Daniel Guz, gryfinianin mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii znany jest z organizacji wielu akcji charytatywnych, w czym bardzo wspiera go jego partnerka, Julia. Chociaż mieszkają w Anglii, działają również na rzecz potrzebujących w regionie gryfińskim, skąd oboje pochodzą, co roku dostarczają dary do tutejszych domów dziecka. Tym razem sami potrzebują pomocy. Ulegli poważnemu wypadkowi podczas wycieczki na Filipinach. Są już po operacjach. Rozmawialiśmy z Danielem w minioną niedzielę (15 marca). Opowiedział nam o wszystkim ze szczegółami. Jest ogromnie wdzięczny za wszelką pomoc, którą otrzymują. Cały wywiad w Gazecie Gryfińskiej.
- Spadliśmy ze skutera. Po wypadku od kolegów dowiedziałem się, że Julia zatrzymała się pół metra do słupa energetycznego, a moja głowa była tuż przy samym słupie. Szczęście w nieszczęściu.
Co czuje człowiek w takim momencie? Ból?
- Adrenalina była tak ogromna, że bólu na początku nie czułem. Nie straciliśmy przytomności. Cały czas byłem świadomy, ale w ogromnym szoku. Akurat za nami jechali żołnierze Filipińscy. Słońce prażyło, bo temperatura sięgała ok. 30 stopni C., więc dali nam płachty, aby zrobić nam z nich cień. Ktoś zostawił nam wodę, abyśmy mogli się nią polewać. Cały czas byli z nami członkowie naszej grupy. Czekaliśmy na ambulans. Po chwili przyszedł potężny ból. Rósł z każdą kolejną chwilą.
[...]
Szybko trafiliście do szpitala?
- Dość szybko, ale pierwszy szpital, to niewielki obiekt na prowincji. Tam później okazało się, że Julii i mi źle wbili znieczulenie, nie w żyłę, a gdzieś z boku w mięśnie. Znieczulenie nie działało. Wyliśmy z bólu leżąc obok siebie.
Cały wywiad w Gazecie Gryfińskiej. Kupisz ją również TUTAJ.

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze