Katarzyna Kotula potwierdziła na łamach „Faktu”, że opowiadała „Gazecie Gryfińskiej” o swoich naukowych planach. Jednocześnie zaakcentowała, że dziennikarze przekręcili jej słowa, myląc czas przyszły z teraźniejszym. Dokładnie przejrzeliśmy redakcyjne archiwum, czytając wszystkie teksty dotyczące gryfińskiej polityk. Okazuje się, że Ministra ds. Równości wspominała o pracy doktorskiej w każdym wywiadzie, którego udzieliła nam zanim została posłanką. W świątecznym wydaniu z 2020 r. zdradziła natomiast, że gdyby nie Sejm, to pewnie zostałaby neurochirurżką
Przed dwoma dniami wyszło na jaw, że Katarzyna Kotula nie jest magistrem filologii angielskiej po Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Dziś w jej biogramie, znajdującym się na stronie sejmowej, można przeczytać o licencjacie obronionym w Szczecińskiej Wyższej Szkole Collegium Balticum.
Jako pierwszy poinformował o tym Portal Strefa Edukacji. Gdy sprawa została upubliczniona napisaliśmy artykuł, w którym przytoczyliśmy archiwalną wypowiedź dzisiejszej Ministry ds. Równości. Gryfińska polityk, w kwietniu 2019 r., informowała na naszych łamach o „wciąż odkładanym na bok doktoracie z rozwoju mowy w rzadkich wadach genetycznych”.
18 czerwca 2019 r. udzieliła natomiast wywiadu, w którym rozszerzyła wątek naukowych zainteresowań.
- Piszę doktorat z neurojęzykoznawstwa i powiem szczerze, im głębiej w naukę, tym dalej od kościoła. To przeważyło. Ale kościołowi przyglądam się z bliska od dawna. W 1993 r. wyjechałam do Stanów Zjednoczonych jako bardzo gorliwa katoliczka, gdzie zamieszkałam z mormonami, którzy mieli monopol w tamtejszym regionie. Byliśmy mniejszością jako katolicy. To wzbudziło we mnie ciekawość. Zaczęłam interesować się innymi religiami, odwiedzając co tydzień inne kościoły. Gdy 16 lat temu moja córka rozpoczynała naukę w szkole, w Polsce, to wypisałam ją z lekcji religii. Głównie z tego powodu, że była dziewczynką, a mi nie odpowiadała linia kościoła w stosunku do kobiet - odpowiedziała na pytanie dotyczące apostazji, której dokonała rok wcześniej.
Ministra przyznaje, ale...
Wracamy do tej kwestii za sprawą wywiadu, którego Katarzyna Kotula udzieliła wczoraj „Faktowi”. W tekście pojawia się bowiem obszerny fragment dotyczący naszej gazety.
- To były tylko plany, wiele lat temu nie autoryzowałam nigdy żadnych wywiadów. Na pewno opowiadałam wtedy z pasją o tym, że chcę taki doktorat napisać, dlatego że to jest główna sfera mojego zainteresowania i bardzo bym chciała to zrobić i raczej opowiadałam o tym w kategoriach: „planuję, chciałabym, takie są moje plany” – skomentowała Kotula.
Potwierdza więc, że mówiła publicznie o swoim doktoracie, choć inaczej przedstawia okoliczności. Można odnieść wrażenie, że to „Gazeta Gryfińska” przypisała dzisiejszej Ministrze ds. Równości słowa o jej naukowej drodze. Co znamienne dla sprawy, nasi dziennikarze nigdy sami nie poruszyli z Kotulą tej kwestii. Gryfińska polityk w obu przypadkach sama rozpoczynała temat, w mimencie gdy była pytana o hobby oraz kościół katolicki. Jednocześnie nie zasygnalizowała, że nie posiada tytułu magistra, którego nie zdołała uzyskać mimo jedenastu lat studiów. Dlaczego więc mówiła o doktoracie (rozpoczętym, bądź planowanym) w rozmowie z największą gazetą powiatu, która trafia do tysięcy czytelników?
Ponownie przejrzeliśmy nasze archiwum, odkrywając, że w „okresie przedsejmowym” poruszała ten wątek w każdym wywiadzie, który z nią przeprowadzaliśmy. Po raz pierwszy w 2017 r., gdy debiutowała na naszych łamach, czyniąc to jako przedstawicielka gryfińskiego Strajku Kobiet.
- Moje początki na tym polu (walki o prawa kobiet – przyp. red.) to rok 1997. Byłam wtedy na studiach, moja pierwsza praca naukowa, czyli praca magisterska, to była analiza feministyczna różnych gatunków literackich. Już wtedy uczęszczałam regularnie na spotkania Stowarzyszenia Kobiet Konsola – powiedziała w swoim pierwszym wywiadzie na łamach „Gazety Gryfińskiej”.
Nie wspomniała jedynie, że ostatecznie nie ukończyła pisania, a w konsekwencji studiów. Zamiast tego przeszła do kwestii doktoratu, który w przyszłości ma zamiar uzyskać.
- Po powrocie ze szkoły średniej w USA podjęłam decyzję, że pójdę na filologię angielską do Poznania, chociaż nie byłam pewna na jakie studia się udać, bo nie do końca chyba wiedziałam, co chcę w życiu robić. Patrząc z dzisiejszej perspektywy moja decyzja byłaby inna. Byłaby to medycyna. Teraz próbuję połączyć te dwie dziedziny. Jeśli czas na to pozwoli, i motywacja też, to za kilka lat mam nadzieję uzyskać tytuł doktora nauk filologicznych, ale w dziedzinie neurojęzykonzawstwa, rzadkie wady genetyczne a rozwój mowy. Jak genetyka ma wpływ na fenotyp, jak rozwija się mowa w przypadku tych wad, ale też afazje językowe itd. To jest moja pasja. Czyli można powiedzieć, że po tylu latach uzmysłowiłam sobie, co jest moją najważniejszą pasją - poza tym, co robię na co dzień, bo absolutnie kocham moją pracę – opowiadała w 2017 r.
Nie tylko w prasie
Wizję naukowej kariery roztaczała nie tylko za pośrednictwem lokalnej prasy. O swoich planach i aspiracjach opowiadała podczas prywatnych rozmów oraz publicznych spotkań. Pisała o nich również w internecie. Zarówno na kontach oficjalnych, jak i w komentarzach pod artykułami na swój temat.
- “Language development and speech pathology in rare genetic mutations. Genotype and phenotype in Williams Syndrome” :) takie tam dołożenie cegiełki do wczesnego wykrywania zaburzeń w rozwoju mowy w rzadkich wadach genetycznych, na postawie określonego fenotypu. Pozdrawiam ;) – napisała 7 lutego 2019 r., w komentarzu pod artykułem „Wiosna Roberta Biedronia w Gryfinie! Katarzyna Kotula zaprasza do współpracy!”.
To jej odpowiedź w dyskusji, w której zarzucono członkom Wiosny „pozowanie” na wykształconych i elokwentnych.

- Dopiero po 30 roku życia zdałam sobie sprawę, że całe życie chciała zostać neurochirurżką. Mózg i neuronauki to moja największa pasja. Żałuję, że jestem już zbyt wiekowa, żeby iść na medycynę i móc operować na otwartym mózgu – napisała z kolei 9 października 2019 r. na Facebooku, dołączając selfie znad książek.

Wątek studiów medycznych poruszyła również po wejściu do Sejmu. W 2020 r. przyznała naszej dziennikarce, że bycie posłanką przeszkodziło jej w… zostaniu lekarzem.
- Od zawsze interesowałam się genealogią, ale dopiero rok temu, po 7 latach poszukiwań, udało mi się zebrać szczegółowe dane dotyczące przodków dalej niż trzy pokolenia wstecz. W linii kobiecej, zaczynając od mojej córki, udało mi się zidentyfikować 8 kobiet. Lubię naukowe tematy, właściwie nie tylko historyczne. Zagłębiam się na co dzień w dziedzinę biologiczno-psychologiczną, czy lingwistyczną. Gdybym nie była posłanką, to pewnie zostałabym neurochirurgiem, niestety za późno odkryłam tą pasję. U nas naukowe zainteresowania są rodzinne, bo tato z kolei zgłębia tajniki fizyki i astrofizyki. Pewnie dlatego nasze prezenty świąteczne to głównie książki – opowiadała w wydaniu bożonarodzeniowym.
Postawiła na rodzinę
Do wszystkich zarzutów i nieścisłości Katarzyna Kotula postanowiła odnieść się za pośrednictwem „Faktu”, któremu opowiedziała ze szczegółami o obu „podejściach”, łącznie jedenastu latach studiów.
- W 1995 r. Katarzyna Kotula wróciła ze Stanów Zjednoczonych do Polski, a rok później podjęła jednolite studia magisterskie na kierunku filologia angielska. Na ostatnim roku studiów zmuszona była przerwać naukę ze względu na ciążę. Ministra ds. równości skoncentrowała się wówczas na wychowywaniu córki, co uniemożliwiło jej ukończenie studiów na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu – czytamy w tekście, w którym pojawia się komentarz samej zainteresowanej.
- Kiedy zaszłam w ciążę w 2001 r., to musiałam wybierać i wybrałam wtedy rodzinę. Po wielu latach próbowałam wrócić, ale wtedy wszystko było już inne. Każda młoda mama wie, że po założeniu rodziny priorytety się zmieniają. Musiałam zaczynać wszystko od nowa i to zrobiłam – doprecyzowała Kotula, przechodząc do 2010 r., gdy została studentką pierwszego roku w Collegium Balticum.
- Pracy magisterskiej nie przedłożyłam i nie przystąpiłam do jej obrony, pomimo zaliczenia wszystkich wymaganych przedmiotów, ponieważ przygotowania tej pracy przerwała nagła choroba bliskiej mi osoby. Moim marzeniem było, zrobić magisterium. Pisałam pracę o rozwoju mowy w rzadkich wadach genetycznych i bardzo chciałam zrobić z tego doktorat. To moja ogromna pasja, ale wiele lat temu postawiłam rodzinę ponad nią – wyjaśniła.
Zapewnia, że była niezwykle bliska osiągnięcia celu.
- Została mi obrona pracy, muszę ją dokończyć, został mi rozdział podsumowania i po prostu chcę się obronić. Bardzo bym chciała to zrobić przed pięćdziesiątką. Za tydzień mam urodziny, czterdzieste ósme, więc zostaną mi dwa lata, to może też jest dobry motyw, żeby pokazać innym kobietom, innym dziewczynom, że można, że to jest w naszym zasięgu, że w każdym momencie można wrócić i spełniać swoje marzenia – czytamy we wczorajszym (25.01) artykule „Faktu”.
Pomyłka, czy autokreacja?
Tekst kończą przeprosiny (" Ja mogę dzisiaj stanąć prawdzie w oczy i powiedzieć, że bardzo przepraszam"), chciaż nie wiadomo za co. Odnosząc się do całej sytuacji K. Kotula akcentuje bowiem, że zamieszanie wokół jej wykształcenia nie wynikało z kłamstwa, lecz pomyłki. Względnie błędów innych osób (pracowników Kancelarii Sejmu, lokalnych dziennikarzy), którzy źle ją zrozumieli, bądź przekręcili jej słowa.
Czytając całą litanię wyjaśnień trudno nie odnieść wrażenia, że w opisywanej sprawie nastąpiło wyjątkowe stężenie przypadków i zbiegów okoliczności. Kolejny dotyczy kariery zawodowej. Na Wikipedii oraz prywatnej stronie ministry można było przeczytać, że była nauczycielką w Zespole Szkół Ogólnokształcących w Gryfinie. Bez adnotacji, że jedynie w zastępstwie, które trwało przez… 23 dni (od 13 września do 5 października 2012 r., jak podaje dyrekcja).
Dlatego wielu czytelników nie wierzy w tłumaczenia Katarzyny Kotuli, poddając też w wątpliwość zapewnienia polityczki, o braku korzyści wynikających z „magisterskiej pomyłki”. Sporo naszych rozmówców zarzuca ministrze działanie z premedytacją, nakierunkowane na osiągnięcie celu – budowanie marki osobistej i ukazanie w dobrym, choć niekoniecznie prawdziwym świetle.
Opowieści o doktoracie, akcentowanie swojej „cegiełki do rozwoju badań”, czy wyznania o studiach medycznych i odkrytej pasji do neurochirurgii były bowiem wypowiadane przez Kotulę w momencie, gdy tworzyła gryfińskie struktury Wiosny Biedronia oraz szykowała się do wyborów.
W maju 2019 r. nie weszła wprawdzie do Parlamentu Europejskiego, ale zyskała 3143 głosów i rozpoznawalność, która zaowocowała pięć miesięcy później. W październiku 2019 r. głos na Kotulę oddało już 7557 wyborców, co pozwoliło gryfiniance znaleźć się w sejmowych ławach.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
U tej Pani kłamstwo za kłamstwem. O swojej pracy magisterskiej mówi w 2016roku tak "...przygotowania tej pracy przerwała nagła choroba bliskiej mi osoby. Moim marzeniem było, zrobić magisterium. Pisałam pracę o rozwoju mowy w rzadkich wadach genetycznych..." A w 2017 r. o tej pracy mowi tak "- Moje początki na tym polu to rok 1997. Byłam wtedy na studiach, moja pierwsza praca naukowa, czyli praca magisterska to była analiza feministyczna różnych gatunków literackich." Nie wierze w ani jedno słowo tego kłamczucha. Wczoraj próba wybrnięcia w wywiadzie, jutro może konferencja, po jutrze wizyta w tv. Skończy się na tym że atakują Ją hejerzy, że jest przesladowana, spłacze się na wizji i wszyscy będą musieli przepraszać a Jej włos z głowy nie spadnie.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Tej pani już dziękujemy,
Niesamowite urojenia ma ta kobieta.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
DOKLADNIE
Trzeba pilnie sprawdzić, czy choć ten licencjat jest prawdziwy ! Jakiś profesor napisał na fb ze Collegium Balticum nie miało prawa do przyznawana licencjatów z anglistyki !
Zrobiĺa jakiś lewy licencjat na uczelni krzak, ta prywatna uczelnia już to komentowała
NIE DO OBRONY !!!!!!!!!!!!
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Nie wiedzieliśmy, że Kotula kłamie. To, że nie posiada magisterki wyszło w tym tygodniu, co rzuciło nowe światło na słowa o doktoracie.
Dziękuję za odpowiedź.
Kotula najprawdopodobniej nie posiada nawet licencjatu o którym teraz informuje ! Prof. Radecki, kierownik nauczycielskiego kolegium CB pisze : Pani Kotula rzeczywiście niedokładnie poinformowała społeczeństwo. Nie mogła uzyskać tytułu licencjackiego CB, bo takich uprawnień ta legalna szkoła wyższa nie posiadała, ale mogła zdać egzamin w Nauczycielski Kolegium Języków Obcych i obronić pracę licencjacka w UAM w Poznaniu. Czyli trzeba zapytać w Poznaniu czy czy KK obroniła u nich pracę licencjacką bo jeśli nie to znów skłamała i NIE posiada wyższego wykształcenia nawet na poziomie licencjackim A może tak pokaże dyplom który posiada !
Odnosząc się do zapytań, potwierdzamy, iż Pani Katarzyna Kotula ukończyła studia 12 lipca 2013 uzyskując DYPLOM licencjata na kierunku filologia w specjalności filologia angielska w zakresie nauczycielskim. Ogłosiło Collegium Balticum (...)
Dzięki. "Zamazałem" komentarz, bo sprawdzam od wczoraj wątek i ruszam tym tropem. Dzięki bardzo!
Czyżby... - "pseudologia (inaczej pseudologia fantastica, mitomania, kłamstwo patologiczne, zespół Delbrücka, łac. mitomania, ang. pathological lying) – zaburzenie psychiczne objawiające się patologiczną skłonnością do opowiadania kłamstw najczęściej pod postacią zmyślonych opowiadań przedstawiających opowiadającego w korzystnym świetle."? Więcej na ten temat tu: https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Pseudologia Czy Redakcja "Gazety Gryfińskiej" przekazała zebrane informacje i materiały na temat mijania się z prawdą pani ministry do odpowiednich organów, np. KPRM, która ją zatrudnia...? W naborach na stanowiska urzędnicze trzeba wykazać się odpowiednim, udokumentowanym wykształceniem (dyplomy itd.). A na stronę Sejmu czy Poselską można sobie wpisać - "co dusza zapragnie"...
A jak wygrażał palcem jak pouczała jak chciała być w MON
Widać po komentarzach że ta pani dużo zrobiła dla miasta i regionu...Jest bardzo lubiana i wszyscy jej dobrze rzyczą.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Kolejna lewoskrętna oszołomka. Dołączyła do zaszczytnego grona z Kwaśniewskim i Jaskiernią. Analnalena Buerbock zielona ministra tylko średnie wykształcenie

U tej Pani kłamstwo za kłamstwem. O swojej pracy magisterskiej mówi w 2016roku tak "...przygotowania tej pracy przerwała nagła choroba bliskiej mi osoby. Moim marzeniem było, zrobić magisterium. Pisałam pracę o rozwoju mowy w rzadkich wadach genetycznych..." A w 2017 r. o tej pracy mowi tak "- Moje początki na tym polu to rok 1997. Byłam wtedy na studiach, moja pierwsza praca naukowa, czyli praca magisterska to była analiza feministyczna różnych gatunków literackich." Nie wierze w ani jedno słowo tego kłamczucha. Wczoraj próba wybrnięcia w wywiadzie, jutro może konferencja, po jutrze wizyta w tv. Skończy się na tym że atakują Ją hejerzy, że jest przesladowana, spłacze się na wizji i wszyscy będą musieli przepraszać a Jej włos z głowy nie spadnie.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Tej pani już dziękujemy,