To była najciekawsza sesja rady miejskiej w tym roku. Aby wszedł w życie przygotowany przez burmistrz projekt budżetu na przyszły rok, czyli wszystkich wydatków i dochodów Gminy Gryfino, przegłosować musieli go radni, a jak wiadomo większość w niej stanowią kluby Koalicji Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości, które są w opozycji do burmistrza. Głosowanie poprzedziła przeszło czterogodzinna, gorąca dyskusja, którą postaramy się w skrócie przedstawić. Sensacyjny przebieg miało również samo głosowanie. Jako jedyna głosu nie oddała Wanda Hołub. Po kilku minutach prosiła o ponowną możliwość głosowania, ale było już za późno. Polityka rozlała się dziś po sali obrad ze wszystkich możliwych stron. Przewodniczący poszczególnych klubów wielokrotnie deklarowali, że nie ma u nich dyscypliny klubowej podczas głosowania. Dziś po raz kolejny radni wszystkich klubów (poza wyjątkami w PiS o czym niżej) dali jednak dowód na to, że to mrzonki, w które wierzyć mogą tylko bardzo naiwni ludzie
Dyskusja nad projektem budżetu trwała przeszło cztery godziny. Zaczęła się od sensacyjnego wystąpienia burmistrza Sawaryna, który stwierdził, że złożył propozycję osiągnięcia kompromisu przy tworzeniu projektu budżetu wszystkim klubom, ale zainteresowany był jedynie klub PiS. Burmistrz zdradził, że doszedł do porozumienia z radnymi tego ugrupowania, którzy oczekiwali poszerzenia planowanych na przyszły rok inwestycji o pięć pozycji (m.in. toalet publicznych w centrum miasta, przebudowy ul. Energetyków, remontu dwóch alejek na cmentarzu oraz opracowanie dokumentacji dotyczącej monitoringu) – ich łączny koszt to ponad 600 tys. zł. Burmistrz na to przystał i wnosząc autopoprawkę do projektu uwzględnił wszystkie propozycje PiS.
- Tymczasem radni z PiS dopiero dzisiaj otrzymali telefon, że muszą się z tego wycofać – zaskoczył M. Sawaryn z mównicy. – Ale mimo to, my się nie wycofamy z realizacji tych rzeczy, które oni wskazali. Bo one służyć będą mieszkańcom. Dlatego ich nie wykreśliliśmy z projektu – dodał zaskakująco burmistrz.
Kogo miał na myśli Sawaryn mówiąc o telefonie „z góry”? Być może przewodniczącego struktur powiatowych PiS – Pawła Muchę, który jest najważniejszą personą w lokalnych strukturach PiS. Dużo czasu minęło zanim do sprawy odniósł się Piotr Romanicz.
- Na telefon to czekają ci co ze świeczkami stoją – tak, dość nieprecyzyjnie o rzekomym telefonie „z góry” mówił Piotr Romanicz.
Romanicz przyznał, że negocjacje były, ale nie wchodził w takie szczegóły jak burmistrz. Nie odniósł się również do wskazanych przez PiS pozycji, które pozostały w projekcie. Nie odpowiadał mu kredyt zaciągany na inwestycyjne. To był jego największy zarzut tego dnia.
Słowa o znalezieniu 600 tys. zł w budżecie na pomysły PiS zaskoczyły radnych KO. Jak nam bowiem przekazali po sesji, ich wnioski nie zostały uwzględnione.
Radnym KO również on nie pasował
Najwięcej uwag radnych Koalicji Obywatelskiej dotyczyły planowanego zaciągnięcia kredytu na (maksymalnie) niespełna 13 mln zł. Uważają, że to znacząco zadłużyłoby Gminę Gryfino, doprowadzając do trudnej sytuacji za 2-3 lata. Sugerowali potrzebę większych oszczędności. Z ich argumentami nie zgadzał się burmistrz, który informował, iż oszczędzać owszem trzeba, ale jego zdaniem kredyt jest konieczny, aby Gmina mogła zrealizować inwestycje, na które pozyskała dotacje zewnętrzne. Dodawał, że będzie to rekordowy rok inwestycyjny, twierdząc, że nie można zmarnować tej szansy. Nie zgadzał się również z radnymi KO, twierdząc, że zadłużenie nie będzie wyglądało tak źle jak to sugerowali. Według niego, przez 5 lat jego rządów spłacone zostało ponad 44 mln zł (z odsetkami), a obecne zadłużenie Gminy wynosi ok. 40 mln zł.
Radni Koalicji Obywatelskiej chcieli, aby głosowanie nad budżetem przełożyć na styczeń. Być może chcieli osiągnąć kompromis z burmistrzem, aby zmodyfikować część planowanych wydatków i umieścić wśród nich własne pomysły. Jednak według wiceburmistrza Nikitińskiego przełożenie głosowania nad budżetem na styczeń skutkowałoby tym, że Gmina straciłaby część dotacji na inwestycje m.in. na budowę ścieżki rowerowej Gryfino – Gardno, gdyż umowę na jej realizację musi podpisać jeszcze w tym roku.
Obozy
Dużo uwagi poświęcono również budowie mieszkań socjalnych w Nowym Czarnowie. Pozycja ta znalazła się w przyszłorocznym budżecie kosztem budowy drogi do Steklinka. Najwięcej uwag do tego pomysłu miała radna Witowska. Zarzucała burmistrzom, że to zły pomysł, aby lokalizować tyle mieszkań socjalnych w jednym miejscu. Ale burmistrz i radni z GiS nie pozostawali jej dłużni. Ripostowali, że radna wypowiada takie słowa pełniąc jednocześnie funkcję przewodniczącej komisji mieszkaniowej oraz że kilka lat temu była ona za uchwaleniem takiego planu zagospodarowania przestrzennego w tym miejscu (Nowym Czarnowie). Wątek ten przewijał się przez całą sesję i zakończył dopiero przed głosowaniem i to dość mocnymi słowami. Radna zasugerowała, że w tym miejscu osoby będą czuły się jak w obozie. Na te słowa emocjonalnie zareagował, wiceburmistrz Miler, twierdząc, że to niestosowne porównanie. Przewodniczący Guga starał się uspokoić sytuację i stwierdził, że mogło przecież chodzić J. Witowskiej o inne obozy, niekoniecznie koncentracyjne.
- Na przykład o harcerskie – powiedział.
Głosowanie hitem
Ale to nie polityczna dyskusja, a głosowanie nad przyszłorocznym budżetem było meritum tego posiedzenia rady miejskiej. Według szumnych zapowiedzi nie miała obowiązywać dyscyplina klubowa podczas głosowania. Zarzekał się tego Andrzej Urbański (przewodniczący KO) oraz Marcin Para (przewodniczący GiS). O dyscyplinie klubowej w PiS wiele wyjaśnia wcześniejszy wątek, chociaż w tym ugrupowaniu od dawna jest rozłam – dwóch radnych popiera burmistrza (Sobczak i Polański), a pozostała trójka mu nie sprzyja. Było mniej więcej po równo, więc zapowiadało się ciekawe głosowanie.
Tak jak można było przewidzieć, cały klub KO (brak było jedynie Piaseckiego) głosował PRZECIW przyjęciu projektu budżetu. Natomiast cały klub GIS głosował ZA, mimo, że radna Kasprzyk i radny Namieciński mieli dużo wątpliwości do działań burmistrza, którymi podzielili się publicznie tuż przed głosowaniem - w ich ocenie zbyt mało inwestycji prowadzonych jest na terenach wiejskich.
Było więc 8:7 ZA budżetem. Kluczowe było stanowisko radnych PiS. Dwóch z nich było PRZECIWKO budżetowi (Jonasik i Romanicz), mimo, że rzekomo jeszcze dzień wcześniej go popierali. Natomiast wspomniani już Sobczak i Polański byli ZA. Wynik brzmiał więc 10:9 ZA, a decydujący głos był w rękach radnej Wandy Hołub, która dość długo nie wciskała przycisku… W napięciu wszyscy obserwowali jej ruch. Ale ona go nie uczyniła. Nie wcisnęła żadnego przycisku.
- Panie przewodniczący. Nie zagłosowała pani Wanda – apelował szybko radny KO M. Sanecki. Wspierali go pozostali radni z Koalicji Obywatelskiej, którzy byli przeciwko projektowi budżetu.
Sama radna nie odzywała się przez kilka minut… Uczyniła to dopiero po przemowie P. Nikitińskiego, który dziękował za przyjęcie budżetu stosunkiem 10:9 głosów.
- Nie pamiętam, czy wcisnęłam przycisk… Może zrobiłam to za późno, a może nie – dopiero po kilku minutach odezwała się zdezorientowana radna Hołub, która poprosiła o powtórzenie głosowania.
Wtedy przewodniczący Guga poprosił o opinię radczynię prawną. Ta po kilku minutach weryfikacji oznajmiła, że skoro sprzęt działał prawidłowo (chwilę wcześniej było inne głosowanie, w którym sprawnie uczestniczyła W. Hołub), to radna nie może domagać się powtórzenia głosowania. Tym bardziej, że widziała już jego efekt na tablicy świetlnej i miała już świadomość, że jej głos był kluczowy.
To ewenement w naszym samorządzie, aby projekt budżetu przyjęty był w takich okolicznościach. Na sali obrad długo trwały jeszcze dyskusje pomiędzy radnymi, którzy zastanawiali się czy ich koleżanka zrobiła to z premedytacją czy przez pomyłkę. Pretensje o to do niej miał przewodniczący PiS – Piotr Romanicz.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze