- Na pewno dogadujemy się ze sobą. Wcześniej dzieliło nas wiele rzeczy i teraz też nie jest tak, że jesteśmy całkowicie zgodni. Wyjaśniliśmy sobie jednak wiele spraw i jest dobrze. Mam plan, o którym opowiedziałem prezesowi. Ostatnio często rozmawialiśmy, długo i szczerze. Wydaje mi się, że jest szansa na zmiany – mówi Marcin Łapiński, trener Energetyka i świeżo upieczony członek zarządu klubu
Twoja nowa funkcja jest wygodna. Jeśli dziennikarz będzie potrzebował wypowiedzi trenera i członka zarządu, wystarczy, że wykona jeden telefon.
Marcin Łapiński: Jaka to oszczędność czasu (śmiech).
Problem leży jednak w nadzorze. Trener Łapiński nie skrytykuje zarządu, tak samo jak piłkarz Łapiński trenera, a działacz Łapiński nie powie nic złego o zawodnikach.
- Gdy klub ogłosił, że wszedłem do zarządu usłyszałem komentarz, że teraz trudniej będzie mnie zwolnić z funkcji trenera. To absolutna bzdura, bo jeśli prezes Hipsz będzie chciał mnie kiedyś zwolnić, to zrobi to.
Dlaczego więc dałeś się namówić?
- Klub jest w takiej sytuacji, w jakiej jest. Potrzebuje zmian.
To wiadomo od dawna. Pytam, dlaczego chcesz legitymować nazwiskiem, to co dzieje się w nim dzieje.
- Przede wszystkim chcę, by sytuacja uległa poprawie. Nie ukrywam, że pewne sprawy nie były mi na rękę, jeśli chodzi o funkcjonowanie zespołu, który prowadzę. Jako członek zarządu będę miał większą możliwość do działania. W pierwszej kolejności cały czas jestem trenerem. Obcuję na co dzień z drużyną, znam jej problemy. Wchodząc do zarządu chcę wyjaśnić pewne rzeczy. Będę mógł bezpośrednio referować nie tylko problemy, ale też wskazywać na potrzeby jakie ma zespół.
Dotąd współpraca na linii: zespół-zarząd kulała?
- Bywały tygodnie, gdy nie mieliśmy żadnego kontaktu z działaczami. W sytuacji, gdy nie widywaliśmy się z prezesami, nie mogliśmy opowiedzieć o tym, co nas boli, jakiej pomocy chcemy.
Historia twojej współpracy z Markiem Hipszem jest długa. Dziesięć lat temu byliście wrogami, trzy lata później przejąłeś zespół KSE, nie ukrywając jednak nieufności wobec prezesa. A teraz bierzecie ze sobą ślub. Mimo doświadczeń z przeszłości, ufasz Hipszowi?
- Na pewno dogadujemy się ze sobą. Wcześniej dzieliło nas wiele rzeczy i teraz też nie jest tak, że jesteśmy całkowicie zgodni. Wyjaśniliśmy sobie jednak wiele spraw i jest dobrze. Mam plan, o którym opowiedziałem prezesowi. Ostatnio często rozmawialiśmy, długo i szczerze. Wydaje mi się, że jest szansa na zmiany.
Wiesz ile razy przerabiałem już ten scenariusz? W 2016 roku podobne nadzieje żywił Łukasz Łazarz, który też chciał być bliżej prezesa. Optymistycznie o przyszłości, przed trzema laty mówił też Bogdan Kosmalski. Obaj szybko przekonali się, że w KSE nie można nic robić bez zgody Hipsza.
- Wiadomo, że nie wszystko uda się zrobić od razu. Trzeba zacząć od małych kroków. Naprawdę widzę szansę na zmiany. Inaczej nie wchodziłbym do zarządu.
Więcej w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze