Reklama

Rozmowa ze Zdzisławem Kmieciakiem, wiceprzewodniczącym rady miejskiej

Do rady miejskiej startował pan wraz z PO, ale dość szybko zmienił pan front. Przynajmniej tak wskazują obserwatorzy sceny politycznej.


- Startowałem do rady po namowie mieszkańców Czepina i mojego okręgu. Przemyślałem również i to, z jakiej listy startować. Miałem wybór, kilka propozycji, ale to ludzie z PO zaproponowali mi start jako pierwsi.

Skoro startował pan z listy PO, to już sam ten fakt nakazywałby lojalność, natomiast po wyborach szybko przeszedł pan do obozu nowego burmistrza.
- Proponowano mi też wejście do PO, ale już w kampanii mówiłem, że z listy PO mogę startować, a potem zobaczymy. Wydarzyło się tak, jak się wydarzyło. Po pierwszej turze wyborów zadzwonił do mnie Sawaryn, rozmawialiśmy o gminie, pytał o poparcie.

Nie za wcześnie te rozmowy? Układać się po pierwszej turze nie wiedząc, że Sawaryn zostanie burmistrzem?
- Wiedziałem, że są potrzebne zmiany, i że Mieczysław Sawaryn powinien być burmistrzem. Znam też dobrze pana Rafała Muchę, ale wiedziałem, że muszą nadejść radykalne zmiany. Moja decyzja była przemyślana. A osobiście z Platformą Obywatelską siebie nie widzę.

A nie było tak, że przejście do obozu Sawaryna wiązało się z otrzymaniem przez pana stanowiska wiceprzewodniczącego?
- W ogóle nie rozmawialiśmy o stanowiskach, tylko o poparciu i problemach gminy.

Trochę sam pan sobie zaprzecza. Skoro nie widzi się pan z PO, to dlaczego startował z jej list, a nie od razu z Sawarynem?
- Miał już swoich ludzi. Nie zabiegałem o start z jego ugrupowania, jego ugrupowanie też nie zabiegało o mnie. Nie było takiej potrzeby.

Kiedy przyszła propozycja bycia wiceprzewodniczącym?
- Po wygranych wyborach przez Sawaryna. Uważam, że burmistrz zaproponował mi tę funkcję po przemyśleniach: skoro większość jest w GIS-ie, to warto, by osoba z PO znalazła się w prezydium rady. Ode mnie zależało, czy wyrażę zgody. Chyba po dwóch, trzech dniach wyraziłem zgodę.

Nie obawia się pan tego, że w przyszłości PO powie, że pan ich zdradził?
- Ja ich nie zdradziłem. Nie byłem w tej partii.

W sprawie pańskich pierwszych interpelacji jako radnego: one były rzeczywiście trafne i wskazywały na problemy. Tyle że problemów jest bardzo dużo. W którą stronę powinna pójść teraz rada miejska, by jak najwięcej tych ich rozwiązać?
- Radni przede wszystkim nie powinni przeszkadzać burmistrzowi.

Radni mają godzić się na wszystko?
- Nie, nie godzić się na wszystko, ale nie krytykować, jeśli będą dobre propozycje. Nie można mówić nie, tylko dla zasady. Ta rada jest dobra, znam większość radnych, więc widzę, że powinno być dobrze. Powinniśmy pracować. Samorząd to samorząd, a nie linia partyjna.

Wszyscy radni jak jeden mąż mówili o oszczędnościach, a do dziś nie słyszę żadnej deklaracji o obniżeniu diet, mniejszych poborach burmistrza, a przykład powinien iść od góry.
- Burmistrz złożył już ofertę, że będzie sponsorował młodych sportowców. Podjął decyzję, że ze swojej pensji będzie przeznaczał środki na stypendia.

Tak powinno być?
- Myślę, że to dobry pomysł.

Pierwsze słyszę o tym pomyśle, ale od razu mi się nie podoba. Tego rodzaju wydatki powinny wychodzić od samorządu, a nie osoby indywidualnej, zajmującej stanowisko burmistrza. Bo dojdzie do sytuacji, gdy osoba publiczna najpierw dostaje pieniądze publiczne, a wydaje je we własnym imieniu, budując prywatny wizerunek.
- Nie o budowanie renomy chodzi, Przecież znamy sytuację, gdy młody sportowiec dostawał tylko dyplom, a nie miał na buty. Uważam, że decyzja Sawaryna jest dobra.

Ale gdyby nieco większe środki trafiły do wydziału edukacji w ramach pieniędzy na stypendia, to pewnie też by pan to poparł. A uniknęlibyśmy sytuacji, w jakiej wyglądałoby to na prywatę za publiczne środki.
- Wrócę do tych wynagrodzeń, nie zostały one ani podwyższone, ani obniżone. Czy są duże? Nie aż tak bardzo, wobec ogromu pracy. Każdy ma prawo decydować o tym, co robi ze swoimi dochodami.

A gdyby opozycja złożyła wniosek o obniżenie poborów burmistrza, argumentując to koniecznością oszczędzania, to poparłby pan ten wniosek?
- To kwestia do przemyślenia. Przykładowo: diety radnych od siedmiu lat nie były podwyższane. Ja jeszcze złotówki nie dostałem, a już różne pieniądze przekazałem na paczki dzieciom, itp.

Istnieją obawy, że radni w okręgach jednomandatowych będą dbali tylko o swoje okolice, a nie będą patrzyli na problemy przez pryzmat gminy.
- Na pewno nie ja, będę się zajmował również problemami Gryfina.

Zaraz mieszkańcy Czepina powiedzą, że pan myśli o Gryfinie, a nie o Czepinie.
- Oni znają moje priorytety. Boisko w szkole w Żabnicy, działanie świetlicy.  Już pierwsze kroki w tym kierunku poczyniłem, ta świetlica w Żabnicy prawdopodobnie ruszy już w marcu. Trwają też intensywne rozmowy w sprawie przebudowy dróg w Żabnicy, to również ważna kwestia.


[Cały wywiad ukazał się w Gazecie Gryfińskiej z dnia 13.01.2015]
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama