- Znów było magicznie, choć zaczęło się pechowo… - mówią aktorzy z Gliptykos. Poniżej ich relacja
Jakiś dziwny pech prześladował nas przed siódmą prezentacją „Bezsenności w Gryflisie”. Najpierw musieliśmy przełożyć występ z powodu choroby jednej z aktorek. Później – kiedy już ustaliliśmy zamienny termin – okazało się, że jedna z osób ma w tym czasie zaplanowany wyjazd, więc szybko musieliśmy zorganizować zastępstwo.
Następnie, jeden z aktorów stracił kawałek palca – toteż w czasie występu przyszło mu mierzyć się nie tylko z bólem, ale i ze stresem, bo nie mógł akompaniować sobie do śpiewu na gitarze.
A krótko przed samym przedstawieniem dowiedzieliśmy się, że nie działa kurtyna!
Nic tylko się załamać, ale to nie w naszym stylu. Odrobinę zmodyfikowaliśmy niektóre sceny i zamiast kurtyny wykorzystaliśmy opuszczany kinowy ekran. Nadprogramowe nerwy osłodziły nam owacje na stojąco.
No i bisowaliśmy, a cudowna publiczność śpiewała razem z nami – jakże magicznie w tej sytuacji wybrzmiały słowa, żeby rzucić wszystko, co nas ogranicza.
Cytat z Mistrza Mrożka pasujący do opisanych okoliczności? Znaleźliśmy taki: „A tu, co postawimy mleko na kwaśne, to skądś wyłażą karzełki i szczają nam do garnków.”
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze