Wczoraj na stacjach paliw w całym kraju ustawiły się ogromne kolejki kierowców, którzy zapełniali baki w swoich pojazdach. Właściciele gryfińskich stacji, z którymi rozmawialiśmy, a także komunikaty rządowe tonują napiętą sytuację, zapewniając, że paliwa nie zabraknie, a ceny nie powinny wzrosnąć do horrendalnych poziomów. Kolejne informacje nie do końca jednak są z tym zbieżne
- Najważniejsze, aby nie panikować i tankować na bieżąco. Jedyne co, to mogą być nieco wyższe ceny. Dzisiaj rano jako odbiorca dostałem informację, że paliwo w hurcie poszło o 30 groszy za litr. Dodano również, że ilości są ograniczone, ale one pokrywają bieżące zapotrzebowanie dla mojej stacji – mówi Marcin Jangas, z firmy An-Mar, która prowadzi stację paliw przy ul. Łużyckiej w Gryfinie, dodając, że problem z dostawami inni właściciele stacji mieli już od początku tego tygodnia.
O zdanie spytaliśmy również Artura Krawczyka z Gryfina, który prowadzi agencje celne ściśle współpracując z największymi koncernami paliwowymi.
- To towar strategiczny i państwo ma rezerwy strategiczne. Każda prywatna firma importująca paliwa musi zabezpieczyć rezerwy w ilości określonej w ustawie, jest to procent sprowadzanych paliw za zeszły rok. Minimalne zapasy muszą wystarczyć na trzy miesiące. W tym czasie dywersyfikuje się dostawy. Nie ma takich rzeczy jak zamknięcie stacji i paliwo tylko dla wojska. Jeżeli stacje mogłyby stanąć z braku paliwa, to tylko z powodu zwiększonej ilości tankowania. Jeżeli nagle sprzedaż idzie o 200%, to może być chwilowy przestój na stacji. U mnie, jeżeli chodzi o ilość dostaw, to co dzień jest rekord ilości wolumenu – uspokaja Artur Krawczyk.
Przed chwilą jednak, Marcin Jangas poinformował nas, że dotarły do niego najświeższe wiadomości od osób z branży.
- Przekazano mi, iż będzie wprowadzona reglamentacja do 50 litrów dla jednej transakcji. Nie ma jednak sensu panikować, tankujmy na bieżąco – apeluje M. Jangas.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze