Pierwsza ligowa wygrana KPR nie była niczym wiosenna jaskółka. Podopieczni Galusa wpadli w głęboki dołek, przegrywając cztery kolejne spotkania. Wyjście z kryzysu może być trudniejsze niż się wydaje. Zwłaszcza, gdy zespół kończy mecze z 50-procentową skutecznością…
Wydźwięk tego tekstu byłby lżejszy, gdyby ostatnie wrześniowe spotkanie potoczyło się dla gryfinian nieco korzystniej. PGE KPR stoczył wówczas wyrównany pojedynek z AZS Uniwersytetu Zielonogórskiego, ulegając nieznacznie, bo 30:31. Nasz 1-ligowiec przegrał przez element, który miał być jego najsilniejszą stroną.
- Popełniliśmy bardzo dużo błędów w obronie, szczególnie na lewym i prawym rozegraniu. Do tego doszła bardzo wysoka nieskuteczność. Ogólnie, od początku sezon mamy kłopot z rozegraniem w ataku pozycyjnym. Przeciwko AZS pierwsze trafienie z lewego rozegrania zdobyliśmy w… 21 minucie. A w całym meczu takich goli było łącznie trzy. Tu tkwi nasza największa bolączka – diagnozuje Lucjan Galus.
Jeszcze krytyczniej odniósł się do kolejnego spotkania. Więcej o KPR przeczytasz w aktualnej Gazecie Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze