Wywiad z Adamem Rudawskim, Wojewodą Zachodniopomorskim oraz wiceprzewodniczącym struktur krajowych Polski 2050. Rozmawiamy o polityce, o Elektrowni Dolna Odra, o projekcie Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry oraz o przyszłości Gryfina.
Zanim trafił pan do polityki, przez kilka lat zarządzał między innymi Radiem Szczecin. Pracował pan kiedykolwiek jako dziennikarz?
A. Rudawski: Byłem prezesem Radia Szczecin, więc również podlegał mi redaktor naczelny, ale można określić, że byłem wówczas menadżerem mediów. Przez kilka miesięcy wykonywałem pracę nadzorującego wydawców, ale nie można nazwać tego pracą w charakterze dziennikarza. Nigdy nie pracowałem jako dziennikarz
Gdy prześledziłem pana drogę zawodową, widać, że ogólnie pełnił pan funkcje zarządcze w ramach różnych projektów. Ale dopiero od kilku lat związany jest pan z polityką. Jak w niej się pan odnajduje? Jakie miał pan spojrzenie na polityków, zanim sam pan nim został?
- Politykiem jestem od dwóch i pół roku, gdy zdecydowałem się wystartować w wyborach parlamentarnych namówiony przez Szymona Hołownię, którego poznałem jako ekspert, a nie jako polityk. Jego środowisko zwróciło się do mnie z propozycją, abym zajął się koncepcją tego, jak powinny wyglądać media publiczne w Polsce. Napisałem założenia do ustawy, które spodobały się Szymonowi Hołowni i był to jeden z elementów jego programu. Tak zaczęła się nasza współpraca.
Wcześniej nie był pan w żadnej partii?
- Nigdy nie byłem w partii. Gdy zostałem wojewodą, również jeszcze nie byłem w partii, nawet gdy wcześniej startowałem do Sejmu RP. Przed wyborami parlamentarnymi Szymon Hołownia zaproponował, abym w nich wystartował. Zrobiłem to, ale nie jako partyjna osoba.
Z naszego regionu do Sejmu RP z Trzeciej Drogi wszedł jedynie Jarosław Rzepa, przedstawiciel PSL.
- Zrobiłem dobry wynik, ale zabrakło 2000 głosów do tego, żeby wziąć drugi mandat z naszej wspólnej listy. Ponieważ Polska 2050 w dwóch miejscach w kraju nie miała swoich posłów i jednym z nich było Zachodniopomorskie, zrodziła się koncepcja, żeby wojewodowie byli tam z Polski 2050. Otrzymałem taką propozycję. Nie ukrywam, że była ona dla mnie bardzo zaskakująca. Nigdy wcześniej nie myślałem o tym, aby być wojewodą, czyli urzędnikiem państwowym.
Tutaj ucieczka od polityki nie była już możliwa.
- Jako wojewoda jestem przedstawicielem rządu. Zauważyłem, że również w tej działalności politycznej można zrobić coś pozytywnego, więc zostałem członkiem partii Polska 2050. Podkreślę, że wcześniej nie byłem w żadnej partii, do tego momentu nie angażowałem się politycznie, ani w czasach, kiedy byłem studentem, ani w czasach, gdy pracowałem zawodowo. Przez całą karierę zawodową, byłem menadżerem. Jest więc to dla mnie zupełnie nowa droga.
Polska 2050 Szymona Hołowni miała być alternatywą dla osób zmęczonych wyborem między KO i PiS. Tworzyło ją oddolnie wiele nowych osób, wcześniej dalekich od polityki. A wyszła Trzecia Droga i potem kolejna koalicja.
- Osoby, które od początku były skupione wokół tego projektu, to raczej takie, które chciały coś zmienić w naszej polityce, czyli zasadniczo nie popierały żadnego z dotychczasowych kierunków. Na tym polegała istota tego, żeby nie wchodzić w spór między prawą a lewą stroną sceny politycznej, żeby nie uczestniczyć w wojnie polsko-polskiej, żeby polaryzacja nie postępowała. Pomysł Szymona był taki, żebyśmy zaczęli między sobą rozmawiać, żeby ludzie nie musieli opowiadać się po jednej albo po drugiej stronie.
Chyba nie do końca to się udało?
- W pierwszych wyborach, w 2023 roku udało się, bo wynik był bardzo dobry. Wspólna lista miała prawie 15% poparcia, więc sam pomysł był dobry, idea była właściwa, a dobry wynik był tego potwierdzeniem. Ale jak to w polityce bywa, przyszedł czas rządzenia, przyszły też wybory prezydenckie, w których Szymon Hołownia nie uzyskał już tak dobrego wyniku i wtedy pojawił się kryzys, który został – powiedzmy – zażegnany w momencie, gdy nastąpiła sukcesja Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz.
Musieliście jednak działać w koalicji. A to wiąże się z kompromisami…
- Mimo wszystko, wiele cennych projektów udało się nam zrealizować. Choćby usprawnić projekt kredytu 0%. Młoda osoba spełniająca warunki, mogła wziąć kredyt hipoteczny, od którego odsetki zwracało państwo. Okazało się, że ten kredyt mogli wziąć jednak tylko ci, którzy mieli zdolności kredytowe. A zdolności kredytowe mają zwykle osoby bardziej zasobne, więc, to narzędzie stało się tak popularne, że bogatsi ludzie brali kredyty, odliczali sobie te procenty, a osoby, które zarabiały nawet powyżej średniej krajowej, nie były w stanie w ogóle zaciągnąć kredytu. I wtedy ceny mieszkań zaczęły rosnąć, ludzie zaczęli w nie inwestować, a deweloperzy coraz więcej zarabiać. Ustawa zlikwidowała 0%, jak również uwolniła informację dotyczącą cen. Teraz deweloperzy muszą podawać prawdziwe ceny, muszą je wskazywać na stronie internetowej i dzięki temu ten rynek się wyregulował. Co więcej, ceny mieszkań przestały rosnąć. I to jest jedna z rzeczy, które udało się zrealizować. Realnie pomogliśmy wielu osobom. Mamy kolejne projekty, na przykład, aby akcyza na alkohol poszła na zdrowie, albo żeby kobieta, która jest w ciąży, dostała wypłatę podczas zwolnienia lekarskiego bezpośrednio z ZUS-u, a nie przez 30 dni od pracodawcy. To byłoby dobre dla przedsiębiorców, którzy chętniej będą zatrudniać kobiety, wiedząc, że w takiej sytuacji za ich zwolnienie lekarskie nie zapłacą. Kobiety w ciąży będą natomiast bezpieczniejsze.
A co z Polską 2050? Stery w partii objęła nowa przewodnicząca. W ugrupowaniu jest gorąca atmosfera.
- Myślę, że ten trudniejszy czas dla Polski 2050, wynikający z zamieszania w wewnętrznych wyborach oraz zamieszania po odejściu części posłów, już za nami. Jesteśmy wyrazistym centrum, więc nawet, jeśli część naszych wyborców chwilowo zwątpiła, to mam nadzieję, że wrócą do nas ze swoim poparciem.
Słupki poparcia Polski 2050 może zawrotnie nie rosną po ostatnim kryzysie, ale bardzo mocno urosła pana pozycja w partii. Został pan drugim wiceprzewodniczącym w strukturach krajowych Polski 2050. Czy to oznacza, że wkrótce Adam Rudawski zamieni Szczecin na Warszawę?
- Miałem takie propozycje, ale odmówiłem. Uważam, że rola wojewody jest szczególnie ważnym zadaniem, które warto wykonać do końca, czyli przebyć przez pełną kadencję. Mamy tu kilka projektów, które wspólnie z koalicjantami realizujemy. To między innymi zachodnia obwodnica Szczecina. Dzięki bardzo dobrej współpracy z Arkadiuszem Marchewką i Urzędem Marszałkowskim, udało się na czas przygotować wszystkie zezwolenia i wszystkie zgody na budowę. To jest bardzo duże wyzwanie, bo mowa o wielkiej inwestycji za blisko 9 miliardów złotych. Minister Marchewka sprawnie i dobrze znalazł taki moment, w którym to finansowanie było możliwe. Dzięki temu wreszcie będziemy mieli obwodnicę Szczecina. Dwa pierwsze odcinki są już zakontraktowane. Czekamy na podpisanie umowy na trzeci odcinek. To daje mi dużą satysfakcję. Myślę, że również pozostałym osobom, które w tym uczestniczą. Dlatego, że to jest coś realnego, na co Szczecin czekał ponad 20 lat. Jest też kilka innych projektów, jak terminal kontenerowy w Świnoujściu. On wzbudza trochę kontrowersji, ale to fenomenalny sposób na rozwój naszego regionu. Przypominam, że mamy kilka obszarów, dzięki którym jesteśmy w Polsce bardzo mocni. 80% gazu do Polski wpływa przez zachodniopomorskie. 40% z terminala LNG. Drugie 40% przez rurociąg Baltic Pipe. Wszystko przez zachodniopomorskie. Więc mamy się tutaj czym pochwalić. Dlatego - mimo propozycji - nie skorzystałem z opcji przeniesienia się do Warszawy. Wspólnie możemy osiągnąć jeszcze więcej dla regionu zachodniopomorskiego, a jestem z nim mocno związany, bo tutaj się urodziłem i wychowałem.
Gazowym rurociągiem przejdźmy do tematu elektrowni w Nowym Czarnowie. W tym roku nastąpi symboliczne zaprzestanie produkcji prądu metodą konwencjonalną, czyli węglem. To de facto koniec Elektrowni Dolna Odra.
- Wiadome było, że to proces, który jest nieunikniony w Nowym Czarnowie.
Nie chciałbym wracać do tego, w czasach czyich rządów podjęto taką decyzję, bo obie strony polityczne przerzucają się winą. Wiem, że transformacja energetyczna jest nieunikniona, wiem też, że uczestniczył pan w rozmowach ze związkowcami. Nie można było tego procesu jednak nieco wydłużyć?
- Uważam, że była to decyzja kierunkowa, aby zamienić węgiel na gaz. Powstała w roku 2020. Sześć lat na wykonanie tego planu, to nie był krótki okres. Wydaje mi się, że strona społeczna, jak i pracownicy wiedzieli już od kilku lat, że transformacja nastąpi, może bez dokładnych szczegółów, ale mieli wiedzę o tych planach. Oczywiście, kiedy padły konkretne daty z około rocznym wyprzedzeniem, to ludzie nagle zrozumieli, że to już jest koniec. Faktycznie, w ostatnich miesiącach odbyło się wiele konsultacji społecznych, rozmów. Na Wojewódzkiej Radzie Dialogu Społecznego wielokrotnie omawialiśmy ten temat. Rozmawiałem również z prezesami PGE oraz ze związkami zawodowymi, a także z dyrekcją elektrowni. Ale raczej jako swoisty negocjator, rozjemca, bo to nie są decyzje, które podejmuje wojewoda. Wojewoda jest przedstawicielem Rządu RP, a tutaj decyzje zapadają w PGE. To decyzje korporacyjne w Spółkach Skarbu Państwa. Należy wymienić wiele rzeczy, które zostały dobrze przygotowane w ostatnim roku.
Ma pan na myśli wysokie odprawy, urlopy energetyczne oraz program dobrowolnych odejść dla pracowników elektrowni?
- Jeśli pracownicy nie chcieli skorzystać z propozycji firmy, aby dostać pracę w innych miejscach, mogli skorzystać z jednej z kilku korzystnych form rozstania. Ten proces został - moim zdaniem - przygotowany dobrze. Warunki były naprawdę atrakcyjne, bo niektóre odprawy sięgały od 400 do nawet 700 tysięcy złotych.
W dalszej perspektywie Gryfino jednak na tym ucierpi.
- Oczywiście, lepiej byłoby, gdyby w Gryfinie było więcej miejsc pracy, niż wysokie, jednorazowe odprawy. To jest jasne, ale przypominam, że nowa technologia to około 80 osób zatrudnionych w elektrowni gazowej, a w starej pracowało 800. To jest oczywiście powód zmiany technologii. W zeszłym roku podpisano porozumienie w tej sprawie, związki zawodowe porozumiały się z managementem w sprawie odejść i premii. Więc w mojej opinii PGE wykonało swoją pracę dobrze, przygotowało na to załogę. Prawdą jest, że część strony społecznej czy niektórzy politycy - do czego mają prawo - próbowali jeszcze wydłużyć pracę bloków węglowych. Nie jestem ekspertem w kwestii tej technologii, ale wiemy, że jest ona stara i uznano, że można te bloki węglowe bezpiecznie wygasić. Najistotniejsze dla mnie w tym problemie jest zagospodarowanie części osób, fachowców, którzy tam pracowali. To najważniejszy kierunek, nad którym warto byłoby mocno popracować i mówię tutaj o samorządzie Gryfina, ale również o PGE, o inwestorze, który mógłby te aktywa wykorzystać.
Burmistrz Gryfina publicznie mówi, że przyjeżdżają wielkie zagraniczne koncerny, które chciałyby przejąć aktywa, stworzyć ogromne zakłady, istotne nie tylko dla Gryfina, ale również dla całego regionu szczecińskiego, ale brak jest woli do rozmów ze strony PGE.
- Mogę podać przykłady dwóch podobnych miejscowości, które mamy w Zachodniopomorskiem - to Stargard i Goleniów. Tam parki powstały z inicjatywy samorządów. To trochę inna sytuacja, ale pamiętajmy, że wokół elektrowni również są świetne tereny inwestycyjne, które należą do samorządu, można tam budować kolejne zakłady pracy, nikt nie blokuje takiego rozwoju.
Po elektrowni węglowej zostanie jednak cała infrastruktura, która może być świetną bazą dla inwestorów. Może ktoś zwleka, gdyż boi się ekologów, wszakże, blisko jest piękne Międzyodrze?
- Niezależnie od tego, czy jest w pobliżu park krajobrazowy czy w przyszłości powstanie park narodowy, dzieli je ponad dwa kilometry od terenów elektrowni. Nie ma żadnego niebezpieczeństwa, że tam nie można inwestować. Można! Jest tam świetny teren, który należy przedstawiać inwestorom i moja podpowiedź jest zawsze taka sama: sprawdźcie w Stargardzie i Goleniowie, jak oni to robią w swoich strefach ekonomicznych.
Ale my też mamy strefę ekonomiczną w Gardnie. Chyba wszystkie działki w pierwszej jej części zostały już sprzedane, wkrótce ma zostać ona powiększona. W przypadku gruntów po elektrowni mowa o znacznie większym projekcie przemysłowym.
- Odnoszę wrażenie, że w Gryfinie wszyscy przyzwyczaili się, że ten największy zakład, czyli elektrownia węglowa, jest przemysłowym elementem tego miasta, który zapewni mu bezpieczeństwo na zawsze, bo płaci olbrzymie podatki i daje pracę. Uważam, że należało dużo wcześniej pracować nad tym, aby znaleźć alternatywy. Zalando jest jedną z nich, ale mogło być ich więcej.
Żadna działka w strefie czy gdziekolwiek indziej nie ma jednak takiego potencjału jak grunty przy elektrowni oraz po wygaszanej elektrowni węglowej. Mowa o dostępie do specjalnej nitki gazu, do energii elektrycznej z bloków gazowo-parowych, do wody w postaci specjalnego kanału czy transportu kolejowego jak i drogowego. Ostatnio nawet Marszałek Geblewicz wskazywał Nowe Czarnowo jako jedną z najlepszych lokalizacji dla utworzenia data center, czyli olbrzymich serwerowni.
- Bardzo kibicuję tym sprawom, ale ktoś musi rozpocząć promocję tego miejsca. Są dwa takie podmioty, bo PGE teoretycznie może szukać inwestora na to miejsce, ale pamiętajmy, dopóki elektrownia jeszcze działała, to nie jest takie łatwe. Obok są tereny gotowe i tutaj - moim zdaniem - samorząd Gryfina powinien wzmocnić wysiłki, aby spróbować ściągnąć tam inwestorów, bo wtedy luka, szczególnie w ilościach miejsc pracy, może być idealnie uzupełniona. Szkoda, że wcześniej to się nie wydarzyło, bo obecna transformacja energetyczna byłaby łatwiejsza.
Kończąc ten wątek – można liczyć na Pana jako mediatora, również w przypadku sprzedaży gruntów po elektrowni inwestorom z dużym kapitałem i wielkimi planami?
- Moja rola w tym obszarze może być tylko taka, że zwołam strony i z nimi porozmawiam, ewentualnie coś zarekomenduję, podpowiem. Decyzje w sprawie dalszych losów tych gruntów są po stronie PGE i ewentualnie właściciela, czyli Ministerstwa Aktywów Państwowych oraz samorządu. Jeżeli tylko jako wojewoda, będę mógł w czymś pomóc którejkolwiek z tych stron, to oczywiście jestem do dyspozycji, ale nie zastąpię samorządu, ani nie podejmę decyzji za PGE.

Dlaczego nie powstał Park Narodowy Doliny Dolnej Odry?
- Dlatego, że Prezydent RP zawetował tę ustawę, wbrew decyzjom samorządów, poza Gryfinem, które wyraźnie odmówiło powstania tego parku na swoim terenie, dwukrotnie głosując przeciw. Uważam to za błąd, ale szanuję taką decyzję. Wasi radni wspólnie z burmistrzem stwierdzili, że to nie jest dla nich dobry pomysł. Ja uważam odwrotnie. To byłby impuls dla agroturystyki. Dobrze poprowadzony projekt mógłby te nadodrzańskie tereny pobudzić, bo nie było tam przecież planu budowania wielkich hoteli, tylko właśnie agroturystyka mogła być tym elementem, który dostrzegło Kołbaskowo, Szczecin czy Widuchowa. W Kołbaskowie i w Widuchowej miały powstać tak zwane bramy parku, czyli centra edukacyjne, do którego goście z województwa, z Polski i zza granicy mogliby przyjeżdżać, aby poznawać skarby Międzyodrza. Jest takie centrum w Parku Narodowym Ujście Warty, można je obejrzeć, zobaczyć jak fenomenalne jest to miejsce. Do tego gminy, na terenie których powstałby park narodowy odnosiłyby konkretne korzyści finansowe w postaci subwencji. Gmina Widuchowa dostawałaby ponad milion złotych rocznie.
To nie są jednak wielkie kwoty w odniesieniu do rocznych budżetów – choćby dla Gryfina.
- Bo nie chodzi tylko o same pieniądze. Park narodowy ma uporządkować istotne kwestie na Międzyodrzu. Z 17 podmiotów, które obecnie tam zarządzają, byłby jeden. Po drugie, pamiętajmy też, że przeciwnicy tego parku cały czas mówią o tym, że jest tam droga wodna, że park zablokowałby ruch wodny. To jest kłamstwo! W naszym projekcie ta otulina została zdjęta. A niepodpisanie tej ustawy - moim zdaniem - właśnie rodzi pewne ryzyko w tym aspekcie.
Ten temat ostatecznie uporządkowano autopoprawką. Dlaczego tak późno?
- Według autopoprawki Wody Polskie będą mogły w każdym momencie, bez pytania dyrektora, dbać o szlaki wodne i nawet wejść na teren parku, jeżeli będzie taka konieczność.
Niektórzy mieszkańcy obawiali się powiększenia otuliny.
- Ale my już wcześniej informowaliśmy, że ona nie będzie powiększona.
Ale może być zwiększona rozporządzeniem, z pominięciem samorządów.
- W systemie demokratycznym jest przecież takie prawdopodobieństwo, że będzie znowu rządzić prawa strona. Przecież ona chyba nie wprowadzi tego? Argumenty były nieprawdziwe i decyzję prezydenta - to mówiłem już kiedyś – uznaję za przemocową, ponieważ on nie uznał tego, że radni i mieszkańcy chcą tego park u siebie. Uważam, że ten park powinien powstać, ponieważ on uregulowałby kilka istotnych spraw. Dałby gminom więcej pieniędzy i w końcu, była szansa na miliony złotych, aby udrożnić kanały i wyremontować część urządzeń hydrologicznych, które zabezpieczyłyby Gryfino przed powodzią.
Ale o kwestiach hydrotechnicznych w odniesieniu do zabezpieczeń przeciwpowodziowych było cicho podczas rozmów przez ostatnie półtora roku.
- Ten temat był podnoszony na wielu spotkaniach.
Jako wojewoda mocno zaangażował się pan w ten projekt. Nie bez znaczenia była zapewne pana przynależność do Polski 2050, która kieruje Ministerstwem Klimatu i Środowiska. Czy mógłby pan samokrytycznie powiedzieć czego zabrakło ze strony ministerstwa?
- Niczego. Wykonano wszystko prawidłowo. Odbyły się liczne konsultacje. Zawarto porozumienie z wędkarzami i z rybakami, gwarantujące im możliwość dalszego wędkowania i odławiania ryb przez rybaków. Wszystkie te porozumienia zostały wypracowane długimi rozmowami. Moim zdaniem, nawet gdybyśmy wpisali, że ta otulina nie będzie powiększona, czy też, że nie będzie można jej powiększyć bez zgody samorządów - co być może pojawi się przy następnej ustawie – niestety, też by nie zadziałało na zmianę decyzji prezydenta. Tutaj zadziałało już takie mocne lobby Prawa i Sprawiedliwości, które kiedyś uznawało, że to nie jest dobry pomysł, a mimo tych argumentów, czyli zniesienia tej otuliny, objęcia parkiem narodowym tylko samego Międzyodrza i wyłączenia kanałów poprzecznych z parku do pełnej żeglugi, nie udało się przekonać samorządowców z Gryfina i pana prezydenta. Wydaje mi się, że nawet część osób była ostatecznie do tego przekonana, ale nie chciała zaprzeczyć swoim pierwotnym obietnicom, że parku narodowego tu nie będzie.
Park narodowy jednak powstanie, a dokładnie filia innego parku narodowego na części terenów Międzyodrza.
- Powstać ma specjalny oddział chroniony Drawieńskiego Parku Narodowego. Gminy Kołbaskowo i Szczecin podpisały zgody, odpowiednią uchwałę podjęła też Rada Powiatu. Temat ten przegłosował też Sejmik Województwa Zachodniopomorskiego. Mam nadzieję, że to zaczątek przyszłego parku narodowego i mam nadzieję, że przez najbliższe kilka lat - bo to musi chwilę potrwać - uwypuklą się fundusze i wymieniane przez nas zalety parku narodowego, co przekona samorządowców z pozostałych dwóch gmin, czyli Gryfina i Widuchowej, aby powrócić do projektu Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry.
Czy błędem ze strony ministerstwa był pośpiech w planowaniu PNDDO?
- Na początku było drobne zamieszanie komunikacyjne, ale nie przyjmuję takiego argumentu, że nie było czasu. Gryfino nawet dwukrotnie głosowało nad tą uchwałą i dwukrotnie przedstawiane były pełne dane. Ten proces trwał ponad półtora roku i odbyto wiele spotkań z gryfińskimi radnymi. Było wiele spotkań, również z wędkarzami i z rybakami.
Początkowo nawet radni KO z Gryfina zwracali uwagę na niepełne dane.
- Dlatego to trwało nie półtora miesiąca, a półtora roku. Te dane wystarczyły radnym Szczecina, radnym Widuchowej, radnym Kołbaskowa, oni nie podnosili tego, że jest zbyt duży pośpiech. Przypomnę, że w Kołbaskowie 100% radnych zagłosowało za tym wnioskiem, w Widuchowej 75%, a w Szczecinie ponad połowa.
Trudno jednoznacznie porównać Gryfino do reszty gmin w tym względzie. Moim zdaniem należy wziąć pod uwagę, że Gryfino jest inaczej położone, nie tylko w większym stopniu samo miasto sąsiadowałoby z granicami parku, ale w bliskim sąsiedztwie są też grunty przemysłowe przy elektrowni, więc – nikogo nie broniąc - samorządowcy oczekiwali większych zabezpieczeń i konkretów, a tych nie było na piśmie. Gdzie konkretnie byłaby ochrona czynna, a gdzie bierna, czyli na które obszary nie moglibyśmy wejść?
- Wszystkie było określone, tam cały teren miał być w ochronie czynnej, nie było tu żadnego problemu. Przeciwnicy wskazywali, że nie ma pełnej inwentaryzacji, ale, to nie są prawdziwe rzeczy. Tam od trzydziestu lat istnieje park krajobrazowy, więc inwentaryzacja następuje na bieżąco. Od trzech dekad wiemy, co należy tam chronić. W Gryfinie nie było dobrej atmosfery, radni się nie zgodzili, ale to jest ich decyzja, którą szanuję, jednak uważam za błędną. Nawiązując do wcześniejszego wątku naszej rozmowy, jeżeli Gryfino nie znajdzie nowego pomysłu na siebie, na uzupełnienie tego co stanowiły dla niej bloki węglowe w elektrowni, to będzie obumierać. Uważam, że szansą dla was był park narodowy, bo przecież nawet hasło gminy Gryfino to „Energia Międzyodrza”. Nie bez przyczyny, ktoś je wymyślił przed laty, prawda? Gryfino wyludnia się podobnie jak inne tego typu miejscowości, gdyż ma ten sam problem – jeżeli nie zapewni młodym ludziom przyszłości, tożsamości, to tego typu miejscowości będą powoli zanikać.
Przejdźmy do kolejnego wątku…
- Bardzo mi zależy na Parku Narodowym Doliny Dolnej Odry. Będę przekonywał waszych radnych do tej idei. Szanuję ich decyzje, ale mam nadzieję, że zmienią zdanie na ten temat, gdy zobaczą dobrze rozwijający się obszar chroniony na Międzyodrzu zarządzany jako filia innego parku narodowego.
Pomijając Międzyodrze i elektrownię, z czym wcześniej kojarzyło się panu Gryfino?
- Postrzegałem kiedyś Gryfino jako ciekawe, dobrze rozwijające się miasto. Pierwsze w Zachodniopomorskiem, w którym powstał aquapark. To miasto tętniło życiem kulturalnym, ale również prospołecznym. Oczywiście, wiele wnosiła Elektrownia Dolna Odra finansująca wiele przedsięwzięć, ale niegdyś czuć było pozytywną energię płynąca z tego miasta. Teraz wydaje mi się, że brak decyzji w sprawie parku, ale też problemy, które ujawniły się podczas transformacji energetycznej, czyli oparcia rozwoju tego miasta o jeden zakład, to błędny kierunek. Zabraknie bloków węglowych i nikt nie ma pomysłu jak to miasto ma dalej działać. Ja podpowiadam: zrównoważony rozwój, czyli uaktywnienie strefy gospodarczej, powrót do ciekawych wydarzeń kulturalnych, no i oczywiście wspomniana Energia Międzyodrza, czyli wykorzystanie - niezależnie czy to jest park narodowy, czy park krajobrazowy - energii płynącej z tego wspaniałego miejsca.
Był pan dość aktywny w ostatnim czasie w naszym regionie.
- Byłem obecny nie tylko podczas prac projektowych dotyczących powołania parku narodowego, do waszej gminy przyjeżdżam regularnie. Wielokrotnie rozmawiałem z ludźmi na ulicy i dowiedziałem się od nich, że miasto jest jakby uśpione. Nie czuć tej dynamiki, co kiedyś, nie ma własnej tożsamości i powoli się wyludnia.

Powoli ziszcza się scenariusz Gryfina jako sypialni Szczecina i mam wrażenie, że w tym kierunku to będzie coraz bardziej zmierzało.
- Gryfino może być dobrze rozwijającym się miastem jak Stargard czy Goleniów. Ale to prawda, że macie coraz lepsze połączenie ze Szczecinem, które może wiele zmienić w najbliższej przyszłości.
Szczeciński Obszar Metropolitalny, czyli m.in. SKM-ka, to szansa dla Gryfina, ale tak naprawdę kierunek, w którym Gryfino de facto będzie dzielnicą Szczecina.
- Gdzie ludzie chcą teraz mieszkać? W miejscu, gdzie jest względny spokój, gdzie jest bezpiecznie, gdzie są dobre szkoły, gdzie są dobre dojazdy do dużego miasta, a w Gryfinie akurat to wszystko jest i do tego nie ma korków.
Nie chciałbym, żeby Gryfino stało się tylko sypialnią Szczecina, ale, żeby nasza społeczność, podobnie jak w Stargardzie, miała własną tożsamość i rozwijała się też wewnętrznie.
- Trzymam kciuki za Gryfino, ale wydaje mi się, że mieszkańcy Gryfina, samorząd, radni powinni pomyśleć nad zmianami, żeby już nie opierać się tylko na dobrej współpracy z jedną firmą.
SKM zatrze granice między miastami w regionie szczecińskim? Nie mówię już tylko o Gryfinie, ale też o innymi ościennych miejscowościach Szczecina. Wchłaniając Police, Stargard czy Goleniów, Szczecin może stać się dużą metropolią, jednym organizmem?
- Uważam, że Szczecińska Kolej Metropolitalna, to jedno z epokowych wydarzeń, bardzo podobnych do obwodnicy Szczecina. Znacznie lepsza komunikacja między tymi miastami zmieni ich postrzeganie, rozwinie się tam budownictwo mieszkaniowe i być może będą mogły powstawać nowe firmy, bo łatwiej będzie do nich dojechać. To oczywiste, że lepsza kolej i obwodnica podniosą walory obszaru metropolitalnego, co wzmocni również Gryfino. Warto byłoby właśnie w tej koncepcji pomyśleć o tym, żeby np. rozwijając strefę gospodarczą, licząc na to, że to ludzie ze Szczecina będą jeździć do Gryfina. Dzięki lepszej komunikacji rozwój może być bardziej zrównoważony.
Jeśli jesteśmy przy temacie komunikacji, to muszę zapytać o projekt budowy obwodnicy terenów wiejskich w gminie Gryfino, który jest połączony w jedno przedsięwzięcie GDDKiA wraz z budową nowego węzła na autostradzie Klucz-Radziszewo. GDDKiA przekazuje, że ma już decyzję środowiskową, a na koniec tego roku może być gotowa do ogłoszenia przetargu w systemie projektuj-buduj. Musi mieć jednak zapewnione środki z Ministerstwa Infrastruktury. Gryfinianie mogą w tym względzie liczyć na pana wsparcie?
- Oczywiście. Na pewno jako wojewoda, będę wspierać ten projekt w Ministerstwie Infrastruktury, bo to cenna inwestycja dla całego regionu.
Nie chodzi tylko o wyjęcie drogi krajowej z gęsto zabudowanych miejscowości wiejskich w naszej gminie, ale istotne jest również przesunięcie nienormatywnego zjazdu z autostrady.
- Mam tego świadomość. Ministerstwo Infrastruktury inwestuje w regionie szczecińskim, również ta inwestycja, będzie szczegółowo analizowana jako cenna dla całego regionu, a także dopinająca komunikację obwodnicy na terenie waszej gminy. Po jej wykonaniu Gryfino byłoby świetne skomunikowane ze Szczecinem.
• Rozm. Kamil Miler
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ależ w Gryfinie wszedł lobbing za powstaniem Data Center, które zagotuje wodę w Odrze. :))) Władze Gryfina mogą być pewne, że na jakiekolwiek ruchy w tej sprawie czekają Greenpeace, WWF World, a dziennikarze będą prześwietlać szczegółowo kwestie własności gruntów i powiązania biznesowe.

Ależ w Gryfinie wszedł lobbing za powstaniem Data Center, które zagotuje wodę w Odrze. :))) Władze Gryfina mogą być pewne, że na jakiekolwiek ruchy w tej sprawie czekają Greenpeace, WWF World, a dziennikarze będą prześwietlać szczegółowo kwestie własności gruntów i powiązania biznesowe.