O Michałku Kobylskim (2 l.) głośno było w lokalnych mediach w ubiegłym roku. Chłopczyk stoczył dramatyczną walkę o życie po tym, jak zdiagnozowano u niego rozsianego raka. Półtora roku trwała walka na krawędzi życia i śmierci o jego zdrowie. Niedawno okazało się, że agresywne leczenie odniosło skutek, a lekarze w Barcelonie orzekli, że dziecko jest już zdrowe
Minął rok odkąd mieszkająca w Gryfinie ciocia Michałka za pośrednictwem naszej gazety podzieliła się swoim dramatem z lokalną społecznością. Pani Anna Marczak, z domu Koczan, wyszła wówczas z apelem, aby pomóc śmiertelnie choremu chłopcu. Zdiagnozowany nowotwór złośliwy nadnerczy z przerzutami do węzłów chłonnych, szpiku, kości i opony twardej okolic czołowych brzmiał przerażająco dla rodziny dziecka. Lekarze od razu wdrożyli ciężkie leczenie, by opanować stan zdrowia Michałka.
[...]
Zbiórki prowadziła cała rodzina w różnych miejscach Polski, zbierano fundusze przez Internet. W końcu udało się uzyskać potrzebną sumę, by podać Misiowi lek chroniący go przez wznową. Wtedy jednak okazało się, że plan leczenia musi się zmienić. Kiedy lekarze w Polsce zakończyli kolejne cykle chemioterapii, wysłali chłopca na odpoczynek przed planowaną radioterapią i immunoterapią. Ciężkie leczenie na tyle osłabiło organizm chłopca, że potrzebował przerwy na regenerację. Jego stan po chemiach i autoprzeszczepie był poważny. Dziecko ledwo uszło z życiem znosząc takie obciążenia. Rodzice wiedzieli, że omal go nie stracili. Korzystając z przerwy w leczeniu postanowili skonsultować stan zdrowia Michałka ze specjalistami w SJD Children’s Hospital w Barcelonie.
[...]
Wtedy to, według tamtejszych medyków okazało się, że rak nie był aż tak bardzo agresywny, jak zakwalifikowano go w Polsce.
Cały artykuł w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze