Czy możliwe jest, by zasłużona dla danej społeczności postać została niemal zupełnie zapomniana? By nie zachowały się żadne artykuły ani dokumenty przedstawiające jej dokonania? By, po upływie kilkudziesięciu lat, nie posiadała nawet własnego nazwiska?
„Sprawa Junga” rozpoczęła się w lutym, po publikacji wywiadu z Ryszardem Wierzbowskim.
- Wyszło super, rodzina jest zachwycona. Syn śmieje się, że dowiedział się informacji o życiu ojca dopiero z gazety. Nigdy nie lubiłem o sobie dużo opowiadać. W tym wszystkim zapomniałem wspomnieć o jednej osobie. Dziś przypomnieliśmy sobie z bratem o działaczu, na którego wołaliśmy „Jung”. Kazimierz Jung. Słyszał pan o nim? – spytał „Gaweł”.
- Nie, ale chętnie bym posłuchał. Co jeszcze pan o nim pamięta? – złapałem zarzuconą przynętę.
- Niewiele. W latach 60. był kierownikiem w Polonii Gryfino. Bardzo zaangażowany działacz piłkarski, który znał się na wszystkim, tak, jakby kiedyś, przed przyjazdem do naszego miasta, miał już do czynienia z pracą na rzecz kultury fizycznej. Znał przepisy, dobrze obracał się sportowym świecie. Robił wiele dla klubu, w pewnym momencie był niezastąpiony. Na pewno miał coś wspólnego z medycyną. Daję do telefonu mojego brata.
- Dzień dobry, tak jak Rysiek mówił „Jung” był klubowym medykiem. Jeśli pojawiała się kontuzja, to właśnie on nas leczył. Miał wiedzę, traktowaliśmy go jako specjalistę – scharakteryzował Zdzisław Wierzbowski.
- Był lekarzem?
- Raczej nie. Może felczerem? Na pewno nie pracował w szpitalu. Miał wtedy około czterdziestu lat i sam był bardzo schorowany. Intelektualista, ale lubił pić i chyba trochę nadużywał. Wyjechał stąd jakieś pięćdziesiąt lat temu. Tyle pamiętam, daję z powrotem brata.
- Halo, nawet nie znamy jego nazwiska, bo Kazimierz nie był stąd, tylko przyjechał długo po wojnie. Ale na 99% Jungiewicz. Może uda się panu coś ustalić – skwitował pan Ryszard, jakby zrzucając ciężar z własnych bark, na redaktorskie ramiona.
- Szkoda, gdyby pamięć o nim odeszła wraz z nami, ostatnimi, którzy go tutaj pamiętają – wyprowadził ostateczny cios w mój sentymentalizm.
Cały artykuł znajduje się w Gazecie Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze