Pan Bogusław zwrócił się do naszej redakcji z nietypową sprawą...
LIST DO REDAKCJI:
Nie interesuję się w ogóle piłką nożną, ale mieszkam przy ul. Popiełuszki, sto metrów od stadionu, więc zabrałem 6-letniego wnuka na mecz w poprzednią niedzielę (5.02). Nie wiem kto grał. Na pewno nie Energetyk. To było po godzinie 13.00, coś kojarzę że to chyba zespół z Cedyni (Czcibor Cedynia grał tego dnia z Wichrem Reptowo – przyp. red.).
Piszę o tym, bo piłkarze niesamowicie klnęli. Jednego i drugiego zespołu! Jak oni rzucali tym mięsem… Nie było szans, by posiedzieć i pooglądać. Wziąłem wnuka pod rękę i od razu żeśmy sobie stamtąd poszli. To samo pewna pani, która powiedziała, że nie da się wysiedzieć. Niby mecz, niby dorośli sportowcy a takie chamstwo się wylewało…
Jeszcze żeby raz się komuś wymsknęło, ale cały czas? „Jak kur… podałeś?!”. „Kur…”. „Ja pier… tutaj jestem!”. Zastanawiam się, czy nie ma nad tym żadnej kontroli? Ktoś organizuje te mecze, zarządza boiskiem. Nie może zwrócić na to uwagi? Na trybunach są przecież dzieci. Jakie to dla nich wzorce?
• Bogusław
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze