- Nagrobki te powinny trafić do domu, do Gryfina. Stąd mój apel do władz Gryfina, by przywrócić porządek, oddać część zmarłym, którzy tu spoczywają i którzy budowali to miasto - apeluje Marek Łuczak, któremu udało się ustalić, że dwie macewy, które „odnalazły się” na terenie gm. Gryfino, należały do przewodniczącego gminy Żydowskiej w Greifenhagen i do jego żony
To historia o tyle niezwykła, że żaden z opisywanych nagrobków nie znajdował się pod ziemią. Od kilku lat znajdowały się na… jednej z daleszewskich posesji.
- Legenda rodzinna głosiła, że zostały wyrzucone z pociągu tuż po wojnie. Chociaż stacja kolejowa i tory są blisko, to mogły być skądś skradzione i przewiezione do Daleszewa. Niestety dziadek, który opowiadał tę legendę, już nie żyje – opowiedział jeden z mieszkańców gminy, który skontaktował się z dr. Markiem Łuczakiem.
To historyk, autor licznych publikacji dotyczących zarówno niemieckiego szczecina (wszystkich jego dzielnic!), jak i przedwojennych nekropolii. Z zawodu jest natomiast… komisarzem policji, co pozwala mu na rozwiązywanie historycznych zagadek. Nie inaczej było w tym przypadku.
Więcej o sprawie przeczytasz w aktualnej Gazecie Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze