Rozmawiamy z Mateuszem Woźniakowskim, gryfińskim rowerzystą, który komentuje obecny stan ścieżek rowerowych w naszej gminie oraz plany na nowe trakty dla jednośladów
O planach na nowe ścieżki rowerowe piszemy w obecnym numerze Gazety Gryfińskiej.
W tym roku ma być realizowana ścieżka biegnąca po byłych torach kolejowych na trasie Gryfino-Banie. To dobry pomysł?
Mateusz Woźniakowski: Ścieżka po byłych torach kolejowych jest pomysłem bardzo interesującym i ciekawym, już od wielu lat o tym się mówi. Tego tematu dotykaliśmy już w lipcu 2012 r. w Urzędzie Miasta i Gminy Gryfino. Spotkaliśmy się wtedy z naczelnikami wydziału inwestycji oraz edukacji i spraw społecznych, było nas sporo zainteresowanych sprawą i obiecano nam jeszcze więcej… konsultacje społeczne, wysłuchanie potrzeb, realizację planów, rozpisanie przetargu. Na czym się skończyło? Mija już prawie 5 lat i ponownie ścieżka po nasypie... Jak dla mnie i wielu moich znajomych, którzy aktywnie spędzają czas na rowerze, ta ścieżka to bardzo dobry pomysł i już nie możemy się doczekać jazdy próbnej.
Gmina ma w planach również budowę ścieżek z Gryfina do Wełtynia na terenie nadleśnictwa wzdłuż drogi wojewódzkiej, dalej do Gardna boczną drogą i do Drzenina, Sobieradza, Chwarstnicy łącząc ją ze wspomnianą trasą Gryfino-Banie. Uważasz że to realny pomysł?
- Tak, jest to jak najbardziej realny pomysł, ale niech mi ktoś wytłumaczy - dlaczego wzdłuż drogi? Dlaczego zmuszać rowerzystę do jazdy obok ulicy, skoro wkoło jest tyle zieleni i możliwych rozwiązań w lesie. Tyle natury w naszej gminie, nic lepszego na rodzinne wycieczki...
Uważasz, że to dobry kierunek turystyki rowerowej w naszej gminie?
- Każdy kierunek turystyki jest dobry! W większości tych miejscowości jest albo śliczny zabytkowy kościółek, albo jakieś inne miejsca godne polecenia. Na myśl przychodzi mi chociażby kościół w Sobieradzu. Wielu z nas go widziało z okien samochodu, a polecam się zatrzymać tam na moment.
Jak ocenisz obecny stan ścieżek?
- Jakich ścieżek? Nasze miasto jest jakimś horrorem w tym zakresie. Ścieżka na nabrzeżu? Ładna, nowoczesna, ale nie łączy się z żadnym szlakiem rowerowym. Nowa ścieżka w okolicach przejazdu kolejowego to katastrofa dla rowerzysty, by nią przejechać. Moim zdaniem ta ścieżka powstała jako zło konieczne wynikające z jakichś przepisów, a nie z kwestii chęci ułatwienia życia rowerzystom. Ścieżka w stronę Wełtynia od ul. Jana Pawła II jest jedną z najbardziej udanych realizacji, jeśli chodzi o nasze ścieżki. Fakt, utwardzona powierzchnia kończy się i musimy zmagać się z leśnymi drogami, ale jest to odcinek tak malowniczy, że jazda na rowerze na nieutwardzonej powierzchni przestaje nam przeszkadzać i zaczynamy doceniać piękno otoczenia z perspektywy dwóch kółek.
Czyli rowerzyści mają ciężko w naszej gminie? Co poprawiłoby ten stan?
- Tak. Brakuje ścieżek rowerowych albo chociaż kierunków wskazanych przez znaki, gdzie można dojechać rowerem. Coś na zasadzie gminnych szlaków rowerowych, które niekoniecznie muszą oznaczać konkretną ścieżkę rowerową z oznakowaniem itd. Wystarczy informacja dla rowerzysty, ile kilometrów jest do jakiegoś miejsca, w jakim kierunku jechać, co na miejscu na nas czeka. W sumie każdy pomysł jest dobry, jeśli coś wnosi i pomaga w rozwijaniu turystyki rowerowej. W kwestii infrastruktury rowerowej najważniejsze jest, by powstałe ścieżki rowerowe łączyły się ze sobą w jakiś sensowny i przemyślany sposób. Nie z poziomu urzędniczego biurka, czy biura projektanta, a z perspektywy rowerzysty. Czas więc na szczery apel do osób, które chcą poprawić infrastrukturę rowerową: wsiądźcie na rower, pojedźcie tam, gdzie ma być ścieżka, a zrozumiecie - czego naprawdę potrzeba i jak to zrobić z głową!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze