Pogoń Szczecin wywalczyła wicemistrzostwo Polski U-15. Podstawowymi zawodnikami srebrnej drużyny Dumy Pomorza są Patryk Gólcz i Nikodem Sitarski. Pierwsze piłkarskie kroki stawiali na boiskach w Gryfinie i Pniewie. Dziś marzą o podboju futbolu w nieco większym wydaniu
Grają ze sobą już od wielu lat. Po raz pierwszy spotkali się na treningu Energetyka Gryfino.
- Patryk zaczął jako 5-latek. Jeszcze nie było zespołu rocznika 2011, więc trenował z chłopcami starszymi o dwa lata. Był najmłodszy w drużynie – mówi Aleksandra Misiuna.
Futbol nie był pierwszym wyborem jej syna.
- Szukałam dla Patryka jakichś zajęć. Był malutki, kiedy zapisałam go na tańce. Zbuntował się, gdy usłyszał, że musiał założyć baletki. „Nie jestem babą”, odpowiedział i tak skończyła się jego taneczna kariera – uśmiecha się mama.
Zaprowadziła syna również na zajęcia plastyczne i pływanie. Piłka nożna była wyborem zasugerowanym przez tatę. Początkowo mogło wydawać się, że będzie to równie efemeryczna pasja.
- Na pierwszych zajęciach trener podał piłkę do Patryka, a syn nad nią przeskoczył – śmieje się Aleksandra.
Szybko zrozumiał jednak, że piłka jest do kopania. A trenerzy dostrzegli, że posiada predyspozycje, by kopać lepiej od rówieśników.
-----------------------------
Równie szybko treningi rozpoczął Nikodem Sitarski. Jego pierwszym klubem nie był jednak Energetyk.
- Zaczynał w Pniewie u Piotra Mroza. Miał 4,5 roku, ale wyróżniał się od samego początku. Trener mówił o nim: „terminator”. Widać było, że posiada talent. Podczas meczów grał na boisku praktycznie w pojedynkę – śmieje się Kamila Sitarska.
Zanim rozpoczął treningi, przeszedł bowiem przeszkolenie, swoiste wprowadzenie do sportu. Osobą, która miała największy wpływ na piłkarski rozwój Nikodema był jego dziadek.
- Marzył o tym, by zobaczyć swojego wnuka debiutującego w ekstraklasie, a później w reprezentacji Polski. Pilnie dbał o jak najpełniejszy rozwój Nikodema. „Staram się, by nie tylko biegał za piłką. Pokazuję mu też inne dyscypliny, żeby był wszechstronnie wysportowany. To mu pomoże później na boisku”, mówił, gdy spotykaliśmy go z wnukiem na basenie, korcie tenisowym lub podczas rowerowej wycieczki - pisaliśmy we wspomnieniu o śp. Andrzeju Durazińskim.
Popularny „Bułan” dzwonił do naszej redakcji, gdy Niko strzelił gola, albo dostał powołanie do reprezentacji województwa. Nie opuszczał żadnego z jego meczów.
Cały reportaż znajduje się na stronach 28-29 aktualnego wydania Gazety Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze