Czy Czesław Skonecki jest aktywnym radnym? Rozmawiamy z przedstawicielem wyborców, który dostał się do rady miejskiej na skutek losowania
Padła propozycja, by wszedł pan jako radny do zespołu opracowującego harmonogram przebudowy dróg gminnych. Tymczasem pan powiedział „nie”. I od razu pojawiły się zarzuty, że panu się po prostu pracować w radzie miejskiej nie chce.
- To nie tak. Pierwotnie zgłosiłem swoją osobę do pracy w tej komisji, sądziłem, że nie będzie chętnych, a chętnych było wielu. Nie chcąc prowadzić do niepotrzebnych dyskusji i konfliktów o to, kto powinien się znaleźć w tej komisji, zrezygnowałem. Proszę zwrócić uwagę, że zasiadam w innych komisjach, jestem w zarządzie Polskiego Związku Działkowców i też mam tu swoje obowiązki.
Praca w tym zespole byłaby aż tak bardzo absorbująca?
- Ja żadnej pracy się nie boję i chętnie podejmuję się każdego wyzwania. Jeżeli będzie potrzeba uczestniczenia w tej komisji, to bardzo chętnie służę swoją osobą.
Podczas obrad rady miejskiej, gdy była mowa o zespole, nie słyszałem, by się pan zastanawiał. Od razu padła odpowiedź na „nie”, w przeciwieństwie do radnego Kozakiewicza, który początkowo się zgodził, a dopiero widząc, że chętnych jest wielu, zrezygnował, zapowiadając zresztą, że i tak będzie pomagał przy tych pracach.
- To nie o to chodzi. Przecież to zagadnienie było omawiane wcześniej na komisjach. Radny Kozakiewicz zrobił to efektownie, ja natomiast na posiedzeniu komisji rewizyjnej wypowiedziałem swoją opinię w tej sprawie. Już wówczas z uwagi na to, że chętnych było sporo, zapowiedziałem, że nie wejdę do składu tego zespołu i podtrzymałem swoją decyzję podczas obrad sesji. Natomiast postawienie mi zarzutu, że nie chce mi się pracować, jest dla mnie krzywdzące i kłamliwe. Nie wiem, co chciał uzyskać, redaktor zarzucając mi lenistwo.
Pamięta pan dzień wyborów samorządowych? Gdy okazało się, że ma pan taką samą liczbę głosów jak kontrkandydat i trzeba radnego wylosować, to nie pojawił się pan nawet na tym losowaniu. Są głosy, które mówią, że średnio panu zależy na pełnieniu tej funkcji.
- To nieprawda! Zależało mi bardzo. Przecież startowałem do wyborów! Wiedziałem, że jest taka sama liczba głosów między mną a kontrkandydatem, ale o terminie i miejscu losowanie nikt mnie nie poinformował. Dlatego też w losowaniu nie uczestniczyłem.
Przyzna pan jednak, że miał sporo szczęścia w uzyskaniu mandatu…
- Szczęście dopisało, oczywiście. Ale gdyby mój konkurent został wylosowany, to mówilibyśmy o jego szczęściu.
Może skoro jest pan takim szczęściarzem, to podejmie się pan realizacji projektów, z jakimi nikt wcześniej nie był w stanie się zmierzyć?
- Będę się zachowywał normalnie i podejmę każde wyzwanie.
Jest pan aktywnym radnym?
- Myślę, że tak.
Ale interpelacji nie składa pan wielu.
- Analizując je, niektórymi sprawami zajmowałem się od dawna, gdy nie byłem jeszcze radnym. To m.in. przejście przez ulicę 9 Maja w kierunku poczty. Przejście i parking… tam było ciemno i niebezpiecznie. Po moich działaniach i interpelacji ten problem został rozwiązany i ludzie się tam nie potykają.
Jedno przejście załatwia sprawę aktywności?
- No nie! Chyba pan, redaktorze, nie uczestniczy w każdej sesji. Nie ma sesji, na której bym nie złożył interpelacji. Za okres 5 miesięcy pracy w radzie miejskiej złożyłem 15 interpelacji. Zgłosiłem też temat bezpieczeństwa przy torowisku, ludzie robią sobie skróty, co stwarza zagrożenie wypadku. Po moich interpelacjach kolej ma się tym zająć i zabezpieczyć przejścia.
Uczestniczę i słucham tych interpelacji. I wciąż mam wątpliwości. Ale zajmijmy się interpelacją przejścia przez tory. Kiedy PKP wykona swoje zadanie?
- Otrzymałem informację, że do końca kwietnia.
Jest już maj, a PKP nic w tym zakresie nie zrobiło.
- Liczę, że zrobią to lada moment. Jak nie, to dalej będę w tej sprawie interpelował. Tak jak w każdej innej sprawie.
Niedawno odbyła się debata, w której wskazywano wiele miejsc niesprzyjających niepełnosprawnym.
- W tym zakresie jest jeszcze wiele do zrobienia. Debata, która odbyła się w powyższej sprawie wyznaczyła priorytety i kierunki działania w tym zakresie.
Jak pan ocenia pierwszych pięć miesięcy nowej władzy?
- Pracuję po raz pierwszy w samorządzie lokalnym, wcześniej pracowałem tylko w stowarzyszeniach. Na pewno doszło do zmian osobowych w radzie, ale na pierwsze oceny jeszcze trzeba poczekać.
Mówimy tu o radnych, a jak pan ocenia burmistrzów?
- Wiem jedno: każdy by chciał szybkich zmian. Ale stan finansów gminy jest, jaki jest i nie wszystko można zrobić. Sadzę, że burmistrzowie są dobrze przygotowani merytorycznie do swojej pracy.
Najtrudniejsze zadanie, z jakim przyjdzie się panu zmierzyć w najbliższym czasie to…
- Od szkoły na Górnym Tarasie do sklepu państwa Mazanków prowadzi droga, wąskie gardło, nie jest ona w najlepszym stanie. Jest niebezpieczna, a nie można czekać, aż coś tam złego się stanie. Ją trzeba przebudować, ale żeby tak się stało, potrzebne jest porozumienie między gminą a spółdzielnią mieszkaniową.
Rozmawiał pan już o tym z prezesem spółdzielni?
- Tak, on oczekuje kompromisu i trzeba go wypracować.
Ta nieszczęsna i niebezpieczna, jak pan mówi, droga znajduje się na terenie pańskiego okręgu wyborczego?
- Tak.
Pytam, ponieważ już przed wyborami wiele się mówiło o tym, że w ramach nowej ordynacji wyborczej radni będą dbać tylko o swoje okręgi, a nie o interes gminy jako całości.
- Słyszałem te opinie, ale to nie tak. Już przed wyborami proszono mnie o załatwienie tej sprawy i zamierzam to zrealizować. Natomiast interes gminy jest dla mnie ważny. Zresztą w swoim programie wyborczym mówiłem o Gryfinie bez barier…
… i można tu wrócić do tematu debaty dotyczącej niepełnosprawnych.
- Byłem obecny na tej debacie.
Ale co z tego wynika? Sam pan wspomniał, że to wszystko jest w powijakach.
- Dobrze, że zaczęło się o tym rozmawiać. Przy współpracy z organizacjami, które są tym tematem zainteresowane, da się wypracować pewien kierunek działań. Jako komisja spraw społecznych i bezpieczeństwa mieliśmy posiedzenie wyjazdowe, byliśmy w WTZ-ach, i widać postęp.
Ale musi pan przyznać, że nadal Gryfino nie jest przyjazne niepełnosprawnym.
- Wysokie krawężniki, znaki drogowe na środku chodników, schody przy dworcu, które powinny być wizytówką, a jakie sprawiają kłopoty. To prawda, Gryfino nie jest dobrze przygotowane. Spójrzmy chociaż na te schody dwuskrzydłowe, to dwa wrzody. Można je naprawić etapowo.
Dyrektor OPS chwaliła Centrum Aktywności Lokalnej. Natomiast opinie mieszkańców nie są już tak przyjazne. To miejsce zdaje egzamin?
- Wysoko oceniam pracę dyrektor Górak.
A był pan kiedyś w CAL-u żeby sprawdzić, jak działa?
- Nie, ale mam nadzieję, że będzie okazja i z niej skorzystam.
Jesteśmy więc po debacie o problemach niepełnosprawnych. Padały podczas niej deklaracje. Kiedy można liczyć na pierwsze zmiany?
- Burmistrzowie zapewniali, że prace w tym temacie są już prowadzone na terenie miasta. Sądzę, że włodarze wiedzą, co najbardziej jest potrzebne i w miarę możliwości finansowych, będą te zadania realizować. Ja jako radny będę to obserwował, jako członek komisji rewizyjnej będę zabiegał o te zmiany, ale innych obowiązków też jest sporo. Zaczynając od niepełnosprawnych, a kończąc na wyjazdowych posiedzeniach, choćby w miejscu, gdzie mają stanąć wiatraki.
Dobrze, że pan o tym wspomina. Sobieradz i wiatraki, Żabnica i Gryfskand, Dołgie i ferma kur… konfliktów jest sporo. I słychać też głosy niezadowolenia, że władza przed wyborami obiecywała pomoc, a po wyborach pomocy nie ma.
- Nie ma wyborów, przy których nie ma obietnic. Ktoś, kto obiecuje coś nierealnego… niektórzy radni składali takie deklaracje, których realizacja jest niemożliwa.
Na przykład?
- Obiecywano nawet budowę obwodnicy.
Której nie będzie, bo to nawet nie kompetencja rady miejskiej. Zastanawiam się, co pan myśli na temat tych obietnic. Można tak ludzi mamić?
- Ktoś, kto wszedł do rady na bazie obietnic i ponownie pretenduje do mandatu w kolejnych wyborach, powinien zostać odpowiednio rozliczony z tych wcześniejszych deklaracji. Być w radzie, to nie sztuka.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze