- Stworzyliśmy fajny, młody zespół z chłopaków z regionu. Wiadomo, że wyniki nie przyjdą od razu. Potrzeba czasu, by zrobić z nich porządną drużynę. To praca na lata, ale kiedyś się opłaci – mówi prezes Energetyka, Kazimierz Koczan
Początki pana kadencji nie wyglądały optymistycznie.
Kazimierz Koczan: Było bardzo trudno. Gdy zostałem prezesem w klubie mieliśmy dziewięciu zawodników. Mówię o wszystkich, łącznie. Dziewięciu seniorów i juniorów. Prawie nikt nie chciał u nas grać.
Odeszli głównie starsi zawodnicy, czyli ci, którzy namawiali pana do przejęcia klubu.
- Do kilku z nich mam o to żal. Mówili mi: „Panie Kaziu, niech pan zostanie prezesem, wtedy panu pomożemy odbudować klub”. Zgodziłem się, choć nie byłem przekonany. Ale namawiali, zachęcali. Gdy wracaliśmy z Choszczna, gdzie wygraliśmy 4:3 w samej końcówce, chłopaki zrobili mi owacje w autobusie. Śpiewali: „Koczan Kazimierz, nie rusz Kazika, bo zginiesz”. Zrobiło mi się przyjemnie. Myślałem, że uda się zbudować fajny zespół na tych zawodnikach. Dobrze nie zaczął się okres przygotowawczy a prawie wszyscy poodchodzili.
Argumentowali to w jakiś sposób?
- Każdy miał jakieś tłumaczenie, ale nie wszyscy zachowali się fair. Nie chcę rzucać nazwiskami, bo nie chodzi o to, żeby się kłócić, ale że zawiodłem się na niektórych chłopakach. Trudno, było minęło.
Niektórzy przyznali, że odeszli przez Marcina Łapińskiego. Zaznaczali, że to bardzo dobry kolega i piłkarz, ale słaby trener. Część z nich mówiła nawet, że najsłabszy jakiego mieli.
- Nikt mi tego nie powiedział w rozmowie, a dużo rozmawiałem, ze wszystkimi. Młodzi zawodnicy, którzy przyszli do nas z regionu chwalą, że treningi są ciekawe, atmosfera super. Na każdym treningu było po 13-16 osób! Kiedy mieliśmy taką sytuację w ostatnich latach? Chyba tylko w 3.lidze.
Cały wywiad znajduje się w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze