„Urodziłem się 30 maja 1936 roku na obszarze ZSRR w rodzinie chłopskiej. Ukończyłem 9 klas Szkoły Podstawowej i Zawodową Szkołę Sanitarno-Weterynaryjną. Do dnia dzisiejszego pracuję w zawodzie funkcjonariusza MO. Krótko przed 1950 rokiem byłem zawodnikiem piłki nożnej w KS Polonia Gryfino a w latach 1965-1980 piastowałem stanowisko kierownika Sekcji Piłki Nożnej w KS Polonia i następnie KS Energetyk” – napisał Roman Kulawiec w ankiecie z 1985 roku, wypełnionej dla potrzeb badań nad historią gryfińskiego sportu (oryginał znajduje się w zbiorach Uniwersytetu Szczecińskiego). Po 34 latach postanowiliśmy ponownie wziąć go na spytki. Lektura idealna na sobotę
Naprawdę ma pan 83 lata? Dałbym co najmniej o dziesięć mniej.
Roman Kulawiec: To dlatego, że całe życie dbałem o zdrowie, prowadziłem aktywny tryb życia. Ostatnio okrzyczałem mojego brata, bo brzuch mu się zrobił. A jest ode mnie młodszy o pięć lat!
Robiłem z pana bratem wywiad o ciężarach w LZS Piast. Powiedział, że przyjechaliście do Gryfina tuż po II wojnie światowej.
- To było jesienią 1945 roku. Moja rodzina pochodzi z wsi Horożanka, to powiat Podhajce, województwo tarnopolskie. Zamieszkaliśmy w Żórawiu, pod Gryfinem, ale często bywaliśmy w mieście. Pamiętam jego wygląd. Było całe w gruzach, wszędzie ruiny, zbombardowane kamienice. To było małe, takie 4-5 tysięczne miasteczko. Pamiętam też mecze, które rozgrywano w Gryfinie zaraz po wojnie.
Interesowały pana?
- Piłka nożna bardzo mnie pociągała od samego początku. Miałem 9-10 lat i chodziłem na stadion w Gryfinie. Ciekawiło mnie wszystko co tam się działo. Grano tam, gdzie dzisiaj jest sztuczna murawa. Boisko nad Odrą powstał od zera dopiero w latach 60. Zbudowano też wtedy szatnie. A wie pan, gdzie najpierw była siedziba klubu?
W białym domku, który znajduje się przed bramą wejściową na stadion. Niedawno podjęto decyzję o jego zburzeniu.
- Nie wiedziałem, że go zlikwidują. W tym budyneczku trzymaliśmy sprzęt, a gospodarz miał swoją kapciorę.
A pamięta pan gryfińskich, powojennych piłkarzy?
- O, tak. Wtedy grali m.in. Szulc, Gruszka, Domżalski, Krynicki i Krajewski, na którego wołali „Czarny Franek”.
Ze względu na wygląd, czy charakter?
- Wygląd, bo miał czarne włosy, ale trochę też charakter. To był trochę taki „kościarz”. Jeździł rywalom po nogach, nie odpuszczał. Ale proszę nie myśleć, że był to jego jedyny atut, bo był też świetnym zawodnikiem.
Cała rozmowa znajduje się w Gazecie Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze