Wczesną wiosną 1956 roku spotkanie Egzekutywy PZPR w Gryfinie zamieniło się w sąd rodzinny. Na partyjnej wokandzie znalazła się sprawa małżeństwa towarzyszów, które poróżniły kwestie światopoglądowo-religijne
Nie była to sprawa, która otworzyła obrady. W pierwszej kolejności rozmawiano o niechętnej postawie gryfińskiej wsi wobec założeń partii.
- Jeśli na chwilę opuścimy wieś, to wróg robi swoją robotę – ostrzegał Czesław Chudziak, I sekretarz Komitetu Powiatowego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Gryfinie.
Obecni w „białym domku”, który mieścił siedzibę partii, narzekali też na niewłaściwie realizowane „zebrania rozliczeniowe w spółdzielniach” i „wolno przebiegające omłoty”, a także na wywózkę obornika, do której „podchodzi się w terenie opieszale”. Pojawiły się też klasyczne dla epoki utyskiwania o przyjmowaniu zbyt małej liczby członków.
Dopiero pod koniec spotkania I sekretarz przeszedł do kwestii „wewnętrznego wroga”. W roli tej objawiła się partyjna koleżanka, a do tego żona jednego z towarzyszy.
- Żona instruktora KP PZPR tow. Wojciecha K. wstąpiła do Świadków Jehowy, a jest ona członkiem partii! Jak to jest, że pracownik KP, który uświadamia innych, nie mógł przekonać żony, że wstępuje do wrogiej organizacji? – pytał Czesław Chudziak wiosną 1956 roku.
Cały artykuł znajduje się w aktualnej Gazecie Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze