14 sierpnia 2021 r. doszło do jednego z najbardziej tajemniczych zniknięć na terenie naszego regionu. Dokładnie cztery lata temu zaginął Sebastian Sierpiński. Choć od tamtego momentu nie było z nim kontaktu, rodzina i bliscy wierzą nieustannie w szczęśliwy finał poszukiwań
Bo te cały czas trwają.
- Może wydawać się, że sprawa stanęła i nie są prowadzone już żadne działania, ale wcale tak nie jest. Cały czas jesteśmy w kontakcie z policją. Wiemy jakie mają plany i jakie działania zamierzają przeprowadzić. Sęk w tym, żę wszystko się strasznie ciągnie, każdy ruch trwa strasznie długo... Poszukiwania zwolniły ze względu na kilka czynników. Co jakiś czas w regionie pojawiają się bardziej priorytetowe kwestie, bieżące poszukiwania i akcje ratownicze. Poza tym w sprawie Sebastiana "zgrać się" muszą działania kilku ekspertów, a o to bardzo trudno. Pozytywem jest jednak, że policja cały czas się z nami kontaktuje i informuje o wszystkich krokach. To budujące, bo pokazuje, że o nas kompletnie nie zapomnieli - mówi nam Krystyna Sierpińska.
Z mamą Sebastiana rozmawialiśmy dzisiejszego poranka. Nie ukrywała, że to dla niej bolesny dzień w roku.
- Przez ostatniei cztery lata żyjemy w jakimś matrixie. Cały czas nie możemy uwierzyć w to, co się wydarzyło. 14 sierpnia już zawsze będzie dla nas trudną datą - przyznaje nasza rozmówczyni.
Mimo to bliscy Sebastiana nie tracą nadziei i zapału.
- Nie chcemy i nie możemy robić wielu rzeczy w oderwaniu od działań policji, by nie wchodzić im w kompetencje oraz nie zdradzać tropów i czynności. Robimy to, co możemy. Cały czas trwają akcje plakatowe. Mocno działamy w mediach społecznościowych. Nagłośniliśmy też zaginięcie naszego syna w Niemczech. Rozmawialiśmy z dziennikarzami Spiegla i Bilda. Mamy grupę wspaniałych osób, które stale nam pomagają, za co chcielibyśmy im z całego serca podziękować - mówi K. Siierpińska.
Problem leży jednak w finansach.
- Ściągaliśmy specjalistów, sprzęt, korzystaliśmy z usług psów tropiących. To wszystko kosztowało. Cztery lata prowadzenia rozmaitych akcji doprowadziły do tego, że skończyły się nam pieniądze. Nie stać nas na podejmowanie nowych działań w terenie. Założyliśmy internetową zbiórkę (patrz TUTAJ) na dalsze poszukiwnia, ale ostatnio stanęła w miejscu. Rozumiemy to. Cały czas coś się dzieje. Wiele osób potrzebuje pomocy, więc nie możemy oczekiwać, że ludzie będą wspierać jedynie nas. Mamy jednak nadzieję, że coś się w końcu ruszy, bo mamy jeszcze wiele planów i zapału. Wierzymy, że Sebastian się odnajdzie - akcentuje Krystyna Sierpińska.
Poniżej prezentujemy archiwalny tekst z czerwca 2023 r., gdy wydawało się, że policja odnalazła trop. Pisaliśmy wówczas również o szczegółach zaginięcia z sierpnia 2021 r.
--------------------------------------------
Policja szukała Sebastiana na bagnach
Na początku czerwca, na terenie Mielenka Gryfińskiego, prowadzona była szeroko zakrojona policyjna akcja. Miejscowi powiązali ją z poszukiwaniami Sebastiana Sierpińskiego, który zaginął w tej okolicy niespełna dwa lata temu. Szczecińska Prokuratura Okręgowa potwierdziła, że chodzi o zdarzenie z 14 sierpnia 2021 r. Co nowego wiadomo w sprawie?
Na miejscu stawiliśmy się już w poniedziałkowy wieczór, „w ciemno”. Przed wyjazdem otrzymaliśmy bowiem informację z gryfińskiej KPP, że… na wspomnianym terenie nie jest prowadzona żadna akcja. Po kilkunastu godzinach, gdy o poszukiwaniach pisały już nie tylko lokalne media, okazało się, że nie była to zasłona dymna ze strony miejscowej policji. „Szczecińscy kryminalni” mieli zadziałać z pominięciem lokalnych struktur, nie tylko nie korzystając z miejscowego wsparcia, ale nawet nie informując KPP Gryfino o prowadzeniu działań na jej terenie.
Mimo starań, by utrzymać sprawę w jak największej tajemnicy, szybko rozniosło się, że „w okolicy Mielenka Gryfińskiego coś się właśnie dzieje”. Dyskrecja nie była możliwa. Ubiegłotygodniowa akcja rozgrywała się na zbyt rozległym terenie (otaśmowany został kilkusetmetrowy obszar wzdłuż drogi, sięgający aż do znajdujących się w głębi mokradeł), a przyjazd opancerzonych pojazdów i innego specjalistycznego sprzętu nie mógł pozostać niezauważony, nawet w tak niewielkiej społeczności, jakim jest mieleńskie sołectwo.
„Wyskoczył z samochodu”
Przeczesywanie bagna przez wyspecjalizowaną grupę bardzo szybko zostało powiązane z wydarzeniami sprzed niespełna dwóch lat i niewyjaśnionym do dziś zaginięciem Sebastiana Sierpińskiego. Miał 26 lat, gdy w sierpniu 2021 r. rozpłynął się w powietrzu.
- Młody mężczyzna, który tego dnia ubrany był w czarną koszulkę i czarne spodenki oraz słomkowy kapelusz, po raz ostatni był widziany przez swojego pracodawcę. Jak opowiadał podgryfiński przedsiębiorca, 14 sierpnia, w czasie jazdy samochodem, Sebastian stresował się, że go ktoś śledzi. Miał nerwowo zerkać w lusterka, po czym wyskoczył z auta i uciekł w pole kukurydzy. Śledczy i służby ratownicze wielokrotnie przeczesały wspomniany teren. Po kilku dniach, w okolicach ścieżki rowerowej za folwarkiem, w którym pracował, został jedynie odnaleziony kapelusz należący do zaginionego. Policyjne psy nie podjęły na opisywanym terenie żadnego tropu – pisaliśmy kilka miesięcy po zaginięciu.
Gdy sprawa stała się bardziej medialna, pojawiła się na łamach ogólnopolskich mediów. Wyszły wówczas nowe wątki i informacje na temat życia Sebastiana.
- Kontaktowaliśmy się z Sebastianem niemal codziennie. Ostatni raz rozmawiał z mężem w piątek rano (13.08), później do niedzieli nie było z nim żadnego kontaktu. Nie chcieliśmy panikować, to jest w końcu dorosły mężczyzna. Jednak we wtorek nie wytrzymałam i udało mi się skontaktować z jego szefem i on opowiedział mi tę historię. Zmusiłam go, żeby natychmiast zgłosił sprawę na policję, my wsiedliśmy do auta i przyjechaliśmy z Norwegii do Polski – opowiadała Super Expressu mama Sebastiana.
Dwadzieścia minut przed zaginięciem 26-latek miał rozmawiać ze swoją dziewczyną i nie zdradzać dziwnych zachowań. Bliscy Sebastiana przyznali też, że trzy miesiące wcześniej ich syn wdał się w bójkę.
- To była bójka honorowa o dziewczynę. Nigdzie tego nie zgłosił. Z tego, co opowiadała babcia, był bardzo dotkliwie pobity. Zgłosiliśmy na policję sprawę pobicia, jednak nie widzimy żadnego związku z zaginięciem – mówili jego rodzice, oferując 20 tys. zł. za informacje, które pomogą odnaleźć ich syna.
Postępowanie o „nieudzieleniu pomocy”
O tym dlaczego wrócono do sprawy - oraz czy stało się tak ze względu na nowe ustalenia, bądź okoliczności –zapytaliśmy oficer prasową KWP Szczecin. Chociaż spotkaliśmy się z o wiele milszym przyjęciem, niż podczas wizyty w Mielenku, przekaz był niemal identyczny.
- Policjanci prowadzą czynności pod nadzorem prokuratury dotyczące zaginięcia osoby. Jest to sprawa, do której powróciliśmy. To wszystko, co możemy obecnie państwu przekazać - powiedziała podinsp. Alicja Śledziona, powtarzając to zdanie również przy kolejnych naszych próbach.
Jedyny wnoszący coś do sprawy, oficjalny komunikat, wypłynął z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.
- Prowadzimy postępowanie w sprawie z dnia 14 sierpnia 2021 r., do której doszło w Wirówku. Mianowicie: nieudzieleniu pomocy znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia, albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, pomimo możliwości udzielenia tej pomocy bez narażenia niebezpieczeństwa utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu tj. art. 162. par.1 Kodeksu Karnego. W sprawie prowadzone są czynności pod nadzorem prokuratora mające na celu zabezpieczenie prawidłowego toku postępowania – powiedziała w środę rzeczniczka Monika Cruz.
Prokuratura Okręgowa nie zdecydowała się przekazać w kolejnych dniach dodatkowych szczegółów, przesłanek, którymi kierowali się śledczy prowadząc akcję na terenie Mielenka Gryfińskiego, ani informacji o bieżących postępach sprawie. Nie podano nawet wprost, że chodzi o Sebastiana Sierpińskiego, co zdradziła jednak data oraz miejscowość zaginięcia.
Dlaczego właśnie teraz? Nasi rozmówcy wskazywali na warunki atmosferyczna. Utrzymująca się od 30 dni susza sprzyja przeczesywaniu mokradeł. Pojawiły się głosy, że policja nie tyle szuka ciała, lecz… maszyny utopionej w tamtejszych bagnach, której odnalezienie miałoby być dowodem w prowadzonym śledztwie.
Do naszej redakcji dotarły też wieści o zatrzymaniu jednej podejrzanej osoby, ale nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że nie jest to prawdą.
Niczego nie znaleźli
Już w poniedziałek 12 czerwca informacja o akcji w okolicy Mielenka Gryfińskiego dotarła do bliskich Sebastiana.
- Boże drogi. Ja nadal mam nadzieję, że to jednak nie moje dziecko – napisała nam Krystyna Sierpińska, prosząc nas o „wysłanie pinezki” z mapą obszaru, na którym toczą się poszukiwania.
- Tam chyba nie byliśmy, a to tak blisko – skomentowała mama zaginionego.
Kolejne dni były dla niej niezwykle stresujące. Głównie przez wspomniany trudny przepływ informacji.
- Nic nam nie mówią. Dzwoniłam do KWP Szczecin, ale w sumie niczego się nie dowiedziałam. Nie mają na chwilę obecną żadnych informacji, które mogliby przekazać – informowała nas w kolejnych dniach, gdy wspólnymi siłami staraliśmy się dowiedzieć „czegoś” w sprawie.
- Dowiedziałam się, że już się zwinęli z tego terenu. Są bardzo oszczędni w swoich oświadczeniach. Nam, jako rodzicom również niewiele mówią – skomentowała K. Sierpińska w środowy wieczór.
Zmieniło się to dopiero pod koniec tygodnia.
- Policja przekazała mi, że nie znaleźli niczego na tych bagnach. Jest to dla nas wielka ulga, bo nadal możemy mieć nadzieję na to, że Sebastian żyje. Z drugiej strony nadal nie wiemy nic o losach naszego syna – stwierdziła mama zaginionego, wyciągając z ubiegłotygodniowego „zamieszania” jeszcze jeden pozytyw.
- Ta akcja jest dowodem, że mimo upływu dwóch lat śledczy traktują sprawę poważnie. Dostałam też informację od szczecińskiej policji, że będą prowadzić jeszcze poszukiwania w terenie. Cały czas mam nadzieję, że mój syn odnajdzie się i wróci do nas… - przyznała nasza rozmówczyni.
gr
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze