Od miesiąca cierpiał, przywiązany do kilkumetrowego łańcucha. Wył całymi nocami. Gryfinianka opowiada o ciężkim losie psa, uwiązanego na terenie jednej z działek przy ul. Opolskiej
To, że na jednej z działek niedaleko ul. Opolskiej leżał pies, mógł się dowiedzieć ostatnimi czasy każdy, kto zbliżył się do pobliskich działek. Pies wył, duży mieszaniec owczarka uwiązany był do kilkumetrowego łańcucha, zaś za schronienie musiało mu starczyć kilka desek opartych na betonowych bloczkach. Nasza czytelniczka zna jego historię od czasu, gdy sama została przez psa zaatakowana, podczas spaceru ze swoim czworonogiem.
- Wezwałam straż miejską, po numerze działki odnaleźli właściciela. Dali upomnienie i powiedzieli, że jak pies jeszcze raz ucieknie to dadzą mu mandat – opowiada gryfinianka.
Właściciel poinformował, że pies jest mu potrzebny tylko do pilnowania gołębi. Niestety, wizyta strażników spowodowała, że przyrzekł on pozbyć się tego problemu i pies… został uwiązany. Od tamtej pory rozpoczął się dramat zwierzęcia, który potrafi wyć całą noc, zwracając na siebie uwagę mieszkańców bloków GTBS-u przy ul. Opolskiej. Stan ten trwał już ponad miesiąc i bardziej czuli na krzywdę zwierząt lokatorzy zaczęli zgłaszać sprawę służbom gminnym. Niebezpieczna sytuacja wytworzyła się wraz z nadejściem wysokich temperatur. Nasz czytelniczka zaniepokojona stanem psa postanowiła sama postarać się o to, aby zapewnić zwierzęciu chociażby dostęp do wody.
- Pies leżał bez ruchu w tym swoim schronie, tylko ogonem zamachał. Chciałam podejść bliżej, żeby mu wodę do pyszczka dać, to warknął na mnie, ale nie wstał – opowiada.
Jak się okazuje, o historii uwięzionego na łańcuchu psa wiedziała gminna straż miejska. Byli w piątek, 7 sierpnia na terenie działek jednak nie zastali tam właściciela.
- Zostawiliśmy zawiadomienie, aby zgłosił się do nas w sprawie psa – informował Roman Rataj komendant strażników.
Według świadków w piątkowe popołudnie doszło do kolejnej wizyty straży miejskiej i właściciel zgodził się oddać psa, ale zapowiedział, że i tak będzie zmuszony wziąć kolejnego, bo ktoś musi pilnować gołębi oraz znajdujących się na terenie działki materiałów budowlanych. Nie życzył sobie także wejścia na jego prywatny teren.
- Boję się, że zbyt wolna reakcja policji czy straży miejskiej spowoduje, że pies może zniknąć – mówiła gryfinianka.
Takie deklaracje miał podobno składać właściciel czworonoga. Nie udało się z nim bezpośrednio porozmawiać. Kolejnego dnia odwiedziliśmy działki przy Opolskiej. Pies miał jeszcze wodę dostarczoną przez naszą czytelniczkę, jednak był tak umęczony, że nie reagował ani na wołania, ani gdy podeszło się do płotu. Sąsiedzi mówią, że w miejscu budowy właściciel czworonoga bywa sporadycznie, tylko rano i wieczorem. Bożena Bednarczyk utrzymuje, że jakiś czas temu, w tym samym miejscu wydarzyła się podobna historia.
- Dwa lata temu był tam wilczur, także zimą, bez budy. Był schorowany i później zniknął. Też to zgłaszałam, ale niestety, bez odzewu. Teraz boję się, że ten właściciel naprawdę może "pozbyć się problemu" – ubolewała gryfinianka.
Właściciel oddał psa
Sprawa psa, który uwiązany cierpiał od ponad miesiąca na działkach niedaleko ulicy Opolskiej, znalazła ostatecznie pozytywny finał. Jeszcze w ubiegłym tygodniu zwierzę zostało zabrane właścicielowi i trafiło do Gryfińskiego Kojca. Ne było możliwości zabrania czworonoga od właściciela, bo pomimo warunków, w jakich się znalazł, nie można było jednoznacznie stwierdzić, że właściciel znęcał się nad zwierzęciem. Nie zamierzał on dobrowolnie przekazać psa, gdyż twierdził, że ten jest mu potrzebny do pilnowania gołębi. Jak się okazało, informacja ta trafiła także do prezesa Rodzinnych Ogródków Działkowych Ryszarda Potapińskiego, który postanowił raz na zawsze ukrócić tego typu praktyki na terenie działek. Regulamin ROD zabrania bowiem trzymania psów na uwięzi w takich miejscach.
- W najbliższym czasie wyślemy informację do kilku innych działkowców, którzy także trzymają psy na terenie ogrodów – informuje prezes.
Tłumaczy, że ma to przede wszystkim na celu zapewnienie bezpieczeństwa osobom przebywającym na działkach i wokół nich. Zdarzało się bowiem, że opisywany pies uciekał właścicielowi i stwarzał zagrożenie dla ludzi. Ostatecznie, funkcjonariusze straży miejskiej zabrali psa i przekazali go do Gryfińskiego Kojca. Jak udało się nam dowiedzieć, ma się po niego zgłosić nowy właściciel, który mieszka w Szczecinie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze