W wieku niespełna 90 lat zmarł Roman Grzegorek, znany i ceniony mieszkaniec Gryfina
Roman Grzegorek ( rocznik 1936) przyjechał do Gryfina wraz z mamą Marią (rocznik 1909 ) i starszą siostrą Wiktorią (rocznik 1934) w czerwcu 1946 roku. Poprzednich sześć lat spędzili na Sybirze.
- Zostaliśmy wywiezieni za Ural na pogranicze tajgi. Wyrzucili nas we wsi Biała i kazali szukać sobie lokum. Wielu przebywającym tam rodzinom nakazali z kolei przyjąć przyjezdnych. Rodowici Rosjanie nie chcieli tego robić za darmo. Trzeba im było za to czymś odpłacić. Szybko kobiety pognano do pracy w lasach, gdzie musiały piłami ciąć drzewa i układać uzyskane w ten sposób kawałki drewna. Piekło rozpoczęło się jednak, gdy wszystko dookoła zaczęło topnieć - opowiadał nam o pożodze, która rozpoczęła się zimą 1940 r.
W Gryfinie zamieszkał jako 10 latek. Pamiętał powojenne miasto oraz ówczesnych mieszkanców. Opowiadał o tym wielokrotnie. Nie tylko na naszych łamach, ale również w cyklu Gryfińskie Archiwum Mówione.
- Opowieści Pana Romana zaczynają się już od roku 1947 kiedy przybywa tutaj z transportem kolejowym, z mamą i siostrą z obozu pracy na kazachskich stepach. Opowieści o pierwszych latach życia w Gryfinie przeplatane są humorem, lekkością ale też ogromnym wzruszeniem. Widzimy Gryfino oczami dziecka, nastoletniego licealisty a później młodego mężczyzny. Słuchając Pana Romana przenosimy się w zupełnie inny świat - pisała gmina przed pięcioma laty.
Rodzinie składamy najszczersze wyrazy współczucia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze