- U Marcela wykryto nowe przerzuty do szpiku kostnego! Powróciły silne bóle głowy, a on z dnia na dzień gaśnie w naszych oczach… - mówią rodzice 6-letniego chłopca
Historię jego walki z chorobą opisaliśmy na naszych łamach pod koniec listopada poprzedniego roku.
- Jeszcze na początku września Marcelek był pogodnym pełnym energii chłopcem. W połowie września zaczęły się bóle głowy. Chodziliśmy do lekarza, ale winę upatrywano w przeziębieniu, gorączce czy zatokach. Nikt nawet nie myślał, że coś poważnego się dzieje - mówili państwo Sularz z Włodkowic w gminie Banie.
14 października ich syna obudził silny ból głowy oraz wymioty. Tomografia głowy, wykonana jeszcze tego samego dnia, wykazała, że w głowie chłopca znajduje się guz o średnicy niemal pięciu centymetrów. Dodatkowe badania wykazały, że jest to nowotwór złośliwy mięśniakomięsak prążkowany 4 stopnia z przerzutem do płuc.
- Ciężki w leczeniu jak twierdzą onkolodzy... Walczymy! Teraz chemioterapia w międzyczasie dojdzie radioterapia. Intensywne leczenie, aby móc zmniejszyć guza, by nadawał się do operacji. Potrzebujemy regularnej rehabilitacji do tego neurologopeda, leki, dojazdy. To koszty, które przerażają, dlatego prosimy o pomoc... – tłumaczyli rodzice 6-latka, podając adres zbiórki.
Błagają o pomoc
Od tamtego momentu nie minęły jeszcze dwa miesiące, a stan zdrowia chłopca uległ drastycznemu pogorszeniu.
- Synek jest już po siódmej chemioterapii, którą bardzo źle zniósł. Przez kilka dni wymiotował, był bardzo osłabiony i odwodniony. Ze względu na pogorszony stan i silne bóle, lekarze zdecydowali się na przyspieszenie rezonansu. Obecnie czekamy na wyniki od radiologa, które zadecydują o dalszym leczeniu. Boimy się, że guz powiększył się, a dotychczasowa chemia nie przyniosła efektów – mówią państwo Sularz, przyznając że w całej sytuacji są bezradni.
- Każdego dnia siadam przy jego łóżku i bezradnie przyglądam się, jak nowotwór po cichu go zabiera. Ta bezsilność mnie wyniszcza! Marcelek nie je, jest bardzo słaby, przez większość czasu leży i śpi, czekając na ratunek... Brakuje mi słów, by wyrazić, jak bardzo boję się dziś o jego życie! Strach paraliżuje całe moje ciało, a łzy same spływają po policzkach... Błagam, pomóżcie nam uratować syna! Marcelek niczego tak bardzo dziś nie potrzebuje, jak leczenia, które może ocalić mu życie... – mówi zrozpaczona mama Marcela.
Wesprzeć go w walce z chorobą można TUTAJ.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze