W dobie szerzącego się wirusa słychać głosy osób domagających się zawieszenia działalności przez największe zakłady pracy w naszym regionie. To często ich pracownicy, którzy woleliby zostać w domach, ale skutki ewentualnego przestoju mogłyby być bolesne dla wszystkich, również dla nich. To pewne, że po zakończeniu epidemii na rynku pracy zajdą duże zmiany. Możliwe, że wrócą czasy, gdy to znowu pracodawcy będą rozdawali karty, a nie jak ostatnio - pracownicy
Wokół Gryfina zlokalizowanych jest kilka dużych zakładów pracy. Wszystkie z nich działają, część na znacznie mniejszych obrotach, ale są i takie, które pracują w normalnym trybie, a wręcz odczuwają wzmożoną ilość zleceń. Pisaliśmy już o środkach bezpieczeństwa podjętych w tychże zakładach w związku z panującą zarazą. Ich kierownictwo zapewnia nas, że w tym względzie zachowane są najwyższe standardy, co rzecz jasna nas nie dziwi. Pomimo tego pracownicy części z nich sygnalizują chęć profilaktycznego pozostania w swoich domach. Sęk w tym, że to wiązałoby się z całkowitym przestojem produkcji lub usług zakładów. Tego obawiają się ekonomiści, przestrzegając przed ich zamykaniem. Ale czynniki ekonomiczne niewiele jednak obchodzą pracowników, którzy martwią się o własne zdrowie.
Zostać czy pracować?
Utrzymanie ciągłości produkcji, z punktu widzenia dużych zakładów może być strategicznym działaniem nie tylko ze względu na zachowanie płynności finansowych, bo większość z nich posiada spory kapitał pozwalający na przetrwanie w trudnych czasach, ale przede wszystkim z racji utrzymania przy sobie strategicznych zleceniodawców. Oczywiście niepokój pracowników jest w pełni zrozumiały, pytanie, czy powinniśmy doprowadzić do sytuacji, w której gospodarka niemal zupełnie stanie? "Dziennik Gazeta Prawna" podaje, że obecny spadek koniunktury w Europie jest bez precedensu. Na polu walki o nasze zdrowie toczy się więc zarazem bój o przyszłość gospodarki, do jakiej przyzwyczailiśmy się w ostatnich dekadach.
Przyszłość
Oczywistym jest, że zmniejszenie lub zaniechanie produkcji to pozbycie się bieżących przychodów, co przy jednoczesnym utrzymaniu stałych kosztów takich jak pensje pracowników, prowadzi do strat. W przypadku dużych wydatków mowa o relatywnie dużych stratach. Czym może to skutkować w odniesieniu do choćby zakładów w okolicach Gryfina? Niestety, wykresy finansowe będą brały górę nad czynnikami ludzkimi. To bezwzględny, ale realny scenariusz. Recesji nie da się uniknąć. Możliwe, że część dużych graczy, aby wrócić do poziomu sprzed koronawirusowego kryzysu, będzie zmuszona wykonać dwa kroki wstecz, a to może wiązać się ograniczaniem kosztów stałych, czyli innymi słowy redukcję etatów. Dziennik „Rzeczpospolita” szacuje, że w optymistycznym wariancie pracę w naszym kraju straci ok. 400 tys. osób, a w pesymistycznym nawet 1,28 mln osób (artykuł z 24.03). Niektórzy eksperci podają jeszcze większe liczby. W przypadku pogłębiającego się kryzysu nie można wykluczyć, że rynek pracownika znowu przekształci się w rynek pracodawcy. Możliwe również, że w efekcie tego w Polsce będzie mniejsze niż ostatnimi laty zapotrzebowanie na pracowników zza wschodniej granicy.
Nie oceniamy, które rozwiązanie jest zasadne. Skłaniamy się jednak ku twierdzeniu, że zamykanie zakładów powinno być ostatecznością i zachodzić tylko w przypadku braku możliwości zapewnienia bezpieczeństwa swoim pracownikom. A co do gospodarki - chociaż płynące zewsząd sygnały mogą niepokoić, pamiętajmy, że po każdej burzy wychodzi słońce. Niewykluczone, że przetrącony rynek odbije do góry szybciej, niż nam się wydaje. Pamiętajmy jednak, że przesadne asekuranctwo na pewno w tym mu nie pomoże.
• Kamil Miler
Co z naszymi zakładami?
•• ZALANDO / FIEGE. Zamknięte sklepy odzieżowe oraz zalecenia pozostania w domach przyczyniają się do znacznego wzmożenia ruchu na rynku zakupów on-line. Można więc przypuszczać, że w ostatnich tygodniach liczba zamówień w Zalando wzrosła. W związku z dużą liczbą personelu w centrum dystrybucyjnym w Gardnie, w najczarniejszym scenariuszu, czyli w przypadku wystąpienia koronawirusa wśród załogi, istnieje ryzyko czasowego przestoju. Po pokonaniu epidemii możemy jednak spodziewać się utrzymania trendu wzrostu zakupów on-line, co może przełożyć się na jeszcze lepszą pozycję Zalando.
•• FLIEGEL. Obecnie praca w firmie Fliegel Textilservice prowadzona jest w mniejszych stałych zespołach, według rotacyjnego grafika, co w znacznym stopniu ogranicza ryzyko ewentualnego rozprzestrzeniania się choroby. Podjęte działania w okresie pandemii sprzyjają bezpieczeństwu i zdrowiu pracowników tam zatrudnionych. Idzie to w parze z mniejszą liczbą zleceń, bo gości hotelowych w dobie obecnych obostrzeń jest znacznie mniej. Praca w ograniczonym trybie ma jednak charakter przejściowy, bo wraz ze stopniowym przezwyciężaniem epidemii, obłożenie hoteli w jednym z centrów światowego biznesu, jakim bez wątpienia jest Berlin, będzie sukcesywnie wzrastać, a to przełoży się na płynne zwiększanie intensywności produkcji zakładu i powrót do normalnego trybu pracy.
•• JAEGER. Zakład przy ul. Myśliwskiej w Gryfinie ma raczej silną pozycję na rynku produktów gumowych. Fabryka pracuje normalnie, a ewentualne tymczasowe zawieszenie działalności nie powinno wpłynąć na jej zlecenia. Spółka może za to odwlec w czasie planowaną rozbudowę fabryki, do której przy ul. Myśliwskiej w Gryfinie przygotowują się od kilku lat.
•• ZEDO. Elektrownia Dolna Odra to w przeciwieństwie do wyżej wymienionych zakładów pracy podmiot o kapitale państwowym, w dodatku o strategicznym znaczeniu. PGE zrobi wszystko, aby utrzymać ciągłość pracy i dostawę prądu. Z nieoficjalnych źródeł wiemy, że rozważane jest wyselekcjonowanie niezbędnej kadry, która będzie skoszarowana i odizolowana od pozostałych osób. Co najmniej dwie takie brygady mogłyby pracować w systemie zmianowym.
• Kamil Miler
Co słychać w FIEGE?
Mówi Grzegorz Szubartowski,
Site Manager FIEGE w Centrum Dystrybucyjnym
Zalando w Gardnie
Rozmawiamy na co dzień z naszymi pracownikami. Na początku był strach przed zakażeniem, teraz pojawia się strach o przyszłość. Mieszkamy w pasie przygranicznym i duża grupa naszych pracowników ma małżonków pracujących np. w Niemczech. W obecnej sytuacji osoby te często nie mogą normalnie pracować ze względu na restrykcje graniczne, zatem zostaje jeden dochód w rodzinie. Kluczowe zatem jest utrzymanie działających zakładów pracy, bo mają one wpływ na to co stanie się z naszymi rodzinami po zakończeniu okresu kwarantanny.
Mówi Ilona Sawicka,
kierownik ds. Employer Brandingu
Już teraz raporty branżowe pokazują duże wzrosty obrotów w obszarach sprzedaży internetowej. Jest to naturalny efekt akcji #zostańwdomu. Jednak aby towary dojechały do zamawiających, ktoś musi je najpierw spakować, a później dostarczyć. Ktoś musi pracować, by ktoś inny mógł zostać w domu. Bądźmy wszyscy wdzięczni tym ludziom wykonującym z pozoru prozaiczne zadania, którzy nadal trwają na swoich stanowiskach i codziennie przyjeżdżają do pracy – oni zapewniają reszcie społeczeństwa w miarę komfortowe warunki kwarantanny.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze