Reklama

Wojownicy z Targowej

Włodek Kliasen urodził się w Kazachstanie, gdzie zaczął uprawiać sztuki walki już w wieku 9 lat. Kiedy miał 18 lat, przyjechał do Gryfina. Długi czas nie miał kontaktu ze sportem wyczynowym. Ale po ok. 10 latach pobytu w Polsce wrócił do tego, co kocha najbardziej. Zaczął sam trenować, a przy tym szkolić innych. Najpierw boks, potem rosyjskie sambo, tajski boks, by od 2008 roku prowadzić zajęcia łączące wszystkie sztuki walki, czyli MMA. Od czterech lat w Gladius Club szkoli pod tym kątem grupę kilkunastu osób. Niedawno jego czołowi zawodnicy wystartowali w pierwszych zawodach MMA. Rozmawiamy z człowiekiem, który sztuki walki poznał od podszewki, a kilka lat temu został również fizjoterapeutą.

Porozmawiajmy najpierw o samym MMA, czyli mieszanych sztukach walki. Jego popularność rośnie w niesamowitym tempie. Dlaczego? Co tak bardzo przyciąga do MMA zawodników i kibiców?

Włodek Kliasen: Większość wojowników dochodzi do wniosku, że nie ma jednej, typowej sztuki walki, którą można byłoby się posługiwać w każdych warunkach. Najlepsze efekty są  wtedy, gdy połączy się je wszystkie. Czyli walkę w stójce, w parterze, a do tego dochodzą różne akrobacje, to wszystko łączy się właśnie w MMA. Im zawodnik jest bardziej wszechstronny, tym jest lepszy.

Reklama

 

To przyciąga zawodników. A co kibiców? Może to, że jest to prawdziwa, brutalna walka?

- No tak. To jest widowisko, na którym niektórzy ludzie zarabiają duże pieniądze. MMA jest nieobliczalne, niski zawodnik może znokautować wysokiego. Właśnie wszechstronność MMA sprawia, że jest tak bardzo widowiskowe i przyciąga również widzów.

 

W MMA tak naprawdę reguł jest niewiele. Zawodnicy przez to mogą doznać o wiele bardziej poważniejszych kontuzji niż przy poszczególnych sztukach walki?

- Każdy sport wiąże się z jakimiś kontuzjami. W MMA faktycznie może być ich trochę więcej. Wszystko zależy od ligi i od zaawansowania. W amatorskim MMA praca jest we wszystkich ochraniaczach i np. w parterze nie można uderzać na głowę, jest bardziej bezpiecznie. Natomiast na zawodowych galach tych obostrzeń jak wiadomo aż tylu nie ma. Wszystko zależy od federacji, każda ma inny regulamin.

Reklama

 

Ciosy, które zagrażają życiu ludzkiemu, jak choćby uderzenie w krtań są zabronione jednak we wszystkich federacjach. Czego jeszcze nie można stosować w MMA niezależnie od federacji?

- Ciosów na krocze, szyję, okolice oczu, uszów. Nie ma skręcania palców. Jeżeli są dźwignie, to na konkretny staw.

 

MMA to połączenie wszystkich sztuk walki. Ale które dominują?

- Trudno powiedzieć, by któraś dominowała. Może być dobry bokser, może być dobry zapaśnik, może być dobry tajski bokser, ale najlepszy będzie ten, który zdoła połączyć wszystkie sztuki. Bo MMA to nie tylko bijatyka. Zawsze tam, gdzie jest połączonych wiele sztuk walki, musi się włączyć myślenie.

Reklama

 

Podobno zawodników w MMA dzieli się na trzy kategorie: parterowiec, uderzacz i zapaśnik.

- To prawda.

 

Można powiedzieć, że jedna metoda z tych trzech jest najbardziej skuteczna?

- Nokauty przeważnie są w stójce. W parterze też często kończą się walki, ale przez dźwignie, czyli tak zwaną metodą kończącą, sędzia przerywa albo zawodnik odklepuje.

 

Khalidov to typ zawodnika, który łączy te wszystkie trzy metody?

- On jest idealnym przykładem wszechstronności. Przez to jest nieobliczalny, bo trudno przewidzieć, co zrobi. Dobrze sobie radzi w stójce i z rękoma, w stójce z nogami oraz w parterze.

Reklama

 

MMA w Gryfinie

Trenujecie tutaj MMA pod szyldem jakiegoś klubu?

- Wszystko odbywa się pod szyldem Gladiusa. (Gladius Club to istne centrum zdrowia – mieści się w nim siłownia, sauna, a w kilku salach prowadzone są zajęcia fitness, sztuk walki itp. Klub znajduje się przy ul. Targowej. W nim odbywają się wszystkie zajęcia sekcji MMA – przyp. red.). Jak startujemy na zawodach, to właśnie jako zawodnicy Gladiusa. W tym klubie ćwiczymy na siłowni, na różnych przyrządach. Dzięki właścicielce Gladiusa, czyli Agnieszce Pająk, mamy dostęp do wszystkiego, co jest nam potrzebne.

Reklama

 

Skąd pomysł na stworzenie sekcji MMA w Gryfinie?

- Zaczynałem trenować sam dla siebie. Ale szybko dołączyli chłopaki. Postanowiliśmy zacząć od boksu. Powoli się wszystko rozkręcało. Potem były inne sztuki walki, aż w końcu, jakieś pięć lat temu, skupiliśmy się tylko na MMA.

 

Pięć lat temu, to w sumie w Polsce były chyba początki MMA?

- MMA w Polsce pojawiło się już pod koniec lat 90., tylko aż tak mocno nie było nagłaśniane, nie organizowano tylu zawodów. Głośno o tym było tylko wtedy, gdy chłopakom udawało się wybić zagranicą. Np. gdy walczyli w Japonii, w Pride. To najstarsza federacja, która zbierała wtedy najlepszych zawodników świata.

Reklama

 

Jak już pan wspomniał zaczynaliście od boksu…

- MMA to nie jest dyscyplina, której można nauczyć się w trzy miesiące. Są zawodnicy, którzy bardzo szybko łapią, ale żeby dobrze to pojąć, trzeba kilku lat przygotowań, bo przecież należy poznać różne sztuki walki. Zaczęliśmy od boksu, bo według mnie boks to podstawa. Utrzymanie stójki, poruszanie się w ringu. Boks to matka wszystkich walk.

 

Pan był jedynym inicjatorem powstania waszej sekcji?

- Zaczynałem to sam. Z pomocą mojej szefowej, która zaczęła stopniowo inwestować w sprzęt. Agnieszka Pająk nam bardzo pomaga.

Reklama

 

Jak wyglądały początki waszej sekcji? Ile osób przychodziło?

- Pięć, sześć osób. Zależało od sezonu. Jesienią czy wiosną było nawet piętnastu, ale latem pozostał ten trzon pięciu, sześciu osób. Ekipa przetrwała do dziś i są tego efekty poprzez starty w zawodach MMA.

 

A obecnie ile osób trenuje?

- Sześciu zawodników jest tych kluczowych, zaawansowanych, którzy są od początku. Dodatkowo ok. 10 osób to zawodnicy, którzy nie trenują aż tak intensywnie. Robią to nieco bardziej amatorsko. Z tej zaawansowanej szóstki trzech startuje już na zawodach, a kolejnych trzech szykuję już na zawody, wystartują jesienią.

Reklama

 

Pewnie tak łatwo nie można wystartować w zawodach MMA?

- Przede wszystkim trzeba zrobić bardzo szczegółowe badania. Inne niż w pozostałych sztukach walki, czy w ogóle dyscyplinach sportowych. Przede wszystkim są różnorakie badania głowy. Zawodnik musi być w pełni zdrowy.

 

Gdzie dotychczas startowaliście?

- Mamy za sobą tylko dwie imprezy. Najpierw byliśmy na zawodach grapplerskich w Szczecinie, a więc takich, w których nie ma technik uderzeniowych, to zawody a’la zapasy, są rzuty z technikami kończącymi. Wystawiliśmy na nich dwóch zawodników. Pierwsze zawody, zdarza się, przegraliśmy dwa razy. Potem pojechaliśmy do Gdyni i tam już z trzech startujących dwóch wygrało swoje walki.

Reklama

 

Ta trójka zawodników jest na podobnym poziomie?

- Każdy z nich ma swoje mocne strony. Łukasz Przygocki jest bardzo dobry w stójce, Eryk Burghardt w parterze, a Piotr Gągoliński ma bardzo dobry parter i stójkę, co ostatnio pokazał na zawodach, bo miał najcięższą walkę, z dogrywką.

 

Kiedy kolejne starty?

- Jesienią w MMA. Mamy nadzieję, że nam się to uda, bo wiele zależy od finansów. Paliwo do Gdyni sponsorowała nam Agnieszka, właścicielka klubu Gladius. Mogliśmy też jechać do Katowic, ale wiązałyby się z tym dodatkowe koszty za nocleg, więc zrezygnowaliśmy.

Reklama

 

Kto finansuje sekcję? Sami zawodnicy?

- Chłopaki płacą za treningi. Sprzęt finansuje szefowa naszego klubu, nasz najwierniejszy kibic i zarazem sponsor. Jak dotąd nikt inny nie pokwapił się, by pomóc nam finansowo przy sekcji. Wiadomo, że gdy mowa o wyjazdach na zawody, to chodzi właśnie o finanse. A ani zawodników, ani mnie nie stać na to, by pokrywać te koszty.

 

MMA dla każdego

Mówił już pan o tym, że w MMA niezbędna jest naprawdę dobra kondycja. A wiadomo, że wiążą się z tym niezwykle ciężkie i liczne treningi. Jak one u was wyglądają?

- Grupa sześciu kluczowych zawodników trenuje cztery razy w tygodniu, z czego w sobotę ćwiczymy trzy godziny, bo robimy wszystkie płaszczyzny. Grupa mniej zaawansowana ma dwa treningi w tygodniu. Rozgrzewka to minimum pół godziny. Miałem kilka osób, które przyszły spróbować swoich sił, ale już po rozgrzewce rezygnowali, bo mieli dosyć.

 

Kim są zawodnicy – jeśli można ich scharakteryzować? To ludzie młodzi?

- Ci, którzy chodzą najdłużej, czyli Piotr i Paweł Gągolińscy oraz Łukasz Przygocki przyszli, gdy mieli po 14 lat. Nie mieli zielonego pojęcia, „co z czym się je”. Dziś są pełnoletni i startują na zawodach. Eryk Burghardt doszedł chyba rok temu, ale wcześniej trenował inne sztuki, w innym miejscu. Dochodzą też inni, którzy wcześniej ćwiczyli np. tajski boks. Towarzystwo się zmienia, poza tą stałą, kilkuosobową grupą. Od tamtego roku zaczęła się zbierać też grupa osób po trzydziestce, którzy chcą poćwiczyć tylko dla siebie, bo siłownia to nie wszystko. Wziąłem też dwóch chłopaków z siłowni z Gladiusa. Wyciskali po 170 kilo na klatę i ważyli po ok. 100 kg, a Piotr i Paweł, którzy ważą po 60 kg w dwie minuty ich załatwili tak, że tamci nie wiedzieli, co się dzieje. Siła i wielkość w MMA nie jest najważniejsza.

 

Trzeba być pełnoletnim, by walczyć w zawodach MMA?

- Nie. Są zawody dla juniorów i młodzików. Wtedy jednak na start w zawodach zgodę muszą wydać rodzice. Często jak przyprowadzają do mnie swoje dzieci, to pytam czy wiedzą co to za sekcja i na czym polega MMA. To jest sport, gdzie się bije.

 

Komu więc poleci pan MMA? Bo zapewne nie wszyscy nadają się do tego, by uprawiać taką dziedzinę sportu?

- Nadają to może się i wszyscy. Ale nie wszystkim wychodzi to dobrze, więc nie każdy ma predyspozycje, by startować na zawodach. Ale można uprawiać MMA dla samego siebie, przede wszystkim dla zdrowia, dlatego MMA polecam każdemu. Bo przede wszystkim ćwiczymy wszechstronność, kondycję. Pierwsze treningi dla dziecka są takie, by je rozruszać, by nauczyło się myślenia. Popatrzmy na dzieciaków, którzy mają po 14 lat. Niektórzy nawet na drążku nie mogą się podciągnąć. To nie do pomyślenia. Siedzą w domu i piją dwulitrową coca-colę zagryzając chipsami. Nie sztuką jest siedzieć na ławce i pić alkohol, sztuką jest coś ze sobą zrobić. Jak u nas na jednym treningu zawodnik przebiegnie 15 kilometrów i godzinę spędzi w stójce, to nie ma ani siły, ani ochoty na głupoty po treningu. A wydolność, którą  osiągnie, to samo zdrowie. Do tego nauczy się obrony. Są czasy takie a nie inne, jak napadną go na ulicy, będzie potrafił sam się obronić.

 

Czy młodzi ludzie z takimi umiejętnościami walki nie stanowią zagrożenia dla innych?

- Uczymy się sztuk walki nie tylko po to, by je umieć, ale również po to, by je mądrze wykorzystać. Nikogo nie uczę, by chodził po ulicy i bił innych. Nie słyszałem jeszcze, by ktokolwiek z moich zawodników tak robił. Ta grupa zaawansowana ma takie umiejętności, że kości by pękały. Jestem pewien, że poradziliby sobie świetnie, ale nie o to tu chodzi. To jest sport i niech to zostanie w sporcie.

 

Czyli zaprasza pan do swojej sekcji wszystkich chętnych podjęcia rękawicy?

- Oczywiście. Mam nawet w tej chwili trzy dziewczyny, które ćwiczą. Jedna ma 14 lat, druga 16 lat, a trzecia jest po dwudziestce. Nie ma ograniczeń. Jedynym ograniczeniem jest sytuacja, w której coś jest nie tak ze stanem zdrowotnym. Wtedy odradzam MMA, bo można sobie zrobić krzywdę.

 

Chyba nie jest tak, że już na pierwszym treningu będzie pan oczekiwał, by nowi zawodnicy się bili?

- Nie ma takiej opcji. Pierwsze walki są z czasem. Zresztą niektórzy boją się bić. Dlatego dla nich polecam walkę w parterze. Tam nie ma wiele bijatyki, jest walka wręcz, dużo rzutów. Trzeba pomyśleć, jak obejść przeciwnika, jak go przewrócić, coś jak zapasy.

 

Starty w zawodach jak już pan wspomniał wiążą się z kosztami. Liczycie na pomoc gminy? A może lokalnego sponsora, który dorzuciłby się do tych wyjazdów?

- Fajnie by było, gdyby ktoś nam pomógł. Na razie pomaga nam Agnieszka i można powiedzieć, że robi to bezinteresownie, bo w amatorskim MMA nie można zarobić pieniędzy. Wyjazdy to nie jedyne potrzeby. Przydałby się też sprzęt do treningów.

 

By dostać wsparcie z gminy musielibyście zarejestrować stowarzyszenie.

- Myślałem nad tym, ale jak zobaczyłem, ile czasu trzeba poświęcić na te wszystkie procedury, to złapałem się za głowę i stwierdziłem, że szkoda na to czasu. Wolę go poświęcić chłopakom.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama