Natalia Zylik mieszka w Gryfinie, dorywczo pracując m.in. na stacji paliw Orlen. Niestety, jej dzieci zostały na Ukrainie. Obecnie nie może ich stamtąd ewakuować, ponieważ znajdują się tuż przy Krymie, w południowej strefie Ukrainy kontrolowanej przez Rosjan. Dzieci przebywają w schronie, ale w Kamiance i okolicznych miejscowościach brakuje jedzenia. Półki sklepowe są puste. Tamtejszy pastor stara się zapewnić jedzenie dla osób przebywających w schronach, dlatego pani Natalia rozpoczęła zbiórkę pieniędzy na ten cel
W niedzielę skontaktowała się z nami Aleksandra Misiuna, przekazując, że małżeństwo z Ukrainy mieszkające w Gryfinie jest w trudnej sytuacji.
- Tam zostały dzieci Natalii. Nie mogą wyjechać, a zaczyna brakować im jedzenia – mówiła A. Misiuna.
Natalia przyjechała do Polski za pracą, zostawiając u swoich rodziców na Ukrainie dwójkę dzieci z poprzednich związków. To 7 i 9 letni chłopcy. Już w naszym mieście poznała Marcina Zylika, z którym wzięła ślub przyjmując jego nazwisko. Niestety, biologiczny ojciec 9-latka utrudniał wyjazd chłopca z kraju, w sprawę zaangażowani byli prawnicy z Polski. Trzy tygodnie temu Natalia i Marcin przyjechali z Ukrainy. Niestety, bez dzieci. Mimo wcześniejszych zapewnień ojca 9-latka, że nie będzie robił problemu z wyjazdem syna, kontakt z nim całkowicie się urwał. Synowie dalej pozostali w Kamionce, u dziadków. To miejscowość położona na przy Krymie. Sytuacja, w jakiej obecnie się znajdują jest trudna.
Tutaj można wpłacić pieniądze: www.zrzutka.pl/uem47a
Z Marcinem Zylikiem (ojczymem chłopców) odbyliśmy rozmowę o aktualnej sytuacji dzieci.
M. Zylik: Dzieci z teściami przebywają w schronie od trzech dni. To Kamionka (Kam’yanka). Można powiedzieć, że ta miejscowość jest już praktycznie rosyjska. Przejęli ją żołnierze rosyjscy. Dostaję zdjęcia i filmy z tamtych rejonów.
Możliwa jest ewakuacja dzieci?
- Na ten moment nie ma na to szans. Teściu boi się podjąć takiego ryzyka i pojechać samochodem, bo wszyscy mogą zginąć. Wyjazdy z miasta są kontrolowane. Trzeba trochę poczekać. Może Rosjanie nie będą, aż tak bardzo zwyrodniali i utworzą jakieś punkty przepustowe oraz korytarze humanitarne.
Zbieracie pieniądze tylko na jedzenie?
- Tak, dla mieszkańców Kam’yanki, Nowej Kachowki i pobliskich miejscowości zorganizowaliśmy tą zbiórkę. Dzisiaj żona dzwoniła do swojej babci, która mieszka 20 km dalej i przekazała, że w sklepie zostały tylko dwa opakowania makaronu i kilka konserw. Ludzie na wsi mają gęsi czy kaczki, to może mięso będą mieli, ale wiele produktów spożywczych brakuje.
W jaki sposób chcecie je dostarczyć?
- Mamy kontakt z pastorem kościoła zielonoświątkowego, Siergiejem. On wszystkim będzie dysponował i dostarczy zakupione produkty do schronów. To zaufana osoba. Na początku inwazji próbowaliśmy przez niego ewakuować do Polski nasze dzieci, ale nie dało rady. To nie jest tak, że zbiórka musi zostać szybko zamknięta. Wszyscy czekają na zaopatrzenie sklepów. Żonie przekazano, że powoli nawet żołnierze rosyjscy nie mają co jeść. Ludzie boją się, że zacznie dochodzić do prywatnych grabieży ich domów.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze