Rozmawiamy z Bożeną Turtoń, prezes Powszechnej Spółdzielni Spożywców Społem Gryfino, które w zeszłym roku obchodziło jubileusz 80-lecia. Obecna prezes piastuje to stanowisko od przeszło dwudziestu lat. Jest więc co wspominać. Nie sposób uciec również od pytań dotyczących przyszłości. Zwłaszcza, że struktura handlu i usług znacząco się zmieniła w naszym kraju. Społem posiada jednak duży zasób nieruchomości, których dzierżawa istotnie przyczynia się do utrzymania działalności.
Od ilu lat pracuje pani w Społem?
B. Turtoń: Całe moje zawodowe życie, to praca w Społem. To moja jedyna firma. Od 1977 do 1986 roku pracowałam w Społem w Pyrzycach, a we wrześniu ’86 roku przeszłam do gryfińskiej spółdzielni.
Dlaczego?
- Ponieważ tutaj wcześniej pracował mój mąż i tutaj otrzymaliśmy mieszkanie w 1984 roku. Zaczynałam na stanowisku referenta ds. ekonomicznych Społem. W 1994 roku zaczęłam pełnić obowiązki głównej księgowej, a w 1998 roku zostałam zastępcą prezesa. 5 grudnia 2003 roku zmarł prezes Tessar, po krótkim czasie zarząd Społem zaczął być jednoosobowy, a w lipcu 2004 roku zostałam prezesem, którym jestem do dziś.
Jak na przestrzeni tych przeszło czterdziestu lat odkąd jest pani w Gryfinie, zmieniło się Społem? Duży wpływ na was miała zapewne zmiana ustroju i co za tym, warunki handlu na wolnym rynku?
- Dokładnie. Początek lat 90., czyli transformacja polityczno-ekonomiczna w Polsce, to były dla nas najtrudniejsze lata. Podziwiam śp. Prezesa Tessara, że tak sobie z tym poradził, mimo, że było bardzo trudno.
Straciliście de facto monopol.
- Tak, byliśmy jedynym podmiotem odpowiadającym za handel w mieście, bo GS-y, były poza miastem. Oczywiście nie liczę drobnych punktów. Nagle zaczęły wchodzi duże sklepy, markety, wszystko zaczęło się dynamicznie zmieniać. Część majątku musieliśmy oddać, a część – aby się ratować - sprzedać. Straciliśmy obiekty handlowe przy ul. 1 Maja czy słynną Intermodę. Bodajże w 1998 roku sprzedaliśmy dawny sklep Maciek na Górnym Tarasie, a w 1999 roku budynek, w którym dziś mieści się OPS.
Co mieściło się w nim wcześniej?
- To był mniejszy budynek niż obecnie, w którym w latach 80-90. mieściła się przychodnia zakładowa. Pracowali w niej między innymi dr Kornel i dr Kruczkowski. Społem PSS wybudowało nowy budynek, który w pierwszym okresie swojego istnienia był w dzierżawie ZUS. Z chwilą, kiedy ZUS odszedł na swoje, nieruchomość została sprzedana.
Byliście tak potężnym podmiotem, że posiadaliście nawet własną przychodnię?
- Mieliśmy wielu pracowników. W najlepszych czasach 500-600 osób.
Tylko w Gryfinie?!
- Tak, tylko w Gryfinie. Mieliśmy nie tylko punkty handlowe i usługowe, ale warto przypomnieć, że prowadziliśmy własną rzeźnię i masarnię, która została przejęta na początku lat 90. przez spółkę pracowniczą. Oni prowadzili ją może dwa, trzy lata, a potem całkowicie zamknęli. Zwrócili nam budynki, a my oddaliśmy je Urzędowi Miasta i Gminy, który sprzedał je osobie prywatnej.
Aby utrzymać się na rynku pozbywaliście się budynków, stopniowo ograniczając swoją działalność.
- Niestety, tak. Przez wiele lat prowadziliśmy własną piekarnię przy ul. Szczecińskiej. W 2004 roku wydzierżawiliśmy ją Bagietce, przejęła ją wraz z naszymi pracownikami. Dziś w tym miejscu stoi sklep Dino (przy GDK – dop. red.). A drugą piekarnię prowadziliśmy w Podjuchach przy ul. Przodowników Pracy, ale tamta była dzierżawiona. Oddaliśmy ją w podobnym czasie, już po śmierci prezesa Tessara.
Pamiętam smak tego pieczywa.
- Tak, bo było pieczone w starych, węglowych piecach. Taki chleb przez kilka lat po przejęciu wypiekała jeszcze Bagietka, ale potem jej tego zabroniono i musieli przejść na piece gazowe. Smak chleba nie był już ten sam. Chciałabym dodać, że ta piekarnia, była ostatnim i jedynym budynkiem sprzedanym za mojej prezesury. Od 22. lat Społem nie sprzedało już żadnej nieruchomości.
A Wyspa Społem?
- Dzierżawiliśmy ją od Lasów Państwowych. Koniunktura się zmieniła, a obiekty na niej wymagały ogromnych nakładów finansowych. Umowę rozwiązaliśmy za porozumieniem stron, a stare obiekty przekazaliśmy bezpłatnie przedsiębiorcy, który został nowym dzierżawcą.
Jak dziś można zobrazować stan posiadania nieruchomości gryfińskiego Społem?
- Jest tego sporo. To przede wszystkim obiekt, w którym mieści się nasza siedziba na ostatnim piętrze, a niżej dawna Gryfena. Bar Społem, obok naszej siedziby, który cały czas prowadzimy pod naszym szyldem i pobliski sklep, który dzierżawimy Biedronce. To cały ciąg lokali użytkowych przy ul. Bolesława Chrobrego, gdzie kiedyś mieścił się m.in. sklep 1001 drobiazgów. Idąc dalej, prowadzimy swój sklep pod szyldem Gamy, podobnie jak dawny sklep Bartek na Górnym Tarasie. Posiadamy obiekt przy ul. Pomorskiej, gdzie w latach 80. mieliśmy sklep spożywczy oraz nieruchomość przy ul. Łużyckiej, w której mieści się Żabka. Do tego oczywiście kompleks Zalipie – cały budynek, a także obiekt obok, w którym mieści Centrum Chińskie. Myślę, że tego majątku mamy dużo. Niczego na dziś nie planujemy sprzedawać.
Wycenia pani ten majątek?
- Prowadzimy ewidencję majątku, ale nie zdradzę szczegółów (śmiech). Można jedynie określić, że jest on duży.
W rekordowym momencie mieliście 500-600 pracowników, a dziś?
- Zaledwie 33 pracowników. Do tego dwie osoby na umowie zlecenie. Więcej nie potrzeba. Zmodernizowaliśmy systemy grzewcze, stosujemy pelet, którego cena w tym roku nas strasznie zaskoczyła. W grudniu kupowaliśmy go po 1300 zł, a teraz po 2860 zł. Jeden pan, który je obsługuje, świetnie daje sobie z tym radę.
Cześć waszych budynków jest przyłączona do sieci miejskiej, dlaczego jednak nie wszystkie?
- Nasza siedziba została przyłączona do sieci miejskiej jeszcze za czasów śp. prezesa Tessara. Ale koszty miesięczne są bardzo wysokie. Z tego względu nie podejmuję decyzji o przyłączeniu kolejnych obiektów.
Zakładam, że największym wydatkiem dla was są koszty bieżące, czyli wynagrodzenia?
- Tak. Pensje stanowią ok. 80% naszych kosztów. Niestety, nie są to wysokie pensje, ale sytuacja jest taka, a nie inna.
Co stanowi więc przychód? W większości, to wpływy z tytułu dzierżawy waszych obiektów?
- Większość stanowi przychód z działalności sklepów i gastronomii, a tylko częściowo pochodzi on z dzierżaw ponad 20 naszych punktów.
Społem nie utrzymałoby się z prowadzenia samych sklepów, bez przychodów z dzierżaw?
- Na pewno nie. Ale, gdybyśmy nie mogli ich wydzierżawić, to musielibyśmy się pozbywać kolejnych lokali, bo jaki byłby sens utrzymywania pustych lokali, za który trzeba byłoby uiścić opłaty stałe?
Sklepy Społem są obecnie pod szyldem Gama. Dlaczego?
- Weszliśmy w partnerstwo z Partnerskim Serwisem Detalicznym Gama, do którego należy wiele spółdzielni. Dzięki tej współpracy kupujemy produkty nieco taniej, bo Gama obsługuje wielu sklepów Społem w Polsce.
Odczuliście poprawę po tej zmianie?
- Tak. W 2016 roku weszliśmy do sieci ze sklepem Bartek, a w 2018 roku z Delikatesami. Oni pilotują zakupy, ale musze podkreślić, że posiłkujemy się też lokalnymi dostawcami. Wiele naszych produktów pochodzi stąd. To jajka, pieczywo, mięso, wędliny czy nasze wyroby gastronomiczne. Nie mamy mięsa z Danii czy z Holandii, jak w niektórych wielkich sieciach. Mamy za to swoją aplikację, dzięki, której można łatwiej skorzystać z promocji.
Bar Społem wciąż serwuje tradycyjną, polską kuchnię.
- W naszej kuchni wszystko robimy według tradycyjnej receptury. Wszystko wyrabiane jest ręcznie, również pierogi. Surówki doprawiamy sami, na miejscu. Nie mogę narzekać na ten punkt. Wciąż wielu gryfinian docenia nasza kuchnię. Serdecznie zapraszam tych, którzy jeszcze w niej nie byli i tych, którzy chcą sobie przypomnieć tradycyjne smaki.
Wyroby garmażeryjne można kupić nie tylko na miejscu w barze, ale też w waszych sklepach czy zamówić na spotkanie okolicznościowe w Odysie. Jak wygląda sytuacja tego punktu? Czerwona sala jeszcze istnieje?
- Istnieje. Wciąż organizujemy spotkania okolicznościowe w Odysie. Prowadzi go pani Renia Lewandowski, przyjmując zamówienia na imprezy. Mam świadomość, że ten lokal wymaga remontu. W najbliższym czasie planujemy remont naszej siedziby, a dopiero później Odysa. Chciałabym jednak, aby zachował się ten klimat. Odnowimy to co trzeba, ale akcent ma pozostać.
Czyli PRL? Z tym okresem większości osób kojarzy się Społem i co za tym – Odys również.
- I tak zamierzamy zrobić. Nawet krzesła na których teraz siedzimy są z tego okresu. Przetrwały do dziś. Oczywiście, można je nieco podreperować, ale nie chcę ich wymieniać, wystrój ma mieć klimat czasów PRL. Przecież to poprzednie pokolenia wypracowały markę Społem, my jesteśmy kontynuatorami ich dzieła.
Jak na PRL, to Społem miał wyjątkową skalę działalności, stosując nowatorskie rozwiązania, zwłaszcza w architekturze. Wasza siedziba również była - jak na tamte czasy - oryginalnym obiektem.
- Powstała w 1972 roku. Śp. prezes Tessar jeździł dużo po całym świecie, bo miał uprawnienia przewodnika. Podpatrywał pewne rozwiązania i starał się je wprowadzać do Gryfina.
Oryginalne były również serwowane w Odysie czy na barze w piwnicy przekąski czy napitki.
- Oferta Społem, była niezwykle szeroka. Nasza spółdzielnia była sercem miasta, bo mowa nie tylko o sklepach, piekarni czy masarni, ale też właśnie wielu lokalach rozrywkowych. Wtedy potrzebowaliśmy większego kontaktu z innymi ludźmi, integrowaliśmy się, relacje międzyludzkie oparte były na innych wartościach. Dziś te lokale stoją puste. Próbowaliśmy kiedyś jeszcze reaktywować Odys, otwierając popołudniami, ale to nie miało sensu. Gryfino powoli staje się sypialnią Szczecina, a ludzie coraz mniej korzystają z oferty gastronomicznej czy rozrywkowej na miejscu.
Jaka przyszłość czeka gryfińskie Społem?
- Mogę mówić w swoim imieniu. Dopóki ja jestem, będziemy funkcjonowali w takim stanie jak obecnie.
W Gryfinie mówi się, że kadrę Społem tworzą raczej osoby starsze, więc, gdy przejdą one na emeryturę, to majątek zostanie wyprzedany.
- Dopóki ja jestem, nie będzie wyprzedawany. A co będzie w kolejnych latach? Tego nie wiem. Połowa personelu, to faktycznie osoby starsze. Wiele osób to pięćdziesięciolatki. Pięciu pracowników ma już prawa emerytalne.
Może zamiast handlu i gastronomii, w przyszłości Społem będzie stricte operatorem swoich nieruchomości i ograniczy się do działań zarządczych?
- Trudno dziś określić, co będzie, gdy my odejdziemy ze Społem. Świat szybko się zmienia. Kto wie, może niedługo wróci moda na lokalne produkty?
Chleb z lokalnej piekarni, mięso bez konserwantów, wędliny robione na miejscu, warzywa od lokalnych rolników, których przecież kiedyś przy samej ul. Łużyckiej nie brakowało. W sklepach może dzisiaj jest bardziej kolorowo, promocyjnie i nowocześnie, ale kiedyś było smaczniej.
- Kiedyś produktów było mniej, ale Społem miało nad wszystkim kontrolę. Gdy już coś się u nas kupowało, było to przez nas wyprodukowane, inaczej smakowało. Dziś mówi się o takich produktach, że są wytwarzane metodą rzemieślniczą, a warzywa są BIO. Wtedy wszystko powstawało w ten sposób. Bez żadnych ulepszaczy, tradycyjną metodą. Dalej staramy się tak działać, choć już w znacznie mniejszym zakresie. Pozostał za to wielki sentyment do tamtych, starych, wcale nie gorszych czasów.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze