Reklama

Na ul. Flisaczej jest nowa kwiaciarnia

Przy ulicy Flisaczej, niejako na zapleczu siedziby TBS w Gryfinie, rozpoczęła działalność kwiaciarnia „W zielone pędy”. Prowadzi ją gryfinianka Joanna Przybylska. Swoim klientom oferuje doświadczenie, które zdobyła w cieszącej się wzięciem szczecińskiej kwiaciarni.

Wracamy do arykułu, ktory ukazała się na łamach Gazety Gryfińskiej 17 sierpnia br. Pani Joanna swoje doświadczenie udokumentowała je florystycznym wykształceniem. Jej zdaniem rozwój Gryfina stwarza miejsce dla kolejnych ciekawych inicjatyw. Z korzyścią dla klientów. Pani Joanna stawia na bukiety zwiewne, lekkie i naturalne oraz kompozycje, które nie trącą sztucznością.

----------------------------------------------------------------------------------------

Skąd pomysł na kwiaciarnię?

Joanna Przybylska: Florystyką interesowałam się od zawsze. Wcześniej trudno było mi realizować się na tym polu. Sporo czasu byłam pracownikiem w zakładzie budżetowym. Poza tym wiadomo – dzieci, nauka. W końcu przyszedł jednak ten moment, gdy postanowiłam zająć się zawodowo czymś, co lubię, postawić na siebie. Bardzo pomógł mi w tym mój mąż. Dzięki niemu mogłam się temu poświęcić. No i przy okazji dowiedziałam się, że ma taki fach w rękach (śmiech). Remont miejsca, gdzie prowadzę kwiaciarnię to jego zasługa.

Reklama

 

Śródtytuł: WYCZAROWAĆ CUDA

Prowadzenie kwiaciarni i zajmowanie się florystyką to to samo?

- Te dwie sprawy łączą się ze sobą, ale to nie to samo. Teoretycznie każdy może sprzedawać kwiaty. Jednak umiejętne przygotowanie kompozycji kwiatowych, wianka, wieńca czy ślubnego bukietu, wymaga pewnego przygotowania. Adekwatnie do okazji trzeba potrafić wykazać się własnym pomysłem. Pomogła mi w tym szkoła florystyczna, którą ukończyłam.

 

Szkoła florystyczna?

- Tak. Przyznam, że nawet kiedy zdecydowałam się na nią, nie byłam do końca przekonana. Na miejscu okazało się jednak jak bardzo różni się amatorskie podejście od tego, co potrafią przekazać profesjonaliści. Dzięki półtorarocznej nauce i szeregowi szkoleń, oprócz wiedzy i umiejętności, nabrałam dużej pewności siebie. Utwierdziłam się, że warto iść w tym kierunku.

Reklama

 

Jako facetowi materia, o której rozmawiamy, kojarzy się z dobraniem wstążki do dorodnej róży (śmiech).

- Prowadzenie kwiaciarni nie wygląda dziś tak samo, jak dwadzieścia lat temu. Dostępność kwiatów, materiałów dekoracyjnych i ich zastosowanie są radykalnie większe, niż kiedyś. Obecnie pole do popisu jest dużo większe. Naprawdę możemy wyczarować cuda.

 

Można mówić o jakichś trendach, zmieniających się modach?

- Jak najbardziej. Ludzie lubią teraz naturę. Bukiety zwiewne lekkie naturalne... Kompozycje, które nie trącą sztucznością. Przykładem mody niech będzie też wielki powrót goździków. Dawniej dostępne były jedynie białe i czerwone. Obecnie mamy prawie nieograniczoną liczbę wariacji kolorystycznych. Teraz goździki są piękne.

Reklama

 

RADOŚĆ REKOMPENSUJE TRUDY

Nadmieńmy przy okazji, że „W zielone pędy” nie jest pierwszą kwiaciarnią, z którą realnie miałaś do czynienia.

- Tak. Tuż po skończeniu szkoły przez ponad dwa lata pracowałam w dużej kwiaciarni w Szczecinie. Zostałam tam po praktykach, które odbywałam w ramach szkoły. Dojazdy były męczące, ale radość z pracy rekompensowała trudy. Trafiłam na bardzo fajnych ludzi, z którymi się zaprzyjaźniłam. Wiele się od nich nauczyłam. Imponowało mi ich ponad dwudziestoletnie doświadczenie w branży florystycznej. Uwielbiałam, kiedy mogłam zrobić jakąś kompozycję i klient wychodził z uśmiechem. Nie jest tajemnicą, że niektórzy bywają mega wymagający. No i w końcu tam zakochałam się w goździkach, które cieszyły się sporym zainteresowaniem.

Reklama

 

To wdzięczne kwiaty?

- Są bardzo trwałe. W wazonie potrafią dobrze się trzymać nawet do trzech tygodni. Róże już niekoniecznie.

 

Wszystko masz już dopięte na ostatni guzik?

- Hurtownie i rynek poznałam dobrze pracując jeszcze w Szczecinie. Gryfino różni się nieco w tym względzie. Miejsce, w którym pracowałam mieściło się przy chętnie odwiedzanym rynku. Sporo klientów kupowało bukiety kwiatów tylko z racji, że przechodziło obok, niejako przy okazji. W Gryfinie kwiaciarnie bazują w dużej mierze na sprzedaży okolicznościowej, związanej z ważnymi wydarzeniami, eventami. Jestem otwarta na wszytskich. Nie da się ukryć, że coraz większą rolę w funkcjonowaniu takich biznesów pełni kontakt z klientami za pośrednictwem mediów społecznościowych. Liczę na to.

Reklama

 

Jesteś z Gryfina, znasz rynek. Nie boisz się konkurencji?

- Akurat relatywnie blisko mnie są już dwie kwiaciarnie. Całkiem fajne. Widziałam kompozycje, które przygotowywały pracujące tam panie. Miasto się rozbudowuje, nieopodal powstaje duże osiedle. Myślę, że zmieścimy się w Gryfinie wszyscy (śmiech). Każdy ma własne atuty, pomysły, którymi przekonuje do siebie klientów. Poza tym, większy wybór jest w końcu czymś pozytywnym.

 

Jakie są twoje ulubione kwiaty?

- Kocham kwiaty z rodziny storczykowatych. Ponadto wszystkie kwiaty lubię, chociaż niektóre są trudne do układania i wymagające. Wszystko zależy od rodzaju kompozycji i okazji. Jednak te najbardziej ulubione to goździki. Mamy teraz bardzo duży wybór jeśli chodzi o goździki i mega wybór w kolorystyce. W ogóle w ostatnich latach widać powrót gatunków kwiatów, które kiedyś dominowały w kwiaciarniach. Teraz wracają do łask, co dodatkowo poszerza ofertę i czyni handel bardziej atrakcyjnym dla klientów. Tradycyjnie wiosną panuje szaleństwo na tulipany. W Szczecinie przez weekend sprzedawaliśmy ich tysiące!

Reklama

 

Co jeśli jakiś klient zażyczy sobie fiołki?

- Nie widzę przeszkód. Oczywiście należy wziąć poprawkę na porę roku, czy dany kwiat jest wtedy dostępny. To, co jest dostępne, możemy bardzo szybko sprowadzić. W ofercie mam również kwiaty doniczkowe i wszystko to, co wiąże się z kwietnymi dekoracjami, nawozami, doniczkami itp. Nie da się jednak ukryć, że spora część tego asortymentu przejęły markety.

 

KAZDA OKAZJA JEST DOBRA

Pandemia nadal majaczy na horyzoncie. Nie boisz się kolejnego lockdownu? Chociaż ponoć zaszczepieni uczniowie będą mogli uczęszczać do szkół. Nawet jeśli znowu mielibyśmy powtórkę z rozrywki. To dobra wiadomość. Każdy chętnie wręczy swojej pani kwiatka (śmiech)

Reklama

- Liczę, że będzie dobrze. Poza tym mamy przecież imieniny, które obchodzimy przez cały rok, no i masę innych okazji dobrych do tego, by wręczyć komuś kwiaty. Każda okazja jest do tego dobra.

 

Skoro o tym mowa, czy mężczyźni dawniej byli bardziej szarmanccy? Chętnie wręczali swoim paniom kwiaty?

- Myślę, że obecnie panowie chętniej kupują całe bukiety, niż pojedyncze kwiaty. Mężczyźni raczej podają kwotę, za którą życzą sobie przygotowanie czegoś wyjątkowego, odpowiedniego do okazji. Kładą na ladę 150 zł i proszą o jakiś „mega wow bukiet”.

Reklama

 

Kobiety wręczają sobie nawzajem kwiaty?

- Oczywiście, bardzo często. Urodziny, imieniny. Mama córce, córka matce, koleżanki koleżankom.

 

Przesądy w stylu żółtej róży, wieszczącej zdradę, są nadal żywe?

- (śmiech) Dla mnie to zabobony. Zwłaszcza, że naprawdę we florystyce obserwujemy ogromną różnorodność kolorów kwiatów, której kiedyś nie było. Przykładem niech będą przebarwiane róże, czerwono-żółte.

 

Ile trzeba wydać, żeby wyjść z kwiaciarni z ładnym bukietem?

- Myślę, że za 50 zł można już coś ciekawego przygotować. Warto wspomnieć, że ceny kwiatów poszły w górę w związku z pandemią. Gros zaopatrzenia przyjeżdża do polskich hurtowni z Holandii. Zamknięcie granic zrobiło swoje.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama