Energetyk szykuje się do trzech meczów, które zadecydują o losach awansu. Z tej okazji przepytujemy zawodnika KSE, Tomasza Adamczaka
Przez kilka lat byłeś w Schwedt podstawowym zawodnikiem. Nie myślałeś wówczas o powrocie do Energetyka?
- Szczerze, nie. W Niemczech były wyniki, atmosfera.
Dlaczego więc zdecydowałeś się przyjść do KSE właśnie teraz?
- Trener Marcin Łapiński zaproponował mi, abym spróbował. Trenował mnie w Widuchowej, razem graliśmy w Schwedt. Porozmawialiśmy, zacząłem okres przygotowawczy, spodobało mi się i zostałem. Poza tym od kilku lat mieszkam w Gryfinie, mam tutaj pracę.
A jak oceniasz swój powrót? Twoje oczekiwania związane z KSE raczej nie sprostały rzeczywistości. Gracie słabo.
- Nie ma co ukrywać: gramy poniżej oczekiwań. To dziwne, bo dobrze przepracowaliśmy zimowy okres, w treningach i sparingach wyglądało to bardzo dobrze. Jesteśmy świadomi, że możemy dużo więcej.
Cały wywiad znajduje się w Gazecie Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze