Reklama

Szlachcic z ulicy 1 Maja

Włodzimierz Świderski jest gryfinianinem od 1969 roku. Jak sam o sobie mówił kiedyś na naszych łamach: z wołyniaka z urodzenia stałem się gryfiniakiem z wyboru. Łącznie wydał kilkanaście publikacji, większość stanowiły tomiki poezji, m.in. „Wiersze z życia wzięte”, „Rozmaitości” czy „Niezapomniane Chwile”.

Wołyń, do którego często powraca zarówno w myślach, jak i w swojej twórczości, opuścił z rodzicami będąc małym dzieckiem. Odkrywanie historii zawsze go pasjonowało, ostatnio poświęcił na to jednak jeszcze więcej czasu niż zwykle. Nam opowiedział o procesie docierania do śladów po przodkach, zwieńczonym w efekcie tytułem szlacheckim

Wszystko zaczęło się od tego, że chciał dowiedzieć się jak najwięcej o rodzinnych korzeniach, wciąż poszukiwał na ten temat informacji. Nurtowało go zagadnienie – skąd się wywodzi.
- Docierałem do różnych publikacji i dokumentów, podczas poszukiwania swojego nazwiska i dziejów moich przodków – opowiada pan Włodzimierz. - Samodzielnie zdobyłem sporo materiałów dotyczących mojej rodziny – mówi wyraźnie zadowolony.
Jego ojciec opowiadał mu swego czasu o przodkach i ogólnie o życiu na Kresach. Spisał nawet pamiętnik życia, który po latach pan Włodzimierz wydał w 2 tomach. To były pierwsze „sygnały” do tego, żeby tematem tym zająć się szerzej. W. Świderski udał się do Książnicy Pomorskiej, gdzie można mieć wgląd do dokumentów z lat dawnych oraz herbarzy. Tam znalazł odniesienie do swojego nazwiska. Po namyśle nasz poeta napisał do Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie, jak również do Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego z zapytaniami, gdyż przypuszczał, że w tych instytucjach mogą znajdować się jakieś istotne dla jego poszukiwań dokumenty. Odpowiedzi, które otrzymał niestety nie potwierdziły jego przypuszczeń. Musiał więc szukać dalej.
- Kolejne pisma wysyłałem do ambasad i konsulatów w Ukrainie i Rosji – relacjonuje Świderski. – Nadal jednak niczego nie odnalazłem, dostawałem odpowiedzi negatywne, wciąż odsyłano mnie do innych instytucji – mówi.

Reklama

Dobra Nowina
Przełom nastąpił, gdy znajomy pana Włodzimierza opowiedział mu o Nowinie. Biurze Genealogii i Heraldyki. Świderski nawiązał z nimi kontakt i w rezultacie współpracę. Już na jej początku potwierdziło się, że ma polski herb szlachecki Lubiczów.
- Niezwykle się wtedy ucieszyłem, że szedłem dobrym tropem. Dalsze działania były jednak uzależnione od finansów – mówi W. Świderski. – Skrzyknąłem więc moich 4 bliskich krewnych i podzieliliśmy między siebie te koszty – tłumaczy.
Pracownicy biura genealogii i heraldyki nie próżnowali. W ciągu kolejnych sześciu miesięcy przysyłali materiały. Wśród nich znajdowały się kserokopie oryginalnych dokumentów, tłumaczenia z języka starorosyjskiego.
- Mogę się tylko domyślać, że ludzie z tego biura szukali informacji tam, gdzie i ja wcześniej, ale mnie odsyłano z kwitkiem, a oni uzyskali to, co chcieli – snuje przypuszczenia pan Świderski.
Efekt poszukiwań historii swoich przodków i korzeni rodzinnych w końcu zadowolił naszego poetę, który stał się szlachcicem herbu Lubicz.

Nie wypadłem sroce spod ogona
Włodzimierz Świderski z dumą zaprezentował legitymację członkowską Związku Szlachty Polskiej. Mówi, że dla niego istotne jest to, że teraz wie, skąd się wywodzi, choć do szlachectwa podchodzi z dystansem. Na pytanie, czy odczuł to jako swego rodzaju wyróżnienie, odpowiada, że nie, ponieważ jego nobilitacja nastąpiła przez pracę, którą wykonywał na przestrzeni lat, a nie nadanie tytułu szlacheckiego.
- To moje czyny świadczą za mnie – podkreśla podczas naszej rozmowy W. Świderski.
Zdarza się, że znajomi pytają go: A co z tego masz? Jakiś dodatek do emerytury chociaż? Uśmiecha się i mówi im wówczas, że nie niesie to za sobą żadnych korzyści materialnych. Cenna dla niego jest wiedza, że nadal jest sobą, ale ze świadomością tego, kim byli jego przodkowie.
- Przede wszystkim byli patriotami, piastowali różne stanowiska, brali udział w zrywach narodowych, potracili majątki – mówi. - Ale dla mnie to historia, a ja jestem współczesny człowiek – dodaje z uśmiechem.
Nie zna drugiej takiej osoby w Gryfinie, która przeszła podobną drogę i dziś również może poszczycić się tytułem szlacheckim. Jest oddział związku w Szczecinie i może podczas organizacji jakiegoś spotkania pozna więcej innych. Mówi też, że im starszy człowiek się staje, tym bardziej zaczyna się interesować przeszłością, historią.
- A dzisiejszym młodym, to „wszystko wisi” – mówi z charakterystycznym dla siebie szczerym uśmiechem.
Co jednak wiąże się z przynależnością do Związku Szlachty Polskiej? Osoby zrzeszone powinny zadbać o działanie w kierunku społeczno-kulturalnym, integrację, czy w końcu kontynuowanie tradycji. Włodzimierz Świderski doskonale się w to wpisuje chociażby ze swoim dorobkiem literackim.
Zagadnięty przez nas o udział polskiej szlachty w upadku kraju przed laty, odpowiedział, że wynaturzenia były w tamtych czasach, są i dzisiaj. Zapytaliśmy również, czy mógłby udzielić jakichś wskazówek młodym ludziom? Oto, co powiedział:
- Zadania trzeba wykonywać zgodnie z sumieniem i zasadami. Przede wszystkim, trzeba być uczciwym! – głośno zaakcentował ostatnie zdanie szlachcic Świderski.

Reklama


Plany na przyszłość
Na czas podróży w przeszłość nasz poeta zarzucił zamiary pisarskie. Teraz natomiast zapowiada, że niebawem będzie chciał wydać w końcu publikację, o której już kilka dwa lata temu mówił na naszych łamach. Po ucieczce z Wołynia zamieszkał z rodzicami w Sarbii, w dawnym województwie poznańskim. gdzie spędził dzieciństwo i wczesną młodość. Tam ukończył szkołę, rozpoczął pracę i ożenił się. Bazując na materiałach historycznych i własnych wspomnieniach chce opisać kilka historii. W tym oczywiście swojej rodziny, ale także znajomych związanych z Sarbią.
- Mam nawet pamiętnik kierownika tamtejszej szkoły, z dawnych lat – podkreśla wyraźnie zadowolony W. Świderski. – Oprócz tego inne materiały przedwojenne, związane z tą miejscowością, które zebrałem u moich dawnych nauczycieli.
Zakłada, że nawet jeżeli nie zgromadzi informacji, które poszerzą to, co już ma, to i tak ma zamiar wydać publikacje, którą dziś roboczo nazywa „Sarbia – wspomnienia mojej młodości”.
- Mają to być wspomnienia datowane na lata 1945 – 1972, do tego roku bowiem mieszkali tam moi rodzice – mówi. – Może zakończę opracowywanie tego w przyszłym roku – kontynuuje.
Ale to tylko najbliższe plany, a są i dalsze. Pan świderski podzielił się z nami kolejnym zamierzeniem, które chodzi mu po głowie. Mianowicie myśli o napisaniu tomiku „W służbie mundurowej”, w którym zawarłby reminiscencje i spostrzeżenia z czasów wojennych, ale nie ograniczając się tylko do nich.

bg

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama