Po trzech kolejkach czwarte miejsce w klasie okręgowej zajmuje Morzycko Moryń. To efekt dwóch efektownych zwycięstw nad teoretycznie wyżej notowanymi rywalami
W poprzednim sezonie Morzycko do samego końca drżało o utrzymanie. W ostatniej kolejce przegrało 0:1 z Orłem Grzędzice, lecz miało szczęście. Swoich meczów nie wygrały też Łabędź Widuchowa oraz Czcibor Cedynia i to one spadły do A-klasy (Czcibor po barażu z Kołbaczem).
Klub z Morynia został w okręgówce, ale również miał swoje problemy. Słabiutki sezon poskutkował rezygnacją zarządu i trenera oraz odejściem niemal wszystkich zawodników podstawowego składu. Wszystko to wyszło jednak Morzycku na dobre.
- Wyniki mówią same za siebie - uśmiechają się dziś w Moryniu, zapowiadając że zespół dopiero się rozkręca.
- Za nami trzy mecze. Cały czas się zgrywamy. Poza tym jest okres wakacyjny, więc nie mam jeszcze do dyspozycji wszystkich zawodników - mówi Wojciech Horba, który w sierpniu objął drużynę z południa powiatu gryfińskiego.
Wcześniej był trenerem Hutnika Szczecin, ale przez ostatnie półtora roku miał przerwę.
- Szczerze mówiąc nie zamierzałem wracać na ławkę trenerską. Zrobiłem to za sprawą Roberta Chrzanowskiego, który namówił mnie do przejęcia Morzycka - tłumaczy 31-letni szkoleniowiec.
Robert Chrzanowski został pod koniec lipca wybrany prezesem klubu.
- Był nim już w przeszłości, gdy Morzycko grało w 4.lidze. Teraz podjął się próby odbudowy zespołu, z którego odeszło większość zawodników, zmęczonych poprzednim sezonem i niepowodzeniami. Dlatego pierwszym zadaniem było kompletowanie składu - opowiada W. Horba.
Latem klub z Morynia zasiliło jedenastu zawodników.
- W tym wracający Szymon Trubicki, Siergiej Rudik, czy Norbert Bigos. Do tego kilku zawodników ze Szczecina. Sporo świeżej krwi - mówi trener.
Na poukładanie wszystkich elementów w całość potrzeba czasu. Było to widoczne podczas ligowej inauguracji, która zakończyła się porażką.
- Mecz z Kastą Majowe mieliśmy pod pełną kontrolą. Prowadziliśmy grę, szukaliśmy swoich szans. Niestety zespół gospodarzy wykorzystał jedną szanse w stu procentach. W 52 minucie wyszli na prowadzenie i nie oddali go do końca – relacjonuje Horba na łamach Gazety Gryfińskiej.
W dwóch kolejnych spotkaniach było już dużo lepiej. Najpierw Morzycko, dość sensacyjnie pokonało 4:1 Arkonię Szczecin, a w ostatni weekend pokonało 5:0 Ehrle Dobra.
- Podczas meczu z Arkonią wiedzieliśmy czego się spodziewać w wykonaniu przeciwnika. Arkonia nie miała klarownych sytuacji. 45 minut upłynęło pod naszą pełną kontrolą. Strzeliliśmy cztery gole, ale za to po przerwie ani jednego. Drugą połowę zagraliśmy na "przetrzymanie spotkania". Zamroziliśmy mecz, przeciwnik zdobył wprawdzie bramkę, ale nie zagroził nam w większym stopniu - opowiada Horba, przechodząc do pojedynku z Ehrle.
- To taki zespół, który czyha na rywala na swojej połowie. Byli mega cofnięci i grali wszystko do przodu na chłopaka z "7" na plecach. Mecz zakończył się jednak dla nich bez ani jednego strzału. Mieli ze dwa stałe fragmenty gry, ale tylko na tyle było ich stać. My strzeliliśmy natomiast pięć goli i dopisaliśmy do konta kolejny komplet punktów - relacjonuje trener.
Jego Morzycko plasuje się po trzech kolejkach na czwartej pozycji w tabeli okręgówki.
- Jaki jest cel? Stworzyć zespół, który aktualnie jest w budowie. Trenujemy razem dopiero od miesiąca, ale powoli krystalizuje się cały skład i klub. Próbujemy wraz z zarządem odbudować, to co zostało zaprzepaszczone. Późno zaczęliśmy, dodatkowo budowy nie ułatwia okres wakacyjny. Chłopaki są na wakacjach, albo pracują. Przeciwko Kaście miałem do dyspozycji zaledwie trzynastu zawodników. W dwóch kolejnych meczach było ich po dziewiętnastu. Pełna ekipa będzie dopiero w 4-5 kolejce. Docieramy się i najlepsze dopiero przed nami - akcentuje Wojtek Horba.
Dopytaliśmy też o "cel miejscowy".
- Zobaczymy po rundzie - uśmiecha się 31-latek.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze