- Był kimś wyjątkowym. Uczył nie tylko zasad gry i sportowej rywalizacji, ale przede wszystkim wytrwałości, odwagi, szacunku i wiary we własne możliwości. Potrafił motywować, wspierać, dodawać sił i zarażać swoją energią. Dla wielu uczniów był nie tylko nauczycielem, ale także autorytetem, przewodnikiem i dobrym człowiekiem, do którego zawsze można było zwrócić się po pomoc – napisała w pożegnaniu SP nr 3 Gryfino. Dariusz Żołnowski spędził w niej ćwierć wieku, zapisując się w pamięci dyrekcji, kolegów i uczniów jako nauczyciel wybitny. Szkolna legenda, która odeszła zdecydowanie przedwcześnie
- Wchodząc do naszego pokoju i patrząc na półkę Darka, człowiek miał prawo poczuć ukłucie zazdrości, a nawet wpaść w kompleksy. Pełno laurek, upominków, kubków z napisami: „Kochanemu panu Darkowi”, „Najlepszemu trenerowi” – mówią koledzy ze Szkoły Podstawowej nr 3.
Był nauczycielem z powołania, lecz nie do końca wiadomo dlaczego obrał właśnie tę drogę. Odpowiedzi na to pytanie nie znają nawet najbliższe mu osoby. Nieco zapomnianym faktem jest, że by
------------------------------
Najwięcej czasu spędził w szkole przy ul. Iwaszkiewicza. W Gimnazjum i SP 3 uczył przez 26 lat.
- Byliśmy rówieśnikami. Chodziłam do klasy „A”, Darek do „B”. Wybraliśmy wprawdzie inne szkoły średnie, ale nasze drogi często się przeplatały. W 1997 r. zatrudniłam go w SP Gardno, a później pracowaliśmy wspólnie przez ćwierć wieku przy ul. Iwaszkiewicza. Przez te wszystkie lata zawsze zachowywał się fair w stosunku do uczniów. Sytuacje były różne, tak jak różne są dzieci i ich problemy. Gdy trzeba było kogoś „ratować”, to mogłam liczyć na zaangażowanie Darka. Posiadał niezwykłą umiejętność. Umiał rozstrzygać konflikty bez charakterystycznego dla wielu nauczycieli narzucania swojej woli. Zamiast tego tworzył przestrzeń, w której uczniowie sami dochodzili do własnych rozwiązań i przemyśleń. Działał w taki niezwykle dojrzały sposób – charakteryzuje Danuta Bus.
---------------------------------
Rodzina była dla niego najważniejsza. Dlatego w 2019 r. ciężko zniósł śmierć żony.
- Kiedy mamy zabrakło, choć przeżywał trudne chwile, to był dla nas ogromnym wsparciem, najbliższym przyjacielem i mądrym powiernikiem, z którym można było porozmawiać o absolutnie wszystkim. Dla wielu był cenionym trenerem człowiekiem ambitnym i niezwykle pracowitym. Dla nas był po prostu najwspanialszym tatą. Najlepszym, jakiego mogliśmy sobie wymarzyć. Człowiekiem zawsze uśmiechniętym i pełnym energii, którą potrafił dzielić się z każdym wokół. We wszystko, co robił, angażował się bez reszty.
Był człowiekiem niezwykle dokładnym, wręcz pedantycznym. Niezależnie od tego, czego się podejmował, zawsze był perfekcjonistą. Jednocześnie dawał nam ogromne poczucie bezpieczeństwa. Był konsekwentny, miał swoje zasady, których twardo się trzymał, a przy tym pozostawał bardzo cierpliwy. Zawsze nam kibicował, wspierał w ważnych momentach i prowadził przez życie. Ufał naszym decyzjom, nigdy nie narzucał własnego zdania, a w najtrudniejszych chwilach potrafił zachować stoicki spokój – przyznają Radosław i Katarzyna.
Wspominając ojca wskazują na jego mniej znaną, prywatną stronę.
Pełne wspomnienie znajduje się na stronach 14-18 aktualnego wydania Gazety Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze