Reklama

Stado owiec spaceruje po Gryfinie. To on ma za zadanie je złapać

Co jakiś czas Gryfino odwiedzają ważne persony, a to poseł, wojewoda, marszałek czy nawet prezydent RP. Regularnie przyjeżdżają do nas na zakupy Niemcy lub szczecinianie, aby popluskać się w Lagunie. Czasami do miasta wpadnie dzik. Z kolei lisom tak się u nas spodobało, że zagościły na dłużej. Owiec jednak jeszcze nie mieliśmy. Dlatego, gdy w ostatnich dniach pięć sztuk tego zwierzęcia hodowlanego spacerowało po Gryfinie, mieszkańcy wyciągnęli smartfony, aby uwiecznić to wydarzenie. Tych, którzy nie zdążyli tego zarejestrować, uspokajamy - wkrótce taka okazja może się powtórzyć, bo z licznego półdzikiego stada złapano dotychczas tylko jedną sztukę. Śladami tych szybkich i wysoko skaczących zwierząt podąża Michał Kudawski z fundacji Dzika Ostoja. Poniżej prezentujemy wywiad, który ukazał się w Gazecie Gryfińskiej

Dowodzi pan akcją łapania owiec spacerujących ostatnio po Gryfinie…
M. Kudawski: Dowiedzieliśmy się, że tak naprawdę te owce i kozy są na wolność już od około dwóch, trzech lat. To są zwierzęta gospodarskie, ale już zdziczałe. Więc ich złapanie nie jest łatwe, tym bardziej, że zgłoszenie dostaliśmy dopiero półtora tygodnia temu.

Co to za odmiany owiec?
- To owce kameruńskie i wrzosówki. Z kameruńskimi jest problem, bo to odmiana półdzika, protoplasta owcy domowej. Wrzosówka to jest już owca domowa. To stado początkowo liczyło kilkadziesiąt osobników, ale w ostatnim czasie zredukowało się.

Reklama

Zacznijmy od początku - skąd one w ogóle się wzięły?
- Prawdopodobnie 2-3 lata temu zostały porzucone przez dotychczasowego właściciela i opuściły gospodarstwo. Straż miejska posiada w tym zakresie jakieś informacje. Trudno powiedzieć, ile początkowo było tych owiec. Docierają do nas filmy sprzed roku, na których widać ok. 40 sztuk. Były wśród nich już owce z jagniętami, które przyszły na świat na wolności. Obecnie nie widać jagniąt, nie chodzą z dorosłymi, więc być może dopadła je dzika zwierzyna. Potem stado podzieliło się na kilka mniejszych grup.

Jedną z nich udało się zlokalizować.
- Dostaliśmy sygnał, że sześć owiec pojawiło się w Pniewie, gdzie weszły na prywatną posesję. Po dojechaniu na miejsce udało nam się schwytać jedną z owiec wrzosówek, która była strasznie zaniedbana i nie była cięta ze dwa, może trzy lata. Ogromne kołduny sprawiły, że nie była w stanie przeskoczyć płotu i to nam pozwoliło ją uchwycić. Natomiast owce kameruńskie nie wymagają strzeżenia, mają krótką sierść. One łatwiej pokonały płot i przemieściły się w okolice Gryfina. W weekend dostaliśmy sygnały, że są już w centrum Gryfina, m.in. przy ul. Pomorskiej. Udaliśmy się na miejsce, ale tych owiec już nie było. Później odebraliśmy sygnał, że są w okolicach dworca PKP. Niestety, być może to właśnie te pięć owiec zginęło pod kołami pociągu niedaleko stacji w Widuchowej. To kolejna eliminacja tych zwierząt, ale w następnych dniach otrzymaliśmy informacje o innych osobnikach.

Reklama

W następny wtorek widziano kolejne sztuki w centrum Gryfina.
- A wcześniej były one w Żabnicy, ale po dojechaniu na miejsce już ich nie zastaliśmy. Wiemy, że widoczne były również w okolicach Wirowa, Wirówka, Bartkowa czy Rożnowa. To zwierzęta, które można porównać do saren. Nie jesteśmy w stanie ich złapać, dopóki nie zostaną zapędzone w kozi róg albo nie wejdą na prywatną posesję.

Podobno bardzo wysoko skaczą.
- Zgadza się.

A na jaką wysokość?
- To zależy jaki mają rozpęd. Gdy łapaliśmy je w Pniewie, to nie miały problemu z przeskoczeniem ogrodzenia o wysokości około 1,5 metra, oczywiście oprócz tej jednej sztuki wrzosówki. Ale jest wiele czynników, które na to wpływają, np. czy owca rozpędza się pod górę czy z górki. Są jednak bardzo zwrotne, więc jeśli teren jest otwarty, to złapanie ich jest niemożliwe.

Reklama

Nie można ich uśpić?
- Zanim usypiacz zacznie działać, owca potrafi jeszcze się przemieścić i jej lokalizacja jest później trudna do ustalenia. Musimy je zapędzić w kozi róg, wtedy zwijają się w jedną całość.

Podobno kilka szkieletów owiec znaleziono ostatnio w pobliskich lasach.
- To prawdopodobne, bo w okolicznych lasach na pewno są wilki. Ostatnio otrzymaliśmy sygnał o osłabionym wilku w Widuchowej. Jednak dla takiej owcy także zwykły pies jest problemem, bo takie psy wręcz nimi się bawią, próbując je przegonić. To nie jedyne zagrożenia. W niedzielę dostaliśmy też zgłoszenie z KPP Gryfino, że w Widuchowej zostały potrącone przez auto dwie owce, które następnie oddaliły się w kierunku lasu. Tak naprawdę trudno powiedzieć, ile owiec jest po tych wypadkach, zagryzieniach czy kolizjach. Może być ich sporo, bo u nas jest tylko jedna owca złapana w Pniewie.

Reklama

Co dalej z tym stadem?
- Owca jest zwierzęciem gospodarskim. Ona może być zdziczała, ale nigdy nie będzie zwierzęciem dzikim. Należy je odłowić ze środowiska naturalnego i przekazać do gospodarstwa zastępczego. Takie miejsce ma Gmina Gryfino, bo rozmawialiśmy już z urzędnikami i przygotowane jest ono w Wirowie. Ze złapaniem zwierząt będzie jednak problem. Dlatego apelujemy do mieszkańców, aby informowali straż miejską (tel. 91 416 81 60), jeśli wejdą one na teren zabudowany czy jakąś posesję.

Spotkał się pan kiedyś z przypadkiem tak dużej liczby owiec przebywających na wolności?
- Nigdy z aż taką dużą liczbą. Był przypadek porzuconych trzech, może czterech owiec, ale nigdy nie zdarzyło mi się zajmować tak dużym stadem. Byłem zszokowany oglądając zdjęcia od osób prywatnych, które pokazywały mi zdjęcia 40 sztuk owiec i kóz przebywających na polu kukurydzy. To coś niesamowitego, że te zwierzęta sobie radzą, mimo że są prześladowane przez wilki czy psy.

Reklama

Czym one się żywią?
- Głównie roślinnością, czasami ogryzą korę, gałęzie, zielone pędy czy liście, także drzewa iglaste. Nie czynią dużych strat, ale mogą na przykład zjeść komuś kwiaty. Radzą sobie, chociaż ten gatunek zwierzęcia nie powinien znaleźć się w środowisku naturalnym.

Zastanawia mniem dlaczego tak odważnie wchodzą do miasta?
- Jak to owca, po prostu idzie przed siebie. Zapytano mnie - jak to się stało, że owce zginęły pod pociągiem w Widuchowej? Owca jest takim dziwnym zwierzakiem, że jak idzie prosto po torach i widzi nadjeżdżający pociąg, to nie zejdzie na bok, tylko będzie biegła przed siebie torami. Podobnie jak zając, który na drodze będzie uciekał przed samochodem, biegnąc do przodu, a nie uciekając na bok. One po prostu napotykają przed sobą miasto i do niego wchodzą. Nie boją się ludzi jak sarny, nie uciekają przed nami, ale zawsze zachowują dystans. To mimo wszystko inteligentne zwierzęta. Gdy w Pniewie znalazły się na posesji prywatnej i była niesprzyjająca pogoda, to weszły do jednego z tuneli foliowych i tam nocowały. One nie boją się budynków gospodarczych, zabudowań, bo przecież w takich były kiedyś trzymane. Ale podejście bezpośrednie do owcy jest niemożliwe, bo jednak zachowuje dystans w zakresie kontaktu z człowiekiem.

Reklama

• Rozm.: Kamil Miler

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama