Po meczu z rezerwami SMS-u Płock gryfiński klub wydał komunikat. Poinformował w nim o decyzji Szymona Tołyża, który postanowił zakończyć sportową karierę. Żegnając wieloletniego zawodnika Energetyka i KPR, działacze klubu nie bali się użyć słowa „ikona”. Trudno inaczej nazwać osobę, która poświęciła gryfińskiej piłce ręcznej ponad dwadzieścia lat życia!
Ile ze swoich 37 lat spędziłeś na boisku?
S. Tołyż: Dwadzieścia sześć. Zacząłem jako jedenastolatek, w 1996 roku.
Twój rocznik nie był pierwszym, który powstał w Baniach.
- Nie, funkcjonowała już starsza grupa, którą podobnie jak naszą założył Arkadiusz Augustyniak. To trener, któremu bardzo wiele zawdzięczam. Nie tylko ja, bo wykonał kawał dobrej roboty. Za to ilu zawodników wyszło z malutkich Bań należy mu się szacunek.
Gdy trafiłeś na pierwszy trening wiedziałeś czym jest ta cała piłka ręczna?
- Miałem ogólne pojęcie. Edukację zacząłem jeszcze w starej szkole w Baniach. Na przerwach starsi uczniowie zbierali się na asfaltowym boisku przed budynkiem i rzucali małą piłką. Byli to m.in. Borysiuk, Pawłowski, czyli zawodnicy z pierwszej grupy Augustyniaka. My, młodsi, podpatrywaliśmy ich.
Niedługo po tym sami weszliście do akcji.
- Za wzrostem popularności danej dyscypliny idzie sukces sportowy, albo rozwój infrastrukturalny. W przypadku mojego rocznika 1995 zadziałało to drugie. Wraz z nową szkołą Banie otrzymały nową salę gimnastyczną. Na pierwszy trening przyszło sporo osób, dla których piłka ręczna stała się czymś najważniejszym.
Tu musiała zadziałać nie tylko pachnąca nowością sala, ale przede wszystkim osoba, która potrafiła zainteresować dzieci sportem.
- Dlatego jeszcze raz należy podkreślić rolę Augustyniaka. Był młody i ambitny, świeżo po studiach. Wpoił nam miłość do piłki ręcznej. W latach 90. nie mieliśmy wiele elektronicznych pokus. Sport był dla nas rozrywką. Biegaliśmy więc po boisku, albo rozmawialiśmy o piłce ręcznej.
Mieliście dostęp do informacji, np. o kadrze Polski lub ligowym szczypiorniaku?
- Tak i to też dzięki Arkowi Augustyniakowi, który organizował wyjazdy na mecze Parii Szczecin. Pamiętam, że z Bań jeździło po kilka autobusów. Trener wiedział, że młodzi zawodnicy muszą mieć wzorce i sportowych idoli. Po kilku wyjazdach na Parię każdy z nas chciał zostać szczypiornistą i do tego dążył. Dziś to nie do pomyślenia, ale gdy byliśmy w 3-4 klasie, to więcej niż na zajęciach szkolnych, byliśmy na różnych wyjazdach i turniejach. Nie tylko w kraju.
Cały wywiad znajduje się w Gazecie Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze