Na korytarzach gryfińskiej hali już kilka godzin przed meczem dało się wyczuć napięcie i nerwowość. W pierwszych czterech kolejkach KPR stać było zaledwie na jedno zwycięstwo, a na domiar złego lista kontuzjowanych graczy puchła z każdym tygodniem. Dlatego też stawka dzisiejszej batalii z Acana Moto-Jelcz Oława była gigantyczna i to pomimo tak wczesnego etapu sezonu.
Na piątkowym treningu, dosłownie dzień przed meczem, kontuzji kostki nabawił się bramkarz Radosław Cyran, jednocześnie z powodów osobistych trener Galus nie mógł skorzystać z usług Aleksandra Jeziornego.
Oznaczało, to, że do składu w trybie awaryjnym musiał dołączyć niezwykle doświadczony drugi trener Kacepr Kłodziński, oraz wracający po kontuzji młody wychowanek KPR Oskar Fojut. Kto mógł się spodziewać, że to właśnie ta dwójka będzie dziś kluczowa dla losów tej rywalizacji?
- Zaledwie dwa tygodnie temu lekarz dał mi zgodę na powrót do pełnych treningów po kontuzji kości strzałkowej. Byłem bardzo zaskoczony, że to mnie trener Galus wystawił w podstawowym składzie - mówi Oskar Fojut
Mecz od początku był bardzo zacięty, nawet z pozoru dość bezpieczne prowadzenie nie gwarantowało za wiele, obie drużyny zaliczyły kilka imponujących serii bramkowych bez odpowiedzi rywala.
Od samego początku na parkiecie byłyszczał kapitalnie dyponowany skrzydłowy Bartosz Telenga, autor 11 trafień imponował chirurgiczną precyzją, raz po raz dziurawiąć bramkę gości po szybkich kontrach. To właśnie niefrasobliwe straty były dziś największą bolączką przyjezdnych z Oławy, na czym skrzętnie korzystali gryfinianie.
W ataku pozycyjnym nie było już tak różowo, dobrze dysponowana para śwodkowych gości skutecznie neutralizowała zapędy vicelidera tabeli najskuteczniejszych, Roberta Terczyńskiego.
Lider KPR widząc swój słabszy rzutowo dzień, kilkukrotnie bardzo dobrze wykreował rzuty kolegom, gdzie prym wiedli Jakub Gackowski i powracający do składu Kamil Kostrzewa. W bramce KPR szalał natomiast Kacper Kłodziński, swoimi fenomenalnymi interwencjami przy sytuacjach sam na sam, nie pozwolił rywalom na złapanie wiatru w żągle i tym samym przypomniał o sobie kibicom w najlepszy możliwy sposób.
Na kilka minut przed końcem drugiej odsłony, na hali przy Parkowej zapanowała grobowa cisza, gdy na parkiecie lezał Bartosz Telenga, co mogło sugerować kolejną kontuzję. Na całe szczęście nie było to nic groźnego i gwiazda dzisiejszego popołudnia wróciła do rywalizacji.
Przy remisie 31:31 na 30 sekund do końcowego gwizdka, piłka należała do gości, ale nie zdołali oddać celnego trafenia, KPR miał 8 sekund na swoją akcje i na dosłownie sekundę przed końcową syreną, sędziowie dyktują rzut karny po faulu na przedzierającym się z prawej strony Terczyńskim.
Sam poszkodowany, etatowy egzekutor rzutów karnych, miał wyjątkową szansę by zamknąć mecz w sposób wręcz filmowy. Może następnym razem, bo zamiast szalonej radości kibice musieli doświadczyć serii rzutów karnych To pierwszy taki przypadek w historii domowych spotkań KPR.
Piotr Łukaszewicz z pierwszym pudłem po trafieniu w prawy słupek i Oława wyszła na prowadzenie w serii 2:1. Natępny w kolejności Terczyński, zapewne był świadomy tego, że ewentualne kolejne pudło praktycznie decydowało o porażce. Piłka trafia najpierw w bramkarza, a potem w poprzeczkę i wychodząc w pole nabierała jednak wstecznej rotacji i wturłała do bramki.
Absolutne kino przy Parkowej! Na trzy ostatnie serie trener Galus posyła do bramki Oskara Fojuta, który w spektakularny sposób broni dwa ostatnie rzuty, zapewniając tym samym zwycięstwo w serii 4:3 i bezcenny jakże jeden punkt.
- Kacper był dziś fantastyczny, cała drużyna mu kibicowała. Przed karnymi uspokajał mnie, że to zwykle loteria, dlatego nie stresowałem się aż tak bardzo. Jestem przeszczęsliwy, że pomogłem drużynie zdobyć tak ważny punkt, tym bardziej biorąc uwagę wszystkie okoliczności - mówi Fojut.
Radość była naprawdę szalona, publiczność oklaskiwała drużynę na stojąco, a najbardziej szczęśliwy wydawał się prezes Andrzej Kejs, dla którgo początek sezonu nie należał na pewno do wymarzonych.
Na koniec kolejna bardzo dobra wiadomość. Kontuzja Patryka Balińskigo nie okazała się jednak, aż tak bardzo groźna. Więzadała nie uległy uszkodzeniu, wymagana jest natomiast operacja łąkotki. Jest zatem spora szansa, że Patryka zobaczymy na parkietach już w kolejnej rundzie rozgrywek.
Roland Zymuła
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze