Były dyrektor Państwowych Lasów w Szczecinie usłyszał akt oskarżenia. Andrzej Szelążek poprosił, by używać jego pełnego nazwiska. Radny powiatowy z ramienia Prawa i Sprawiedliwości nie czuje się bowiem winny, a zarzuty uważa za fikcyjne
„Czy Andrzej Szelążek odpowie za Mateckiego?”, zastanawialiśmy się w marcu, opisując zatrzymanie radnego powiatowego aktualnej kadencji. Kilka dni wcześniej, 25 lutego br., w jego domu w Brwicach (gm. Chojna) pojawili się funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego.
- Andrzej Sz. nie dopełnił obowiązków i przekroczył posiadane uprawnienia – informowała Prokuratura Krajowa, wyjaśniając, że „wątek obejmuje też wyłudzenie środków z Lasów Państwowych w związku z pozornym zatrudnieniem Dariusza Mateckiego”.
- Już w domu zastanawiałem się dlaczego media zrobiły ze mnie złodzieja w dniu mego aresztowania, a przecież gdy mnie wywożono żadnych mediów nie było. Dlaczego media zrobiły ze mnie przestępcę zanim prokurator przedstawił mi akt oskarżenia, dlaczego niektóre media pokazywały mnie z przepaską na oczach? – pytał Szelążek przed niemal sześcioma miesiącami.
W rozmowie z naszą gazetą zaapelował, by używać pełnego brzmienia swojego nazwiska. Proszony o komentarz udzielił go, wysyłając również dłuższą relację z dnia zatrzymania.
Więcej o sprawie piszemy w aktualnej Gazecie Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Już niedługo, (a czas leci szybko i nie da się go zatrzymać) i Koalicji 13 grudnia zostanie alternatywa: azyl u mocodawców w Niemczech, albo wczasy w zakładach penitencjarnych.
Andrzej dalej nie ogarnia, że był długopisem pisu i teraz musi odpowiedzieć karnie. Mundur z lampasami nieodwracalnie zmienił jego stan umysłowy. Teraz PO dało swojego artystę, którego wywali z Warszawy, bo już nie dawali z nim rady. Jak mówi - wracam do swojego lasu! Wynik kolejnych wyborów staje się czytelny.

Już niedługo, (a czas leci szybko i nie da się go zatrzymać) i Koalicji 13 grudnia zostanie alternatywa: azyl u mocodawców w Niemczech, albo wczasy w zakładach penitencjarnych.
Andrzej dalej nie ogarnia, że był długopisem pisu i teraz musi odpowiedzieć karnie. Mundur z lampasami nieodwracalnie zmienił jego stan umysłowy. Teraz PO dało swojego artystę, którego wywali z Warszawy, bo już nie dawali z nim rady. Jak mówi - wracam do swojego lasu! Wynik kolejnych wyborów staje się czytelny.