- Jako 16-latek zaliczyłem trzy mecze w 3.lidze u trenera Kaliciaka. Chciałem iść w kierunku piłki, rozwijać się, dojść do czegoś poważniejszego, ale niestety prawda jest brutalna. Byłem jeszcze juniorem, nie miał mnie kto poprowadzić. Do tego pochodziłem z wioski, co również nie pozostawało bez znaczenia – mówi Grzegorz Kaniecki, jeden z liderów dzisiejszego Energetyka
Rozmawiamy po meczu z Iskrą, czyli klubem, w którym spędziłeś łącznie prawie 4 lata.
G. Kaniecki: Każdy mecz z byłym klubem, zwłaszcza z takim, z którym byłem związany przez kilka sezonów, jest ważniejszy niż wszystkie inne. Dlatego nie ukrywam. Pojawiło się sporo emocji i czułem się dziwnie.
Pojawiły się też jakieś małe uszczypliwości?
- Znamy się kupę czasu z chłopakami. Spędziliśmy razem fajne chwile, z niektórymi mam kontakt na co dzień. Dlatego oczywiste było, że pojawią się jakieś uszczypliwości ze strony kolegów. Próbowali mi przed meczem wejść do głowy (śmiech).
Z jakim efektem?
- Trochę im się udało, bo mogłem skończyć z czterema golami, ale niestety czegoś zabrakło.
Nie bez znaczenia mógł pozostać fakt, że bramkarzem Iskry jest twój starszy brat.
- Spisał się świetnie. Wyciągał, bronił i czuł mnie w bramce jak młodego. Uważam, że w innych meczach wykorzystałbym takie okazje bramkowe. Może nie wszystkie, ale część na pewno. Coś w głowie było: mecz derbowy, moi koledzy, z którymi chwilę temu dzieliłem szatnie, mój starszy brat w bramce drużyny rywali.
Cały czas sporo łączy cię z Iskrą. Dlaczego zdecydowałeś się więc zimą na transfer do „Energii”.
- Po prostu, chciałem wrócić do Energetyka. Teraz, czy później i tak by się to wydarzyło.
Szczery wywiad z czołowym lokalnym piłkarzem można przeczytać w aktualnej Gazecie Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze