W wieku 95 lat odeszła Stanisława Bracha. Sybiraczka i pionierka Gryfina
Pani Stanisława była jedną z bohaterek działu "Pionierzy Gryfina". Opowiadała w nim nie tylko o naszym mieście, ale także wydarzeniach wojennych.
- 17 września 1939 r. do mojego rodzinnego miasteczka wkroczyły wojska radzieckie. Miałam wtedy 10 lat. Mieszkaliśmy w miejscowości Korzec na Wołyniu, 3 km od granicy ze Związkiem Radzieckim. Czołgi wjechały główną ulicą około piątej nad ranem. Mój ojciec szybko wtedy wstał i pobiegł na posterunek. Tego dnia wszystkich policjantów wywieźli z miasta do niedalekiej Szepetówki. Mama, siostra i ja zostałyśmy w domu same - opowiadała o ostatnim dniu, w którym widziała swojego ojca.
W Gryfinie pojawiła się 5 czerwca 1946 r.
- Przyjechałam tu z mamą i młodszą siostrą z Kazachstanu. Już od Stargardu każdy z przewożonych transportem mógł wysiadać w dowolnej miejscowości. Wiele osób wysiadło właśnie w Stargardzie. A my nie zdecydowaliśmy się wysiąść też w Dąbiu i tak trafiliśmy do Gryfina - opowiadała w rozmowie z Kubą Kasprzykiem.
W naszym mieście spędziła 78 lat, zakładając tu rodzinę. Jej pogrzeb odbędzie się 4 stycznia, o godzinie 10.30. Rozpocznie się w kościele na Starym Mieście.

Rodzinie przekazujemy najszczersze wyrazy współczucia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Pamiętam pracowała w sanepidzie na ul. Szczecińskiej ja też pracowałem w Kolumnie Transportu Sanitarnego, na zdjęciu kierowca Józiu Krukowski (pseudonim szmata) też już nie żyje.Cześć ich pamięci,wyrazy współczucia dla rodziny.

Pamiętam pracowała w sanepidzie na ul. Szczecińskiej ja też pracowałem w Kolumnie Transportu Sanitarnego, na zdjęciu kierowca Józiu Krukowski (pseudonim szmata) też już nie żyje.Cześć ich pamięci,wyrazy współczucia dla rodziny.