszło mierzyć się naszej podziemnej armii, skazywał ją na porażkę.
Cezary Szczupak: Zapamiętałem Rudolfa, jako człowieka, który się nie poddawał. Miał bardzo pragmatyczne podejście. Był też bardzo dobrym żołnierzem. 18. lokata na 108 wychowanków wśród absolwentów Szkoły Podchorążych potwierdzała jego zadatki na dowódcę.
Zgoda. Z tym, że pan nawiązuje do jego indywidualnych przymiotów. Piję do tego, z czym obecnie mamy do czynienia na geopolitycznej scenie. Można być świetnym żołnierzem, ale w zderzeniu z miażdżącą przewagą wroga, heroizm jest ślepą uliczką.
- Rozumiem. Więc tak, on wiedział, że nie ma szans, by wygrać tę walkę. Natomiast jako patriota, za którego się uważał i za którego ja go uważam, nie widział możliwości odmowy tej walki. Przy czym wiedział, że ta danina krwi jest daremna.
Jak to pogodzić? Jaki morał z tego płynie? Jak my powinniśmy zachować się w obliczu tragedii w Ukrainie?
- Jemu przyświecał honor. Coś, co dzisiaj nie istnieje. Zobowiązał się służyć ojczyźnie, został zaprzysiężony. Rudolf nie widział możliwości odmowy walki. Widział daremną śmierć swoich kolegów. Mimo to zdecydował się na nią, wiedząc, że nie osiągnie celu, o którym marzył. Niestety wolnej Polski nie doczekał, ale poddać się, nie poddał.
Nie byłoby lepszym, byśmy pomni tych wszystkich polskich tragedii gryźli się w języki, skupiali na pracy, a walkę podejmowali wtedy, gdy realnymi byłyby przesłanki na sukces militarny?
- Zrobić tak jak Czesi, którzy przez trzysta lat nie walczyli zbrojnie o swą niepodległość, a i tak ją dostali? Niestety u nas tylko w województwie poznańskim tak potrafią. Tylko jedno polskie powstanie się powiodło. Było dobrze przygotowane i fajnie zrobione.
Patrząc na podejście Rosjan, jakkolwiek godną potępienia jest ich polityka, nie można nie zwrócić uwagi, z jak zimnym wyrachowaniem ją realizują.
- Tradycja ich dyplomacji sięga jeszcze czasów carskich. Szkoła radziecka czerpała z tego i nadal mamy do czynienia z ciągłością tej myśli. Do końca będą mówili, że to nie nasza ręka, to nie my, w kółko te same schematy, na które „zachód” cały czas się łapie. A jak się nie łapie, to rzuca się kasę. Nie jest przypadkiem, że wysocy funkcjonariusze naszego sąsiada zza Odry funkcjonują w różnych „gazpromach”.
Cały rozmowa opublikowana jest w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej (1 marca br.)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze