Piotruś Wróbel z Żórawek miał niecały roczek, gdy jego oczy zaatakował nowotwór złośliwy. Jego rodzice podjęli wówczas dramatyczną walkę o zdrowie ich dziecka, a losami Piotrusia żyło całe Gryfino, jak i wiele osób w Polsce, a nawet na świecie. Dziś Piotruś ma 2,5 roku i przechodzi rehabilitację
Piotrusia nie trzeba chyba przedstawiać żadnemu z naszych czytelników. Historia chłopczyka cierpiącego na siatkówczaka obuocznego w poprzednim roku poruszyła serca wielu osób. Przez wiele miesięcy losami Piotrusia żyło całe Gryfino. W tym czasie zorganizowano niezliczoną ilość zbiórek, a w pomoc włączały się osoby z całego świata, z piłkarzami Realu Madryt włącznie. Dzięki okazanemu wsparciu udało się uzbierać astronomiczną, bo wynoszącą aż 1,5 mln złotych kwotę, która była niezbędna dla jego leczenia.
Od naszej ostatniej publikacji o losach małego bohatera, któremu udało się poruszyć serca tak wielu osób minął już prawie rok. Postanowiliśmy sprawdzić, co teraz porabia i jak się czuje.
- W tym czasie regularnie lataliśmy do Stanów Zjednoczonych na kontrole – mówi Justyna, mama Piotrusia. – W prawym oczku guzy zniknęły, w lewym znacząco zmalały. Lekarz mówi, że powinny być cały czas nieaktywne – dodaje.
Podczas wizyt stosowano leczenie laserowe. Ostatni raz lewe oczko chłopczyka leczone było w lutym. Wtedy też lekarz poinformował rodzinę, że jeżeli w ciągu roku, czyli do lutego 2018, nic złego nie będzie się działo, prawdopodobieństwo nawrotu choroby wynosić będzie 1%. Mimo to, 2,5-letni obecnie chłopczyk i tak do 6 roku życia będzie musiał być pod stałą kontrolą lekarzy.
- Tak naprawdę do końca życia trzeba będzie tego pilnować, ale regularne kontrole będzie miał jeszcze przez 3,5 roku – mówi Justyna.
Więcej o tym, co słychać u Piotrusia można przeczytać w obecnym numerze Gazety Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze