Kluczowa zmiana w Elektrowni Dolna Odra - poznaliśmy nowego dyrektora oddziału. Został nim wieloletni pracownik, gryfinianin, prywatnie mąż przewodniczącej NSZZ Solidarność w EDO. Niektórzy mówią o konflikcie interesów, ale z taką narracją nie zgadza się Anna Grudzińska. Zmiana ta nastąpiła w niezwykle gorącym okresie. Władze spółki w ostatnich dniach potwierdziły plany dotyczące zwolnień grupowych. Przez 20 dni mają wypracować porozumienie ze stroną społeczną.
A aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej piszemy nie tylko o nominacji dla J. Grudzińskiego, ale również o aktualnej sytuacji dotyczącej zwolnień grupowych. Związkowcy otrzymali oficjalne dokumenty dotyczące planów. Stanowisko strony społecznej będzie jednak w tej kwestii istotne.
Więcej w Gazecie Gryfińskiej.
Rozmowa z Anną Grudzińską, przewodniczącą NSZZ Solidarność w Elektrowni Dolna Odra, prywatnie - żoną nowego dyrektor EDO.
Czy nominacja dla pani męża na stanowisko dyrektora oddziału - w pani ocenie - może kolidować z pani stanowiskiem w NSZZ Solidarność?
A. Grudzińska: Powołanie na stanowisko było decyzją zarządczą niezależną od organizacji NSZZ Solidarność, a w obecnych uwarunkowaniach zewnętrznych w szczególności. Mnie także to zaskoczyło, ale rozumiem, że było to poprzedzone analizą sytuacji i jego kompetencji oraz wynikło z obiektywnych przesłanek. Żona w związkach – nie może „dyskredytować” go jako specjalisty i doświadczonego energetyka, od wielu lat pełniącego funkcje kierownicze – na długo zanim ja się pojawiłam w Dolnej Odrze. Mój mąż dotychczas nie pełnił żadnych funkcji w organach statutowych związku, ale jak 98% załogi, bo takie jest uzwiązkowienie w naszym oddziale, jest członkiem tej samej od początku zatrudnienia czyli już ponad 35 lat organizacji związkowej NSZZ Solidarność.
W związku z tym żadne formalne kolizje nie występują. Moja funkcja jako przewodniczącej i jego obecnie jako pracodawcy w zakresie zadań, celów i przypisanych kompetencji jest zdefiniowana odrębnymi regulacjami prawnymi, a jestem przekonana, że działanie dla dobra i na rzecz załogi przy zachowaniu wysokich standardów przez każdą ze stron będzie możliwe, szczególnie w najbliższych pełnych wyzwań miesiącach. Nigdy nie miałam problemu z wyraźnym stawianiem granic między życiem zawodowym i prywatnym. Moja funkcja przewodniczącej i wiele innych w strukturach związku na szczeblu ponadzakładowym w NSZZ Solidarność jest zawsze wynikiem wyboru ze strony ludzi, a nie wynika z nominacji zarządów czy dyrekcji. To wyraz zaufania do bycia skutecznym w reprezentowaniu spraw pracowniczych.
Uwzględniając sytuację w jakiej znajduje się EDO i trudne negocjacje z władzami oddziału oraz spółki odnośnie zwolnień i wygaszenia bloków węglowych, może to być jednak kłopotliwe.
- Decyzje na szczeblu korporacyjnym i ministerialnym względem Dolnej Odry już ostatecznie zapadły. Powołanie dyrektora po fakcie ich podjęcia powoduje, że w procesie negocjacji zasad realizacji zobowiązań PGE GiEK będzie on toczył rozmowy ze wszystkimi związkami zawodowymi działającymi w O/EDO, więc nie tylko ze mną. Nie ma mowy o realizacji indywidualnych czy wybiorczych ustaleń. To rozmowy zawsze z całą stroną społeczną w odniesieniu do ogółu zatrudnionych. Wszystko musi przebiegać transparentnie. To bardzo trudny dla wszystkich stron czas, nigdy nikt z nas nie stawał w obliczu takich wyzwań – EDO jest pierwszym oddziałem w strukturach PGE GiEK SA, w którym mamy zwolnienia grupowe z powodu zaprzestania produkcji.
W związku z planowanymi przez PGE GiEK działaniami w przebiegu procesu w naszej lokalizacji dobrze, że po stronie pracodawcy będzie w tym uczestniczył ktoś kto zna specyfikę pracy, cały proces technologiczny oraz załogę elektrowni, a nie człowiek przysłany z zewnątrz. By móc zgłaszać inicjatywy, gospodarować zasobami ludzkimi oraz umiejętnie wykorzystać potencjał oddziału w dostosowaniu do zmieniającego się dynamicznie otoczenia - jest to w mojej ocenie zdecydowanie pozytywnym aspektem.
Ważne jest aby ustalenia i decyzje w tym zakresie w odniesieniu do pracowników były wynikiem powrotu do rzeczywistego dialogu z ustawowymi przedstawicielami załogi, a wszystkie podpisane porozumienia zostały dotrzymane.
Jak więc oceni pani nominację dla p. Jarosława Grudzińskiego na stanowisko dyrektora EDO?
- Jarosław Grudziński pracuje w Elektrowni Dolna Odra od 35 lat. Od 2006 roku na stanowiskach kierowniczych, a od 2017 kolejno na stanowiskach Głównego Inżyniera ds. Utrzymania Ruchu, Głównego Inżyniera Elektrociepłowni Szczecin i do dnia 02.10.2025r. Głównego Inżyniera ds. Wytwarzania Elektrowni Dolna Odra. Jest inżynierem elektroenergetykiem, magistrem ekonomii, posiada tytuł MBA w ramach ukończenia Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania w Warszawie oraz ukończył kilka kierunkowych pod kątem energetyki fakultetów - między innymi na Politechnice Warszawskiej.
Nominacja na stanowisko dyrektora w obecnych okolicznościach jest niewątpliwym wyzwaniem. Wiem, że posiada cechy charakteru i postawę niekonfrontacyjną, dąży zawsze do wypracowania kompromisu. Jest otwarty na nowe doświadczenia, nieustannie dąży do osobistego rozwoju. Ze swojej strony – z osobistego punku widzenia, nie zazdroszczę roli jaką mu powierzono, a pozostawiam do przyszłej oceny pracowników i czytelników jak zostanie zapamiętany. Wierzę, że każdy na starcie zasługuje na kredyt zaufania i prawo do obiektywnych ocen, a nie kierowaniem się uprzedzeniami czy narracją nie polegającą na prawdzie.
O ELEKTROWNI WIĘCEJ W GAZECIE GRYFIŃSKIEJ:
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Chwalą nas.....
Śmieszne te Gryfino. Powinno mieć nazwę „Gryfino-układy”
Zzzp
Metody PRL forever. Wystarczy, że wykorzystali czyjąś słabość i ją wspierali. Niektórym wystarczała "wygrana w totolotka". Inni potrzebowali talonu na auto w dawnych czasach. Jeszcze inni chcieli, żeby dziecko dostało się na studia bez pochodzenia. Byli tacy, którymi testosteron rządził. Albo tacy, którzy go prawie nie mieli. I to nie byli ideowcy, a władza robiła z nimi co chciała a oni byli zadowoleni z siebie. Czasy się zmieniły i dzisiaj w cenie jest parcie na szkło i parę groszy więcej co miesiąc. Koalicjanci z 13 XII rozgrywają ten mecz jakby grali z San Marino. Tylko, że San Marino gra, bo lubi i wie, że jak przegra, to się tego nie musi wstydzić.

Chwalą nas.....
Śmieszne te Gryfino. Powinno mieć nazwę „Gryfino-układy”
Zzzp