Reklama

25 lat. Bo młody, niekarany, przyznał się, przeprosił

„Doszliśmy do miejsca, gdzie skończył się grunt, a zaczęła woda. Wtedy Malwina coś powiedziała. Resztę pamiętam tylko urywkami, jak przez mgłę. Musiała powiedzieć coś, co mnie uraziło. Nie jestem w stanie sobie przypomnieć, ale gdy to powiedziała, coś we mnie pękło”. Prezentujemy również drugą część reportażu, za który otrzymaliśmy nominację w konkursie SGL Local Press

Na salę sądową został wprowadzony jako ostatni, gdy wszyscy zajęli miejsca. Uniknięto w ten sposób konfrontacji z rodziną zabitej dziewczyny. Rodzice oraz siostra stawili się na rozprawie, wiedząc że będzie „tą ostatnią”. W listopadzie wyraźnie zasugerował to przewodniczący SSO Grzegorz Kasicki.

W grudniu zeznania złożyć miało jeszcze tylko troje świadków. Ostatecznie przed sąd wezwana nie została mieszkanka Morynia, której Jakub P. miał pisać o „krwawych zamiarach” względem rodziców.

Reklama

Świadek która poruszyła tę kwestię, w międzyczasie wycofała ten konkretny fragment zeznań. 28 grudnia wysłuchano więc relacji dwóch młodych mężczyzn: byłego chłopaka Malwiny Narkiewicz oraz mieszkańca Morynia, który w noc, gdy 16-latka straciła życie. miał nieszczęście rozmawiać z Jakubem P.

- Spotkałem go pod stacją benzynową, około godziny 22.00. Kojarzyłem Kubę z pracy w tartaku. Rozmawialiśmy może 2-3 razy w życiu. 16 lutego 2022 r. wypiliśmy po piwie, wypaliliśmy „lufkę” z marihuaną, którą miałem przy sobie. Później pisał do mnie na Messengerze, żebym „coś” mu załatwił. Odpisałem, że nie mam dostępu do narkotyków, nie jestem żadnym handlarzem, ale był strasznie natarczywy. Dzwonił i pisał do mnie cały czas, bym mu coś ogarnął. Przestałem odpowiadać i odbierać. Miałem wrażenie, że jest nieobliczalny. Przestraszyłem się, że przez swoje urojenia może mi coś zrobić lub o coś oskarżyć. Przeczuwałem, że mogę mieć przez niego kłopoty – zeznał.

Reklama

Jakub P. wysłuchiwał tego w milczeniu. Wyglądał dokładnie tak, jak podczas poprzednich rozpraw. Ubrany w czarną koszulę, z dokładnie przystrzyżonym zarostem i dodającymi powagi okularami. Tym razem ukrywał się po nimi nie tylko niewielki tatuaż, ale wyraźnie podbite oko. Sędzia przekazał mu dwa listy, które wysłano na adres sądu.

- Mój klient posiada tik nerwowy. Uśmiecha się, gdy jest zdenerwowany, a nie dlatego, że to, co mówi może go śmieszyć - zaakcentował  obrońca, „zapowiadając” wystąpienie oskarżonego.

Reklama

 

Mówi Jakub P.:

Na początku chciałbym przeprosić rodziców Malwiny. To co się stało, nigdy nie powinno mieć miejsca. Jest mi bardzo przykro z tego powodu. Będę musiał żyć z tym do końca swoich dni, co będzie bardzo trudne. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co czuje rodzina Malwiny. Jeszcze raz chciałbym przeprosić.

Od początku szkoły podstawowej nie byłem za bardzo lubianym chłopcem. Rówieśnicy często kpili ze mnie i pogardzali, przez co wszystkie emocje oraz uczucia chowałem i tłumiłem w sobie.

Reklama

Po kilku latach można było zobaczyć tego efekty. Głos zawsze miałem opanowany, byłem spokojny. Z mojej twarzy nie można było odczytać zdenerwowania, choć w środku kipiałem z emocji. Bardzo często cierpiałem, ale nie okazywałem tego. Przez te wszystkie lata emocje kumulowały się we mnie, aż pewnego dnia, 16 lutego 2022 roku, umówiłem się z Malwiną Narkiewicz na spotkanie.

Mieliśmy zapalić papierosa. Porozmawiać chwilę i zapewne skończylibyśmy na stosunku płciowym. Uprawialiśmy seks wielokrotnie i podobało się to zarówno Malwinie, jak i mnie. Tego dnia spotkaliśmy się przy kościele i poszliśmy w dół, drogą do Ośrodka Szafir.

Reklama

W trakcie spaceru rozmawialiśmy i paliliśmy papierosy. Przeszliśmy przez most, doszliśmy do pierwszego zakrętu, gdzie zaczynają się tereny podmokłe. Malwina zapytała, czy szedłem ścieżką, która znajduje się po prawej stronie. „Tak, wielokrotnie, jeszcze w czasach, kiedy ten most prowadził na drugą stronę jeziora”.

Zapytała, czy nie chciałbym się tam przejść. „Jeśli będziesz miał ochotę i znajdziemy dobre miejsce, to możemy się tam kochać”, zaproponowała. Podobała mi się perspektywa uprawiania seksu, bo w takim miejscu jeszcze tego nie robiłem.

Reklama

Doszliśmy do miejsca, gdzie skończył się grunt, a zaczęła woda. Wtedy Malwina coś powiedziała. Resztę pamiętam tylko urywkami, jak przez mgłę. Musiała powiedzieć coś, co mnie uraziło. Nie jestem w stanie sobie przypomnieć, ale gdy to powiedziała, coś we mnie pękło.

Nie pamiętam, żebym się na nią rzucił, czy zaatakował. Dopiero moment, gdy siedzę na niej w wodzie i przytrzymuję jej głowę pod powierzchnią. Ostatnie, co zarejestrowałem, to że siedzę zdyszany i zdezorientowany na wysepce, na której się zatrzymaliśmy. Byłem w szoku.

Reklama

Patrzyłem na ciało Malwiny leżące w wodzie i nie wiedziałem, co się dzieje. Zerwałem się i uklęknąłem przy niej w wodzie. Uniosłem jej głowę i potrząsnąłem nią. Mówiłem do Malwiny, żeby nie umierała. Nie ruszała się, nie oddychała, nie odpowiadała.

Ogarnął mnie wielki strach, którego nie zapomnę do końca życia. Zacząłem wyrywać trawę i łamać gałęzie, przykrywać ciało. Coś zaświeciło się na wysepce. Podniosłem się i zobaczyłem, że to telefon Malwiny. Rzuciłem go z całej siły przed siebie i kontynuowałem przykrywanie ciała.

Reklama

Nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego się tak zachowałem i dlaczego zacząłem je przykrywać. Prawdopodobnie dlatego, że się jej bałem. Nie mogłem patrzeć na jej martwe ciało, które leżało w wodzie. Panicznie się go bałem. Gdy zobaczyłem, że jest w pełni zasłonięte: gałęziami i trawą, niewiele myśląc uciekłem stamtąd. Chciałem znaleźć się jak najdalej od tego miejsca.

Musiałem jak najszybciej z kimś się spotkać i porozmawiać. Powiedzieć komuś, co się stało. Na początku chciałem zadzwonić do mojej przyjaciółki K., ale uznałem, że zadzwonię do kolegi A. Umówiliśmy się na spotkanie w wyznaczonym przeze mnie miejscu.

Reklama

Gdy doszło do spotkania, opuściła mnie cała odwaga. Bałem się, że wyznam A. co się stało. Że nie będzie chciał się więcej ze mną zadawać. Na odwagę zebrałem się kilka dni po zdarzeniu, gdy opowiedziałem o wszystkim A. i jego dziewczynie M., podczas jazdy samochodem. Powiedziałem wtedy cały prawdę. Że kogoś zabiłem. Że ukryłem ciało. Że wyrzuciłem telefon. Że policja pewnie po mnie przyjedzie i mnie aresztuje.

Stało się to, czego się tak obawiałem. A. i M. zostawili mnie bez pomocy. Po prostu się ode mnie odcięli. M. zrobiła to od razu po naszym spotkaniu. A. mniej więcej po tygodniu, gdy powiedziałem mu, gdzie to się wszystko stało. Od tego czasu nie miałem z nimi kontaktu.

Reklama

Dzień w dzień czułem lęk i żyłem w ogromnym stresie. Gdy słyszałem syreny policyjne lub strażackie, to za każdym razem myślałem, że znaleźli ciało Malwiny i że zaraz po mnie przyjdą. 18 marca 2022 roku, późnym wieczorem, do mojego domu zapukała policja. Powiedzieli w jakiej sprawie. Wtedy pojawiła się niewyobrażalna ulga. Obawy i ciężar, który nosiłem, wszystkie stresy uleciały.

Chcę ponieść konsekwencje czynu, którego dokonałem. To wszystko, co chciałem powiedzieć.

 

„To nie śmiech, tylko tik nerwowy”

Zgodził się odpowiadać tylko na pytania zadawane przez swojego obrońcę. Mecenas zapytał o miejsce, w którym doszło do zdarzenia („Wybraliśmy je razem”), o to czy planował tego dnia spotykać się z Malwiną („Nie, dopiero gdy zobaczyłem ją jadąc samochodem z A. i K. postanowiłem, że zadzwonię, jak zawsze wieczorem i umówię się z nią na papierosa”), czy pamięta, gdzie wyrzucił jej telefon („Prawdopodobnie przed siebie, chyba w stronę bagien, ale nie jestem pewien na sto procent”), o wstawiony przez niego na Facebooka obrazek anime, przedstawiający postać, która czyści nóż z krwi („Nie miało to żadnego związku z tym, co się stało i co zrobiłem”). Najwięcej czasu poświęcił dzieciństwu Jakuba P.

 

Na czym polegały problemy z rówieśnikami?

- Były dwa powody, dla których byłem niej lubiany przez resztę uczniów. Pierwszy to wzrost. Byłem najmniejszy w klasie, co stanowiło powód do żartów. Byłem wyśmiewany. Drugi to zawód mojego taty, który jest sędzią Sądu Rejonowego w Gryfinie. Sędzią, tyle że w Szczecinie, była też moja babcia. W klasie mieli mylne wrażenie, że przez to mogę pozwolić sobie na więcej i nie poniosę konsekwencji.

 

W szkole siedziałeś sam, czy z kimś?

- Odkąd pamiętam, zawsze siedziałem sam. Nikt nigdy z własnej inicjatywy nie chciał się do mnie dosiąść. Chyba, że zajęcia były w parach, ale i tak patrzyli na mnie z niechęcią.

 

Czy zdarzały się sytuacje, że płakałeś?

- Kilkukrotnie były takie sytuacje. Po jednej z nich postanowiłem, że nigdy nie dam po sobie poznać, że jest mi smutno i że cierpię.

 

Próbowałeś z kimś o tym rozmawiać? Komuś się zwierzyć?

- Pewnego razu zwierzyłem się z tego przyjaciółce K. Była jedyną osobą, której to powiedziałem.

 

Możesz opisać swoje relacje z rodzicami?

- Bywało różnie. Raz lepiej, raz gorzej.

 

Wyjaśnisz z czego wynikało twoje zachowanie, które odnotowano podczas przesłuchania? Zaprotokołowano, że uśmiechasz się podczas składania zeznań.

- Bardzo się stresowałem. Była to dla mnie nowa sytuacja. Podczas czytania moich zeznań parę razy się uśmiechnąłem, z tego co pamiętam. Jednak był to tik nerwowy.

 

Prokurator: „Sposób działania oskarżonego był metodyczny”

Wątek ten stanowił główny punkt mowy końcowej.

- Mój klient jest „produktem swoich czasów”. Szykanowany w szkole wytworzył mechanizm obronny, który w pewnym momencie musiał okazać się zawodny – mówił obrońca, zaznaczając jednocześnie, że Jakub P. zdecydowanie nie jest ofiarą.

- W tej sprawie jasno i klarownie widać kto jest ofiarą, a kto sprawcą. Oskarżony przyznał się do zbrodni zabójstwa. Jest winny i musi ponieść karę adekwatną do swojego czynu, ale wbrew temu, co twierdzi pani prokurator, dowody nie wskazują na to, że działał z zamiarem bezpośrednim. To, że przyznał się dopiero dzisiaj, a nie podczas przesłuchania w marcu 2022 r., można tłumaczyć natomiast szokiem, młodym wiekiem i strachem – kontynuował, mając świadomość, że trudno w tej sytuacji o okoliczności łagodzące.

Wymienił jednak przyznanie się swojego klienta do winy, brak kryminalnej karty, młody wiek, przeprosiny wystosowane w kierunku rodziny oraz trudne relacje z czasów dzieciństwa.

Wniósł o obniżenie wymiaru kary,  do 15 lat.

W wygłoszonej chwilę wcześniej mowie prokurator - podobnie jak rodzina zamordowanej i jej pełnomocnik - zażądała bowiem kary dożywotniego pozbawienia wolności.

- Oskarżony wykazał się ogromem determinacji w celu zamordowania Malwiny. Był to proces, jak wskazywali biegli, który trwał przez 5-6 minut. Przez pierwsze dwie Malwina z determinacją i siłą walczyła o życie. Po następnych doszło do zgonu. Trzymał jej głowę pod wodą – mówiła prok. Ewa Ćwiek.

Nie uwierzyła w jego skruchę. W mowie końcowej przedstawiła szereg sytuacji, które stały w sprzeczności z pokorną postawą Jakuba P. podczas wygłaszania oświadczenia. Nawiązała m.in. do zeznań złożonych tego samego dnia przez jednego ze świadków. Młody mężczyzna, który w wieczór śmierci Malwiny spalił z Jakubem P. „lufkę” , opowiadał o zachowaniu oskarżonego.

-  Gdy później okazało się, że jest posądzany o morderstwo tej dziewczyny, doszło do mnie, że musiałem go spotkać zaraz po tym zajściu. Nie dał wtedy po sobie poznać, że zabił człowieka. Jakub P. wyglądał normalnie i tak też się zachowywał. Był wesoły. Nic nie wskazywało na to, że coś się wydarzyło. Wyglądał jakby wrócił z imprezy. Był pobudzony, co chwilę zerkał w telefon, miał rozbiegane oczy. Uznałem, że mógł zażywać jakieś środki pobudzające.  Wypalił ze mną „lufkę”, jak gdyby nic. Cały czas mówił o marihuanie, pytał czy załatwię mu więcej – zeznał.

- To stoi w sprzeczności z relacją oskarżonego, który opowiadał o swoim roztrzęsieniu, wielkim strachu i panice. Jakub P.  uśmiechał się nawet podczas przesłuchania i badania przez psychiatrów. Mam wrażenie, że jego beztroska trwa. Dziś przedstawił siebie niemal jako ofiarę – kontynuowała prokurator.

Analizując rzekomą skruchę oskarżonego, nawiązała też do więziennego grypsu, który Jakub P. wysłał zza krat do znajomego na wolności. Pisał w nim, że „gdyby A. i K. (znajomi, którym podczas przejażdżki samochodem zwierzył się z tego, co zrobił – przyp. red.) nie rozj…li się na komendzie, nadal trzymalibyśmy Moryń”.

- Nie dopatrzyłam się żadnych czynników, które mógłby wpłynąć na łagodniejsze potraktowanie sprawy. Prawdą jest, że Jakub P. jest osobą młodocianą i niekaraną, ale te czynniki nie mogą stanowić okoliczność łagodzącej. Sposób działania oskarżonego był metodyczny. Brak żalu i skruchy, beztroskie zachowanie po zabójstwie. To wszystko, w mojej ocenie, dowodzi że kara dożywotniego pozbawienia wolności jest odpowiednia - powiedziała prokurator w mowie końcowej.

 

Cztery okoliczności łagodzące

Wyrok zapadł po godzinnej przerwie. Jakub P. został uznany winnym zarzucanych mu czynów: zabójstwa Malwiny Narkiewicz oraz posiadania narkotyków. Za oba czyny sąd wymierzył mu karę 25 lat pozbawienia wolności.

- Kara dożywotniego pozbawienia wolności jest karą wyjątkową. Jest wymierzana wtedy, kiedy sąd, nie tylko z powodu ciężaru gatunkowego przestępstwa, ale także osobowości sprawcy mówi, że nie ma żadnej możliwości, żeby sprawca zresocjalizował się, żeby tego sprawcę przywrócić do społeczeństwa, żeby kiedyś stał się jego normalnym członkiem. Kara dożywotniego pozbawienia wolności, w tym wypadku, nie wchodzi w grę – powiedział sędzia Grzegorz Kasicki, uzasadniając wybór kolejnej, „najsurowszej z możliwych”.

- Sąd zdecydował się na karę 25 lat pozbawienia wolności, gdyż sporo jest okoliczności łagodzących.

Po pierwsze, Jakub P. odpowiada jako osoba młodociana. W chwili czynu nie przekroczył nawet 20 lat. Dlaczego ustawodawca mówi, że osobę poniżej 21 roku życia należy traktować inaczej? Ponieważ wychodzi z założenia, że takie osoby są niedojrzałe i widzi ewentualność, by wdrożyć je do przestrzegania porządku prawnego. Dlatego ustawodawca nakazuje sądowi, czego potwierdzenie znaleźć można w wielu orzeczeniach Sądu Najwyższego i Sądów Apelacyjnych, kierować się w takich sytuacjach prewencją indywidualną. Mniej ma tu decydować waga przestępstwa, a najwięcej osoba oskarżonego. Czy jesteśmy w stanie uznać, że oskarżony może być w przyszłości zresocjalizowany, czy też nie.

Po drugie: niekarany. Oczywiście, zgadzając się z określeniem pani prokurator, że „czysta karta karna w wieku 19,5 roku nie jest szczególnym osiągnięciem”, ale nie wolno nam tego rozstrzygać na niekorzyść oskarżonego. Nie możemy powiedzieć, że gdyby został zatrzymany po ukończeniu 19,5 roku życia, to ta karta byłaby inna. Niekaralność jest okolicznością łagodzącą, nie może być inaczej.

To nie wszystko. Oskarżony o bardzo poważne przestępstwo, wiedząc jaka kara mu grozi, dzisiaj nie tylko się przyznał, ale złożył też wyjaśnienia, które są w zasadzie zgodne z ustaleniami sądu. Przyznanie się do winy zawsze było uznawane za okoliczność łagodzącą.

I wreszcie, kwestia skruchy. W dniu dzisiejszym oskarżony przeprosił. Pani prokurator mówi, że nie wierzy w jego skruchę. A ja chcę powiedzieć, że nie wiem, czy mam wierzyć, czy nie wierzyć. A skoro nie wiem, to na jakiej podstawie mam stwierdzić, że oskarżony oszukuje nas wszystkich, udając skruchę? Musielibyśmy mieć na to jakieś dowody. Coś musiałoby na to wskazywać. To, że podczas badań psychiatrycznych, rok temu, po krótkim okresie izolacji, zachował się tak, czy nie inaczej… Może w tamtym czasie ta niedojrzała osobowość sprawiała, że jeszcze odgrywał „bohatera”? Natomiast teraz, kiedy już ma szerszą perspektywę oraz wie, co go może czekać, jest inaczej? Ja też nie wiem, nikt z nas nie wie, co siedzi oskarżonemu w głowie. Ale nie możemy z góry zakładać, że jeżeli oskarżony coś mówi, to na pewno kłamie. Ja chcę wierzyć, że jest tak, jak powiedział oskarżony. A okres izolacji, wspomniane 25 lat, jest na tyle długi, że będzie można sprawdzić, czy tak rzeczywiście jest. Zobaczymy jak w przyszłości będzie się zachowywał – wyjaśnił sędzia Kasicki.

Jednocześnie wytłumaczył dlaczego sąd nie przychylił się do wniosku obrony o jeszcze niższy wymiar kary (15 lat).

-  Nie pozwoliła na to waga czynu. To, że oskarżony pozbawił życia, tak naprawdę dziecko, czyniąc to z zamiarem bezpośrednim, z powodu błahostki. Młoda dziewczyna straciła życie, w zasadzie nie wiemy z jakiego powodu, przez jakąś totalną bzdurę. Brak powodów, które w jakiś sposób usprawiedliwiałyby ten czyn, wspólnie ze sposobem działania oskarżonego, sprawiają, że kara 25 lat jest karą odpowiednią i surową. Przestrzegałbym wszystkich, którzy chcieliby oceniać tę karę, jako łagodną. 25 lat to więcej, niż ten człowiek żyje. Jeśli sięgnięcie państwo pamięcią, co robiliście 25 lat temu, to zobaczycie, że wasze życie było zupełnie inne, niż dzisiaj. I teraz wyobraźcie sobie, że taki długi okres spędzacie w zakładzie karnym. Ćwierć wieku wylatuje z waszego życia. To jest bardzo surowa kara. Nie chcę powiedzieć, że niezasłużona, bo jest to kara adekwatna i surowa. Oczywiście politycy, by pewnie inaczej to przedstawili, ale nie o to przecież chodzi – wyjaśnił przewodniczący SSO.

Sąd przyznał również zadośćuczynienie dla bliskich zabitej dziewczyny. Rodzice otrzymają po 100 tys. zł, zaś piątka rodzeństwa Malwiny po 20 tys. zł.

 

„Żeby mu tam łeb urwali”

Wyrok jest nieprawomocny. Stronom przysługuje możliwość odwołania.

- Jeszcze nie wiemy, czy to zrobimy – przyznali po wyjściu z sali bliscy Malwiny.

Podobnie jak prokurator nie wierzą w skruchę Jakuba P. Uważają, że słowa, które wypowiadał w ich kierunku, nie były szczere.

- Po zatrzymaniu przez policję, tylko jego matka przyszła do nas przed blok. Złożyła kondolencje i przeprosiła za syna. Oprócz niej nikt z jego bliskich nie okazał nam współczucia – mówili rodzice zabitej dziewczyny.

W ich opinii Jakub P. powinien zostać skazany na dożywocie.

 

-  Za szybko go zabrali, więc nie zdążyłem mu nic powiedzieć – przyznał ojciec Malwiny.

- A co chciałby mu pan powiedzieć?

- Żeby mu tam łeb urwali…

 

Grzegorz Racinowski

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 08/10/2024 15:38
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama