Kibice żyją z podświadomym strachem, że ich idole zakończą kiedyś sportowe kariery. W przypadku KPR niepokój jest nieco mniejszy. Wszystko wskazuje na to, że przez kilka najbliższych lat będziemy świadkami kontynuowania kilku rodzinnych tradycji
Podczas Mistrzostw Województwa Młodzików dowiedzieliśmy się, że w zespole trenera Grzegorza Gniazdowskiego znajduje się kilku graczy ze znajomo brzmiącymi nazwiskami. Szczególnie uderzyła nas obecność dwóch Galusów.
- To nie zbieżność nazwisk. Szymek jest moim synem a Franek bratankiem – pospieszył z wyjaśnieniami Lucjan Galus, lider gryfińskiego 2-ligowca. Jako że przymierzaliśmy się do napisania tekstu o rodzinnych tradycjach (co z kolei jest naszą tradycją w wydaniach świątecznych), informacja o tym spadła niczym… pierwsza gwiazdka z nieba. Zaczynając odpytywanie Lucka nie spodziewaliśmy się jednak… skali przedsięwzięcia. Liczba Galusów w piłce ręcznej przerosła nasza najśmielsze oczekiwania.
- To ja zapoczątkowałem tradycję szczypiorniaka w swojej rodzinie, ale nie jestem już jedynym jej przedstawicielem. Kilka lat temu zainspirowałem swojego bratanka Kubę, który jest obecnie zawodnikiem SMS-u i ma na koncie powołanie do kadry Polski juniorów. Teraz u Grześka Gniazdowskiego grają Szymek i Franek, ale nie tylko. Śladem tej dwójki postanowił pójść też Bartek Runkowski, syn mojego szwagra, który mieszka w Świdwinie – skrupulatnie wylicza 32-latek.
Ale to nie wszystko.
- Zapomniałem dodać, że w piłkę ręczną grała też moja żona Kamila. Zaczynała w Świdwinie, a później przeszła do Kusego Szczecin. Tam się poznaliśmy – uśmiecha się Lucek.
Cały artykuł znajduje się w Gazecie Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze