Pochodząca z Gryfina mieszkanka Kopenhagi regularnie odwiedza swoją mamę, której blok stoi tuż przy murze obronnym w parku. Równie regularnie oburza ją skandaliczne zachowanie bywalców zacisza między murem a istniejącym tam fragmentem ciepłociągu. Dla wielu gryfinian jest to nieformalna toaleta połączona z sypialnią bezdomnych. Okoliczni mieszkańcy są bezsilni.
Do naszej redakcji pofatygowała się Bożena Hesthaven, która od wielu lat mieszka w stolicy Danii. W Gryfinie przy ul. Niepodległości mieszka jej mama, którą odwiedza średnio co drugi miesiąc. Starsza kobieta za każdym razem prosi córkę, by ta spróbowała coś wskórać w sprawie widoku, jaki ta latami musi tolerować tuż pod swoim oknem.
Jakiś geniusz myśli inżynieryjnej poprowadził kiedyś rury ciepłociągu tak, że między nim a murem powstał idealnie odseparowany od widoku przechodniów azyl podłych manier. Z braku publicznej toalety, latami korzystali z niego bywalcy parku, uczniowie pobliskiej szkoły zwykli popalać tam papierosy, chętnie opróżniano w tym miejscu butelki z mało wytrawnym alkoholem. Miejscówka zyskała sobie uznanie kolejnych pokoleń, które nie przyjmują do wiadomości całkiem schludnej, dostępnej dla wszystkich toalety na dworcu PKP. Ostatnio mieszkańcy sąsiednich bloków, wśród których lwią część stanowią emeryci, odnotowują popularność tego miejsca wśród bezdomnych.
Cały artykuł oraz rozmowa z panią Bożeną w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze