Andrzej Szelążek nie czuje się winny. Uważa, że to polityczna hucpa reżimu Tuska

Były dyrektor Państwowych Lasów w Szczecinie usłyszał akt oskarżenia. Skontaktowaliśmy się z Andrzejem Szelążkiem, który poprosił, by używać jego pełnego nazwiska. Nie czuje się bowiem winny, a sprawę uważa za "polityczną hucpę reżimu Tuska"

Byłego Dyrektora Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Szczecinie  prokurator oskarżył o przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków poprzez wystąpienie o zmianę Regulaminu Organizacyjnego Biura Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Szczecinie.

A następnie zawarcie w dniu 13 stycznia 2023 r. z Dariuszem M. pozornej i fikcyjnej umowy o pracę na czas nieokreślony, która nie miała być i faktycznie nie była wykonywana w żadnej formie, co służyło jedynie uzyskaniu nieuprawnionej korzyści majątkowej przez pozornie zatrudnioną osobę w łącznej wysokości 163 138 zł brutto i stanowiło działanie na szkodę interesu publicznego (art. 231 § 1 i 2 kk).

Andrzej Szelążek nie czuje się winny zarzucanych czynów.

- Akt oskarżenia jest wyssany z palca. Nie wiem jak się do tego nawet odnieść. To jedna wielka hucpa. Działania polityczne, by uderzyć w ludzi reprezentujących środowiska patriotyczne. Reżim Tuska chce zniszczyć ludzi, którzy wykazują propolskie postawy - powiedział nam chwilę po godzinie 12.00.

Jednocześnie przekazał nam swoją relację. Tekst "Przerwany sen leśnika" stanowi jego wspomnienia z 25 lutego 2025 r., a więc dnia, gdy został zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Pod artykułem autorstwa Andrzeja Szelążka prezentujemy też krótką odpowiedź CBA.

 

PRZERWANY SEN LEŚNIKA - ANDRZEJA SZELĄŻKA. RELACJA O 25 LUTEGO 2025 R.

 

Przerwany sen leśnika – Andrzeja Szelążka. Relacja o 25 lutego 2025 roku

Wieczorem w poniedziałek, dzień przed przygotowywałem się do komisji na którą miałem jechać jako radny Rady Powiatu Gryfińskiego, położyłem się spać dość późno lecz po mimo tego sen przyszedł koło godziny 2.00 w nocy.

Przed godziną 6.00 z głębokiego snu wybudziły mnie jakieś hałasy wokół domu i dzwonek do drzwi. Przez okno zobaczyłem jakiś ludzi a wśród nich naszą Panią Sołtys Kamilę, w tym momencie myślałem, że coś się stało na wsi i jest potrzebna moja pomoc. Podbiegłem do drzwi i je otworzyłem. Okazało się, że to nie ludzie potrzebujący pomocy i że to nie nasza Pani Sołtys Kamila, tylko funkcjonariusze CBA. 

Po przedstawieniu mi jakiegoś dokumentu, stwierdzono, że mają nakaz prokuratorski aresztowania mnie i dowiezienia do prokuratora. Takiego wejścia do mego domu nie spodziewałem się w żadnych nawet najczarniejszych myślach, bo nieraz rozmawiając z różnymi osobami,  które zadawały mi pytania dlaczego postąpiłeś tak a nie inaczej, bo przecież miałeś możliwość wyboru innego, który przyniósł by ci większe korzyści, odpowiadałem,  żyje i postępuję tak dlatego, by kładąc się wieczorem spać mieć pewność, że w nocy żadne służby nie przyjdą i nie zakłócą rodzinnego spokoju. Lecz w dzisiejszej Polsce moja pewność została zburzona.

Panowie i Pani którą wziąłem za naszą Panią Sołtys Kamilę przystąpili do swoich czynności służbowych. Odbyło się przeszukanie mego domu od piwnicy po stryszek, bardzo starannie pomieszczenie po pomieszczeniu, szafka po szafce. Między czasie hałas obudził moją 88-letnią Mamę. Wybudzona Mama na początku nie wiedziała co się dzieje, zaczęła płakać i krzyczeć w kierunku funkcjonariuszy CBA, że po raz drugi w życiu przeżywa taką sytuację.

Pierwszy raz jak banderowcy palili i mordowali nocą ich na Wołyniu i po osiemdziesięciu latach w dzisiejszej Polsce przeżywa to samo. Zacząłem Mamę uspokajać mówiłem, że ci Państwo wykonują tylko swoje obowiązki, że ja nie jestem niczemu winny i że to nieporozumienie się wyjaśni. Mama przestała krzyczeć, ale płakała dalej, gdy mnie wyprowadzano przed godziną 10.00 z domu nadal płakała.

W trakcie przeszukania powiadomiłem funkcjonariuszy, że o 8.00 biorę leki i chciałbym wziąć leki na nadciśnienie, nie pozwolono mi zażyć leków. Zabrano nam wszystkie pieniądze jakie mieliśmy w gotówce  w domu. Oczywiście został sporządzony protokół, funkcjonariusze działali zgodnie z procedurami. Zabrano mi również telefon komórkowy. Około godziny 9.30 pozwolono mi się umyć, gdy chciałem się ogolić nie pozwolono mi, ponieważ mógłbym sobie podciąć gardło nożykiem do golenia.

Przed wyprowadzeniem mnie z domu zostałem poinformowany, że mogę z kontaktować się z adwokatem. Powiedziałem, że nie mam żadnego adwokata i nie potrzebuję, bo nie znajduję  w sobie żadnej winy która mogła by mnie doprowadzić do takiej sytuacji w której się znalazłem.

Przed godziną dziesiątą  w obstawie trzech funkcjonariuszy wyjechałem z domu. Zawieziono mnie do szpitala w Dębnie. Lekarz zbadał mnie i polecił wykonanie EKG. Potwierdził moje choroby i wypisał dodatkową receptę na lek zbijający tętno. Wydawało mi się, że bardzo spokojnie do tego podchodzę, ale EKG wykazało wysokie ciśnienie zwłaszcza to rozkurczowe, niby charakterystyczne dla stanów przed zawałowych.

Wydaje mi się, że był to efekt nie zażycia leków o godzinie 8.00. Musiałem zrealizować receptę. Podjechaliśmy pod najbliższą  aptekę. Idąc do apteki po zrealizowanie recepty czułem się jak ,, Prezydent” z boku uzbrojony człowiek z drugiego także i z tyłu. Wykupiłem lekarstwa, do samochodu i kierunek Prokuratura Krajowa w Warszawie.

Funkcjonariusze w trakcie jazdy często pytali mnie, czy mam potrzebę zatrzymania się i z korzystania z toalety. Przez te kilka godzin oswoiłem się z Panami na tyle, że wręcz czułem się bezpiecznie w ich towarzystwie. Po godzinie piętnastej dojechaliśmy pod prokuraturę Krajową w Warszawie. Przed głównym wejściem stacje telewizyjne, reporterzy. Panowie mówili, że będą mnie wprowadzać od tyłu. Czekamy dziesięć minut i podjeżdżamy  pod tylne wejście .Dostaję informację, że muszę być skuty. Skuty w kajdankach zostałem wprowadzony do pomieszczenia z metalową klatką więzienną. Skuty w kajdanki wsadzony do klatki więziennej położyłem się na pryczy.

Wokół  klatki trzech uzbrojonych. Leżę i myślę, że to co się dzieje to tylko jakiś zły sen, że tak nie może wyglądać podziękowanie za 43 lata mojej pracy na rzecz Lasów Państwowych. Po jakimś czasie mówię do Panów, że chciał bym z korzystać z toalety. Zostałem doprowadzony do toalety i z powrotem do więziennej klatki. Leżąc na pryczy napływały do mego umysłu różne myśli, szukałem w myślach takiego momentu, gdzie mogłem popełnić jakiś błąd wiążący się ze złamaniem prawa, nie znalazłem. Po jakimś czasie wdałem się w dyskusję z Panami stojącymi przy klatce więziennej.

Po jakimś czasie zakuwają mnie w kajdany i prowadzą przed oblicze prokuratora. Na długim korytarzu przed jednym z gabinetów stoi jedyne krzesło. Panowie doprowadzają mnie do tego miejsca, siadam na krześle obok szklanych drzwi z tabliczką Prokurator . To nazwisko obiło mi się o uszy, ale samego prokuratora nie kojarzyłem. Po paru minutach wyszedł jakiś Pan, który powiedział, że będziemy musieli poczekać jeszcze około 15 minut. Po około 20 minutach ten sam Pan zaprosił mnie wraz z jednym funkcjonariuszem CBA do pokoju.

Zostałem rozkuty  i zaczął się wstęp do przesłuchania.  Okazało się, że czekaliśmy na mego obrońcę o którego nie prosiłem, ale kiedy zostałem zabrany  z domu żona Anna zadzwoniła do córki Aleksandry, która chodziła do szkoły średniej z kolegą z ławy szkolnej, który został prawnikiem. Udzieliła mu pełnomocnictwa do mojej obrony i tak chłopak do którego jeździłem z jego mamą Lidią na wywiadówki Marcin Bury stał się moim obrońcą.

Mecenas Marcin dotarł po dziesięciu minutach od wejścia mego do pokoju a Pan który rozmawiał  z funkcjonariuszami CBA okazało się, że to Prokurator. Przesłuchanie – wiele pytań, na wszystkie odpowiadam.  Prokurator sugeruje, że podpisałem fikcyjną umowę z Panem Dariuszem Mateckim na pracę w RDLP Szczecin, a ja podpisałem jak najbardziej realną umowę, która była realizowana przez Pana Dariusz Mateckiego w zakresie nałożonych na Niego obowiązków. Pana Dariusza Mateckiego traktowałem tak samo jak innych podległych mi pracowników.

Za ewidencję i czas pracy każdego pracownika odpowiada wydział kadr na czele z naczelnikiem wydziału. W trakcie ośmiu miesięcy nigdy naczelnik wydziału kadr nie sygnalizował mi o jakichkolwiek nieprawidłowościach w tym zakresie, a spotykaliśmy się i rozmawialiśmy w tym okresie bardzo często. Pan Matecki był zatrudniony do wsparcia wydziału Mediów i Promocji na którego czele stała Naczelnik Jolanta Sojka, która do pomocy miała dwie specjalistki. RDLP Szczecin to największa Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Polsce, to teren województwa zachodniopomorskiego, lubuskiego i dwa nadleśnictwa z terenu wielkopolski.

Wydział Promocji i Mediów spostrzegałem jako zarobiony, lecz pomimo ogromnego wysiłku jaki wkładały panie w poprawę wizerunku Polskich Leśników, medialnie byliśmy hejtowani. Pokazywani wręcz jako ludzie dewastujący Polskie Lasy, bo to naprawdę dla opinii publicznej niema znaczenia jaka jest prawda, tylko kłamstwa wypisywane przez ludzi którzy nie ponoszą za to żadnych konsekwencji, czy odpowiedzialności. Dlatego też z efektów pracy Pana Dariusza Mateckiego rozliczała Go Pani Naczelnik. W ciągu tego okresu ja kilkadziesiąt razy tak jak innych pracowników z biura RDLP widywałem Pana Dariusza Mateckiego w Nadleśnictwach, szkoleniach, Gminach, Powiatach, uroczystościach a bardzo często z pracownicami wydziału Mediów i Promocji. W tym okresie nie informowano mnie aby dochodziło do jakiś nieprawidłowości.

Pan prokurator kończąc moje przesłuchanie, które trwało około półtorej godziny powiedział, że będzie mi przedstawiał akt oskarżenia. Na moje pytanie, czy ja złamałem w jakimś miejscu prawo. Odpowiedział, że nie będzie mnie skarżył za 43 lata mojej nienagannej pracy w  Lasach Państwowych jak również nie będzie mnie skarżył za prawne zatrudnienie Dariusza Mateckiego, ale  będzie mnie skarżył za niedopełnienie obowiązku nadzoru  nad pracownikiem i przedstawił mi akt oskarżenia. Nałożył na mnie dozór Policyjny muszę stawiać się  na Komendzie Policji w Chojnie dwa razy w miesiącu.

 Zabrano mi paszport i nałożono zakaz opuszczania kraju, zakaz kontaktowania się z trzema osobami z którymi i tak się w ostatnim roku nie kontaktowałem. Musiałem wpłacić 50 tys. zł kaucji  i zostałem zwolniony z prokuratury. Na korytarzu spotkałem funkcjonariuszy CBA którzy czekali na decyzję prokuratora więc zapytałem się ich, czy będę mógł się z Nimi zabrać z powrotem do domu. Parsknęli śmiechem, któryś powiedział, że gdyby to zrobili to na drugi dzień byli by bezrobotnymi. Wychodzę z prokuratury ciemna noc, bez telefonu ale przy boku z młodym obrońcom Marcinem i tak sobie myślę co miałbym zrobić w nocy gdyby Jego niebyło lecz mijając wyjście z prokuratury z daleka poznaję sylwetkę mojego znajomego Jakuba, który z daleka mówi że zabiera mnie do swego domu.

W mieszkaniu u Jakuba i z Jego rodziną żoną Bożenką i dziećmi Witkiem i Basią długo rozmawialiśmy na temat tego, czego doświadczyłem. Po mimo ciężkiego dnia myślałem, że zaraz usnę. Przeleżałem całą noc i nie zmrużyłem oka. Na  drugi dzień o 10 zabrałem się w drogę powrotną do domu z moim obrońcom mecenasem Marcinem Burym.

Będąc w domu zastanawiałem się dlaczego media zrobiły ze mnie złodzieja, przestępcę już o godzinie 8-9 rano w dniu mego aresztowania, a przecież gdy mnie wywożono koło godziny 10 żadnych mediów nie było. Dlaczego media zrobiły ze mnie przestępcę zanim prokurator przedstawił mi akt oskarżenia, dlaczego niektóre media pokazywały mnie z przepaską na oczach.

Myślę, że za kilka miesięcy ludzie zapomną, że to chodziło o Szelążka, ale będą mieć zakodowane, że leśnik to: złodziej, przestępca, bandyta i dewastator Polskich Lasów Państwowych. Są to działania systemowe zmierzające do zniszczenia struktur Polskich Lasów Państwowych, zniszczenia 100- letniego dorobku kilku pokoleń Polskich Leśników a i wśród leśników znajdą się targowiczanie, którzy dla swoich krótkowzrocznych interesików są gotowi zniszczyć ten 100 – letni dorobek Polskich Lasów Państwowych.

To nie ja zawarłem fikcyjną umowę tylko oni złożyli fikcyjne doniesienie do prokuratury.

Andrzej Szelążek

 

Odpowiedź zespołu prasowego CBA:

Informujemy, że czynności zrealizowane przez funkcjonariuszy CBA w związku z zatrzymaniem zostały przeprowadzone zgodnie z obowiązującymi przepisami i procedurami. Zatrzymany nie składał do protokołu zastrzeżeń w związku z przeprowadzonymi czynnościami, a także ani on ani jego pełnomocnik, nie złożyli zażalenia na zatrzymanie.

Komunikat Prokuratury Krajowej prezentujemy nastomiast poniżej:

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 28/07/2025 09:01

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Dobry Polak - niezalogowany 2025-07-24 23:52:29

    Tusk pracuje dwa dni w tygodniu i dostaje gratisowe cygara. A w lasach kto by nie rządził to kradli i kradną pseudo lesnicy

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Sołtys. - niezalogowany 2025-07-25 09:20:38

    Pieniążek służył jako długopis w rękach ludzi, którzy znacznie przewyższali go cwaniactwem. Wykorzystany i osadzony w klatce na końcu drogi, dalej nie pojmuje do czego go był potrzebny.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.