- Do Wielkiej Brytanii wyjechałem latem 2007 roku, gdy moja mama dostała pracę w Walii. Mieszkałem tam przez pięć lat. Ukończyłem tutaj gimnazjum i liceum, a później wyjechałem do college’u w Manchesterze. Osiadłem tam na stałe. Bardzo podoba mi się życie na Wyspach, mentalność Brytyjczyków. Ludzie mają tutaj bardzo spokojne podejście do życia, nie zwracają uwagi, kto jak chodzi ubrany, ani kto jakie ma firanki w oknach – mówi pochodzący z Gardna 27-letni Mateusz Matysiak
Zanim się z tobą skontaktowałem dowiedziałem się, że przebywasz teraz w Walii. Nie mieszkasz już w Manchesterze?
Mateusz Matysiak: Cały czas tam mieszkam. Teraz jestem w Walii z powodu przymusowego, trzytygodniowego urlopu.
Zamknęli firmę, w której pracujesz?
- Nie, wprowadzono nowe zasady działania. Większość ludzi zostało wysłanych na płatny, przymusowy urlop, który opłaca państwo, aby firma mogła zaoszczędzić pieniądze na dalsze prosperowanie. W dobie koronawirusa będziemy pracować zmianowo.
Wyjechałeś na trzy tygodnie do Walii, bo…
- Bo moja mama tam mieszka, a jak wiadomo, u mamy najlepiej (śmiech).
Nie będę się z tym kłócił!
- A tak całkiem na poważnie, mama mieszka w bardzo małym miasteczku. Przyjechałem do niej, bo tutaj jest mniejsza szansa na zarażenie się wirusem.
Nie wiem czy wielkość miasta ma znaczenie. Małe społeczności są w jeszcze gorszej sytuacji. Wystarczy jedno ognisko choroby.
- Z drugiej strony trzeba spojrzeć na liczby, a te pokazują, że liczba zachorowań w Walii jest bardzo niska. Szczególnie w porównaniu do takich miast, jak Londyn, czy Manchester.
Mogłeś swobodnie przedostać się do Walii, czy musiałeś poddać się odpowiednim procedurom?
- Jestem tak zwanym tutaj Key Workerem. Otrzymałem od swojego pracodawcy list, który pozwala mi na swobodne przemieszczanie się po kraju.
Czym się zajmujesz?
- Pracuję jako manager produkcji w dużej firmie która zajmuje się produkcją żywności.
Pozornie mogłoby się wydawać, że w takich czasach w twojej branży potrzebni są ludzie do pracy, a nie na przymusowych urlopach.
- Sytuacja w mojej firmie jest nieco odmienna. Zajmujemy się zaopatrywaniem dużej liczby zagranicznych hoteli, np. w Hiszpanii, gdzie jak wiemy biznes turystyczny zamarł. Wykonujemy również przekąski dla linii lotniczych, które w tych trudnych czasach także zawiesiły loty.
Czyli nie cała branża spożywcza zyskuje na pandemii.
- My na pewno nie. Dużo z naszych linii produkcyjnych po prostu zatrzymało produkcję i dlatego firma wysłała ludzi na urlop.
Mówiłeś o tym, że Wielka Brytania opłaca wasze pensje.
- Tak. Otrzymujemy teraz 80% wysokości pensji wypłacanej przez rząd. Oczywiście nie tylko my. Na okres „Lockdownu” zamkniętych zostało większość firm na Wyspach. Wielka Brytania pomaga przedsiębiorcom, by mogli zaoszczędzić pieniądze i wrócić do biznesu oraz dalszej produkcji, gdy pandemia się już skończy.
Będziesz wiedział to najlepiej: jakich produktów brakuje w brytyjskich sklepach?
- Na początku paniki z powodu wirusa brakowało w sklepach papieru toaletowego, mąki, ryżu, makaronów i żywności długoterminowej, jak również płynu do dezynfekcji rąk.
[cały wywiad w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze