Reklama

Nasz Anioł

Ksiądz Łukasz Anioł to gryfinianin, od 1992 roku związany jest z kościołem. Najpierw był ministrantem w parafii na Górnym Tarasie, obecnie jako ksiądz prowadzi na terenie całej Polski Ruch Młodzieży Salwatoriańskiej

Poniżej zamieszczamy fragment wywiadu jakiego udzielił ksiądz dla Gazety Gryfińskiej. Całość można znaleźć w obecnym numerze.

W szkole podstawowej szybko zostałeś ministrantem.

- Faktycznie, od drugiej klasy szkoły podstawowej, z krótkimi przerwami, służyłem do mszy św. Później, w szkole średniej, miałem mniej czasu, ale byłem obecny w kościele jako ministrant. Byłem nim do samego końca, do momentu, w którym poszedłem do seminarium, czyli do 2003 roku.

U nas, twoich kolegów z klasy, przeświadczenie, że zostaniesz księdzem było duże. A ty, w którym momencie zdecydowałeś się obrać taką drogę, kiedy poczułeś powołanie?

Reklama

-Trudno powiedzieć czy to konkretne wydarzenie, czy proces, który dojrzewa w człowieku. Nie ukrywam, że zawsze byłem blisko kościoła i podpatrywałem tych, którzy poszli w hierarchiczne kapłaństwo, czyli księży. Kiedy zapadła ostateczna decyzja? Chyba w klasie maturalnej, gdy pojechałem na dzień skupienia do salwatorianów. Wówczas zdecydowałem, że jeśli zdam maturę, wstąpię do zgromadzenia.

Jak wspominasz okres, gdy byłeś ministrantem?

- Dobrze. Pewnie wiele osób mnie kojarzy, nie byłem świętym ministrantem (śmiech). Byłem normalnym chłopakiem, z różnymi pomysłami na życie, które realizowałem. Ale oprócz tego, zawsze byłem przy ołtarzu.

Reklama

Nie było zbyt wiele monotonii w pełnieniu funkcji ministranta?

- Nie. To życie, a nie ułożony schemat. I jak w życiu, różnie bywało.

Pochodzisz z rodziny katolickiej, praktykującej. Służba przy ołtarzu to tradycja?

- Ministrantem był chyba też mój ojciec.

Nazwisko masz idealne do tego, by pełnić posługę. Może w poprzednich pokoleniach ktoś był księdzem?

- Nie. Ja jestem pierwszy.

Jak Gryfino porównasz do innych miast w Polsce?

- Mieszkam w miasteczku podobnym wielkością do Gryfina, ale jest zupełnie inne. W tym czasie, w którym tam jestem, czyli już piąty rok, oddali do użytku m.in. kino, przychodnię, dwie szkoły, co chwilę coś się zmienia. Gdy wyjeżdżam na miesiąc, to wracam i niemal zawsze widzę zmiany. Nawet drobne, choćby wymianę lamp, kwietników, ale to zawsze coś. Te detale, proste rzeczy też są ważne. Człowiekowi inaczej się mieszka. A w Gryfinie niestety nawet one się nie zmieniają.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama