- Właśnie dziś przypada 10 rocznica śmierci naszego „SOTY”. Pamięć o Arturze wciąż jest żywa w naszych sercach - napisali Czarni Lubanowo. Przypominamy nasz tekst z sierpnia 2016 r., w którym opisaliśmy nieoczekiwane odejście Artura Prostaka
Rozpacz, jaka zapanowała w Lubanowie po śmierci Artura Prostaka, 25-letniego napastnika Czarnych jest nie do opisania. „Sota”, jak mawiali na zmarłego przyjaciele, był prawdziwą duszą drużyny z Lubanowa. Niezwykle lubianym, młodym człowiekiem. Szanowanym tak przez swoich przyjaciół i sąsiadów, jak i przez boiskowych rywali, do których zawsze odnosił się z szacunkiem.
Jako fan nie tylko piłki nożnej, ale wszystkich dyscyplin, doskonale rozumiał jego ducha. Miłość do sportu sprawiła, że przez ostatnie tygodnie bacznie śledził poczynania olimpijczyków w Rio de Janeiro. Dlatego też, mimo konieczności wczesnej pobudki, wspólnie z narzeczoną nie odmówił sobie obejrzenia w akcji polskich szczypiornistów, walczących z Chorwatami o awans do półfinału Igrzysk Olimpijskich.
To właśnie w nocy 18 sierpnia doszło do tragedii. Kilka minut po tryumfie Polaków Artur doznał ataku serca i mimo natychmiastowej reakcji ukochanej, nie zdołał wytrwać do przyjazdu służb medycznych.
Nie była to pierwsza tego typu sytuacja. Artur Prostak od najmłodszych lat dziecięcych borykał się z problemami natury kardiologicznej. Dały one o sobie znać kilka godzin po jednym z meczów Regionalnej Okręgówki sezonu 2014/15, gdy w czasie rozmowy z kolegami z drużyny, niespodziewanie upadł na ziemię.
Życie uratował mu Piotr Gałka, udanie reanimując przyjaciela. Wówczas skończyło się jedynie na kilku złamanych żebrach i sporym ostrzeżeniu. 18 sierpnia 2016 r. doznał kolejnego ataku, który na zawsze odebrał "Sotę" najbliższym.
Dobra dusza Czarnych
Chociaż przygodę z piłką nożną rozpoczął w Ogniwie Babinek, w historii regionu zapisał się jako jeden z najważniejszych piłkarzy w historii Czarnych. Z nim w składzie zespół zanotował awans z A-klasy do Regionalnej Okręgówki, a następnie do 5.ligi, gdzie udanie zaczął nowy sezon od remisu z Morzyckiem Moryń.
Przez cały ten okres popularny „Sota” był nie tylko podstawowym zawodnikiem z pola, ale również niezwykle pewnym bramkarzem. Ze względu na częste wyjazdy Piotra Gałki to właśnie Prostak zajmował jego miejsce między słupkami. Brak imponujących warunków fizycznych nie przeszkadzał mu wielokrotnie ratować zespół przed utratą bramki. Przekonała się o tym m.in. Odrzanka Radziszewo, która nie zdołała nadrobić dwubramkowej straty, mimo, że Gałkę w bramce zastąpił właśnie Prostak.
Widok, gdy przejmował bluzę od rosłego Gałki, nakładając na dłonie jego rękawice bramkarskie, wywoływał u rywali uśmiech politowania. Znikał on jednak po kolejnych interwencjach „Soty”, który niejednokrotnie spisywał się nie gorzej niż bramkarz numer jeden. Tym samym wpłynął na awans Czarnych do 5.ligi w dwojaki sposób: jako napastnik (9 bramek) oraz bramkarz.
Dbał też o dobrą atmosferę w szatni. Nie powinno więc dziwić, że przez kolegów zgodnie uznawany był za duszę towarzystwa. Wiele dobrego mogą powiedzieć też jego boiskowi rywale, z którymi darzył się obustronnym szacunkiem. Tyczy się to zarówno towarzyskich rozgrywek piłki nożnej halowej, jak i rywalizacji na boiskach trawiastych.
Na zawsze zapisał się też w pamięci dziennikarzy naszej redakcji, zawsze służąc nam pomocą. Przygotowując materiał podsumowujący awans Czarnych do 5.ligi, to właśnie Artur pomógł w skompletowaniu materiałów i uzupełnieniu archiwum zdjęć zawodników.
Bezgranicznie oddał się ukochanej drużynie na każdej możliwej płaszczyźnie, co nie zostanie mu nigdy zapomniane.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze