W ciągu minionych dwunastu miesięcy odeszło wielu mieszkańców regionu. Na naszych łamach wspominaliśmy wielu z nich
Maria Dobromilska (1927-2022)
Przyjechała do Gryfina z babcią, rodzicami i bratem już w sierpniu 1945 r. Pochodzili z Sambora na Kresach Wschodnich. Pani Maria miała 18 lat. Mimo młodego wieku przystąpiła do pomocy w organizowaniu pierwszej szkoły podstawowej w mieście.
- Bez żadnego przygotowania pedagogicznego zostałam nauczycielką klas niższych. Pomogło mi chyba umiłowanie dzieci i zmysł organizacyjny, dzięki którym zdobyłam sobie przychylność i sympatię społeczeństwa. Zorganizowałam w szkole harcerstwo, PCK i te organizacje bardzo pomogły mi w pracy z młodzieżą i z dorosłymi – opowiadała. Jej wspomnienia zostały zapisane m.in. w książce „Pionierzy Gryfina”.
Tadeusz Marszelewski (1933-2022)
Ksiądz kanonik Tadeusz Marszelewski urodził się 18 stycznia 1933 roku w Szabdzie (diecezja chełmińska). Święcenia kapłańskie przyjął 28 maja 1959 roku w Gorzowie Wielkopolskim, po czym został wikariuszem w Rzepinie (1959-60). Następnie pełnił posługę odpowiednio w Klenicy (1960-63), Szczecinie (1963-66), Koszalinie (1966), katedrze gorzowskiej (1966-67), Lubsku (1967-1970), Dobrej Nowogardzkiej (1971) i Moraczu (1971-89). Pierwsze probostwo objął w Reczu, gdzie przebywał od 1 sierpnia 1989 do 17 października 1996 r., kiedy to został skierowany na teren powiatu gryfińskiego. W Moryniu był proboszczem do 16 lipca 2011, a później rezydentem. Spoczął na tamtejszym cmentarzu.
Jadwiga Binert (1940-2022)
Była najprawdopodobniej ostatnią żyjącą osobą, która wyszła cało z jednej z największych katastrof morskich naszych czasów. Gdy miała niespełna 5 lat, razem z mamą znalazła się na pokładzie Gustloffa. Pasażerski statek uciekał przed radziecką ofensywą. 30 stycznia 1945 r. został storpedowany przez radziecki okręt podwodny i zatonął. Według różnych źródeł śmierć w wodzie poniosło od 5 do 9 tys. osób.
- Na szczęście mieliśmy kapoki. Było potwornie zimno, styczeń mróz, lodowata woda. Byliśmy wycieńczeni. Wokół pełno ludzi umarłych. Straciłam świadomość. Uratował nas okręt wojenny – mówiła pani Jadwiga, której rodzina osiedliła się w Gryfinie.
Marian Haczyk (1933-2022)
Pochodził z Pniówka na Zamojszczyźnie. W Baniach zamieszkał w czerwcu 1946 r., pod adresem Sportowa 3. Był prekursorem sportu wiejskiego na Pomorzu Zachodnim. Pod koniec lat 40. współzakładał Iskrę Banie oraz drużynę ciężarowców. Był jednak przede wszystkim lekkoatletą, czołowym zawodnikiem i rekordzistą kraju LZS w rzucie oszczepem. Kurier Szczeciński uznał go w 1961 r. czwartym najlepszym sportowcem ziemi szczecińskiej. Kilka tygodni wcześniej Haczyk wywalczył bowiem czwarte miejsce na głównych MP, gdzie rywalizował z legendarnym Januszem Sidło. Reprezentował LZS Płoty i Pomorze Stargard, gdzie zamieszkał w latach 60. XX w.
Henryk Raźniewski (1953-2022)
Ksiądz kanonik urodził się 18 czerwca 1953 r. w Dębnie Lubuskim. Święcenia kapłańskie przyjął 30 kwietnia 1978 r. w Szczecinie. Wkrótce po tym, 10 czerwca 1978 r., został skierowany do kościoła pod wezwaniem Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. W Gryfinie Jako wikariusz spędził w naszym mieście blisko trzy lata. Od 25 kwietnia 1981 r. pełnił posługę w kościele Świętej Rodziny w Szczecinie, zaś od 17 września 1983 r. w kościele Świętego Ducha w Stargardzie. Pierwsze probostwo objął z dniem 31 grudnia 1985 r., gdy objął parafię w Godkowie. Na terenie powiatu gryfińskiego pracował do lipca 1992 r. Wówczas został proboszczem w Pełczycach, gdzie pełnił posługę przez niemal 30 lat.
Edward Haselbauer (1923-2022)
Urodził się we wsi Tudurkowice w obwodzie lwowskim. W nasze strony przyjechał w sierpniu 1945 r., za namową ówczesnego burmistrza Gryfina, który zachwalał walory miasteczka. Poznał tu żonę i został na całe życie. Początkowo był urzędnikiem w gminie Borzym a następnie w Gryfinie, gdzie pracował m.in. w Urzędzie Powiatowym, a po przekształceniach, w Radzie Powiatowej. Zajmował się w niej gospodarką komunalną i mieszkaniową. Doświadczenie to przydało się po latach. We wrześniu 1965 r. został prezesem zarządu spółdzielni Nadzieja (dziś Regalica). Funkcję tę sprawował do kwietnia 1973 r. Ponadto przez 20 lat prowadził zakład ślusarski.
Alfred Krug (1941-2022)
Urodził się w Uryczu w woj. stanisławowskim. Do Gryfina trafił w latach 60. jako żołnierz wysłany do patrolowania granicy. Poznał tu żonę i założył rodzinę. Był też współzałożycielem SM Regalica i utworzonego w 1980 r. na terenie Dolnej Odry NSZZ Solidarność (wszedł wówczas do prezydium). Jak mówią bliscy, był człowiekiem o dobrym sercu, choć trudnym charakterze.- Bywał opryskliwy, nie gryzł się w język. Nigdy nie chorował. Pół życia spędził na rowerze. Na swojej kolarzówce pokonywał niezliczone ilości kilometrów. Trasa Gryfino-Gartz-Schwedt-Cedynia i z powrotem przez Chojnę i Widuchową, to była dla niego spokojna wycieczka krajoznawcza. Zawsze brał ze sobą aparat – wspominał wnuk.
Ryszard Radawiec (1950-2022)
Urodził się w Zgorzelcu, gdzie spędził dzieciństwo i młodość. Do Gryfina przyjechał w 1972 r. W 1973 r. wziął ślub z Krystyną i zamieszkali w Wełtyniu, gdzie spędzili niemal pięćdziesiąt lat życia. Początkowo pracował przy budowie Dolnej Odry, a następnie w Przedsiębiorstwie Budownictwa Rolnego, w ośrodku nad jeziorem wełtyńskim oraz w PUK. W latach 2010-14 zasiadał w gryfińskiej radzie miejskiej. Wielki fan sportu. Oglądał wszystkie wydarzenia w telewizji, ale też uprawiał wiele dyscyplin. Jego największą pasją było wędkarstwo. Był zdania, że życiem należy się cieszyć, głównie „zwykłymi” chwilami. Mąż Krystyny, ojciec Artura, Justyny, Kamila i Szymona, dziadek dla siedmiorga wnucząt.
Malwina Narkiewicz (2006-2022)
16 lutego wyszła na spacer. Gdy nie wracała kilka dni, jej rodzice zaalarmowali służby. Rozpoczęto poszukiwania, które nie przyniosły efektów. Dopiero 18 marca, na mokradłach przy Moryniu, jeden z wędkarzy znalazł ludzkie ciało zanurzone w wodzie. Tego samego dnia aresztowano Jakuba P. To syn sędziego z powiatu gryfińskiego. 19-latek wkrótce po tym usłyszał zarzut zabójstwa 16-latki.
- Myślałem, że może pojechała z chłopakiem, z którym SMS-owała. Pomyślałem, że wyszaleje się i wróci. Stwierdziłem, pal
licho, że będzie w ciąży, ale by przyjechała – mówił przed kamerami TVN i Polsatu ojciec zabitej dziewczyny, dodając, że odradzał córce tę znajomość.
Stanisław Osiński (1939-2022)
Pochodził z Sumina na Kujawach. W Gryfinie zamieszkał w 1969 r. Pracował w Wojewódzkim Związku Gminnych Spółdzielni w Szczecinie, skąd skierowano go na stanowisko zastępcy dyrektora w gryfińskim oddziale Zakładu Handlu. Najdłużej, bo od 1976 r., do emerytury w 2003 r. pracował w Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”. Przez całe życie był też wierny ludowi ruchowemu. Był wieloletnim członkiem gminnego zarządu ZSL i PSL. Przez dwie kadencje zasiadał w Radzie Miejskiej, przy czym w latach 1998-2000 był członkiem zarządu. Jako radnego delegowano go też do zarządu Energetyka. Był ławnikiem, nauczycielem zawodu. Mąż Janiny, ojciec Roberta i Magdy.
Janusz Grzegorczyk (1944-2022)
Jak napisał jeden z czytelników naszej gazety, pan Janek był legendą biznesu transportowego w Gryfinie. Jako taksówkarz pracował od 1969 r., ponad 50 lat! Zmieniało się miasto i jego mieszkańcy, ale on zawsze potrafił złapać z nimi wspólny język.
- Mimo, że miał swoje lata, nie miał problemu z nawiązywaniem dobrych relacji ze znacznie młodszymi klientami, których regularnie woził w weekendowe noce – napisaliśmy w pożegnaniu. Z doświadczenia wiemy, że podróż taksówką z panem Jankiem nie była zwykłą przejażdżką po Gryfinie. Po otwarciu drzwi zawsze witała głośna muzyka, a kierowca był skory do rozmowy i zainteresowany tym, co dzieje się w mieście. Odszedł w marcu.
Stanisław Ślusarczyk (1948-2022)
Miał pierwszego Mercedesa 124 w Gryfinie, co wiązało się nie tylko z pasją. Jako kierowca pracował w pogotowiu, w straży pożarnej, w „Pomorskim” w Dolnej Odry i jako taksówkarz. Jednak przede wszystkim był przedsiębiorcą. W budynku wybudowanym przy ul. Kościelnej prowadził najpierw „1001 drobiazgów” a później sklep motoryzacyjny „Polmozbytu”. W latach 90. poszedł w rozrywkę i otworzył pijalnię „Albatros”. Całe Gryfino bawiło się też „Pod Kasztanami”, do piwa z kija, szaszłyków i muzyki na żywo. Wielki fan sportu, w tym nie tylko Pogoni, ale też lokalnych drużyn. Jako sponsor wspierał piłkarzy nożnych i ręcznych Energetyka. Przyjaciele mówili, że „Stasiu to był równy chłop”, bardzo lubiany.
Aniela Bździuch (1921-2022)
Urodziła się w dwudziestoleciu międzywojennym w Tereszpolu. Przyjechała w nasze strony z powodu… utraty konia. Razem z mężem (wzięli ślub w sierpniu 1943 r., Bronisław pochodził z Aleksandrowa) planowała zarobić pieniądze i wrócić na rodzinną Lubelszczyznę (prowadzili gospodarstwo w Tereszpolu). Życie chciało jednak inaczej. W kwietniu 1947 r. zamieszkali w Dołgach, zaś w styczniu 1948 r. przenieśli się do Sobiemyśla, do domu, w którym Aniela przeżyła kolejne 74 lata! Była pionierką swojej wsi. Wychowała w niej sześcioro dzieci. Jej setne urodziny, które obchodziła w marcu 2021 r., były sporym wydarzeniem dla całej gminy. Zmarła 14 miesięcy później.
Eugeniusz Robak (1947-2022)
Pochodził z województwa warszawskiego. Szukał swojego miejsca na ziemi. Pracował w Niemczech i szczecińskich Zakładach Energetycznych, by trafić do Dolnej Odry i Gryfina. Z żoną wychowali tu dwóch synów. Przez osiem lat pełnił mandat radnego gminy Gryfino. Z listy Bezpartyjnego Bloku Samorządowego, jako kandydat Henryka Piłata, dostał się do rady w 2006 r., zaś w 2010 r. doczekał się reelekcji. Mówiono o nim „milczący”, a nawet „niemy radny”. Podczas sesji rzadko zabierał głos, gdyż jak twierdził: „z pustego gadania nic dobrego nie wynika”. Dodawał, że woli bezpośredni kontakt z ludźmi, którzy mu zaufali i udzielanie im potrzebnej pomocy w bieżących sprawach.
Stanisław Brambor (1953-2022)
Jego znakami charakterystycznymi były długie włosy, prochowiec i kapelusz. Prowadził gospodarstwo ogrodnicze w Steklnie, ale udzielał się też społecznie i politycznie.
- Był aktywnym uczestnikiem życia kościoła katolickiego na ziemi gryfińskiej. Od wczesnych lat dwutysięcznych należał do koła Radia Maryja, brał udział w marszach w obronie TV Trwam, a katastrofa smoleńska spowodowała że został jednym z pierwszych członków Klubu Gazety Polskiej i inicjatorów powstania gryfińskiego pomnika tragedii. Był też mocno zaangażowany w krzewienie przyjaźni polsko-węgierskiej – wspomina Kamil Frelichowski, współpracownik z Gryfińskiego Ruchu Patriotycznego.
Tatiana Łazarenko (1954-2022)
Do Polski przeniosła się z mężem i dwoma synami z ukraińskiego Krakowca. Wspólnie z mężem Bohdanem uczyli w tamtejszej szkole, kontynuując to zajęcie w naszym mieście. W ZSP zostali zatrudnieni jako germaniści 1 września 1998 r. Odtąd ich życie ogniskowało wokół ul. Łużyckiej, gdzie także mieszkali. Stanowili swoje przeciwieństwa. On przebojowy i kontaktowy, zaś jego żona wprost przeciwnie.
- Była spokojna, cicha, nie lubiła rzucać się w oczy. Taki miała charakter, co nie zmienia faktu, że była fajnym człowiekiem. Skupiała się przede wszystkim na pracy. Taki był jej priorytet. Była bardzo sumienna. Wszyscy mówili o niej wyłącznie z szacunkiem – mówi dyrektor ZSP Maciej Puzik.
Oskar Gajewski (2002-2022)
Zginął tragicznie, rankiem 25 czerwca, pod kołami auta prowadzonego przez swojego przyjaciela. Wcześniej, w gronie znajomych, bawili się nad rzeką, w miejscu spotkań miejscowej młodzieży. Kierowca znajdował się pod wpływem alkoholu (ok. 1,7 promila). 20-letni Oskar był ważnym członkiem lokalnej społeczności. Strażakiem OSP w Radziszewie i byłym kapitanem drużyn młodzieżowych Odrzanki. Jego śmierć zapoczątkowała tragiczny bilans wakacji 2022. Kilka dni później w Wełtyniu śmiertelnie potrącony został 5-letni wnuk tamtejszego sołtysa. Na drogach w regionie zginęło też 10-miesieczne dziecko oraz troje mieszkańców południa powiatu.
Piotr Kilian (1972-2022)
Ksiądz, który zaraz po święceniach kapłańskich, w 1998 r., trafił do Gryfina. W parafii na Górnym Tarasie przebywał przez dwa lata. Następnie służył w Szczecinie, Trzebiatowie, Pełczycach i Jenikowie, gdzie w 2017 r. objął probostwo. Pasjonował się filmem, modelarstwem, muzyką, grafiką komputerową oraz sportem: piłką
nożną i żużlem. W regionie znany był jednak przede wszystkim jako kapelan motocyklistów. Organizował motocyklowe pielgrzymki „Od Krzyża do Krzyża”, czyli od Krzyża Nadziei w Pustkowie nad Bałtykiem do Krzyża na Giewoncie. Przyczyną jego nieoczekiwanej śmierci był rozległy udar mózgu, którego doznał w sierpniu, podczas snu.
Władysław Kasprowski (1920-2022)
Kolejny z grona stulatków. Urodził się w Ledach. Po ucieczce przed Rzezią Wołyńską, razem z żoną trafił w 1943 r. na roboty do Bruckbach w Bawarii. Po wojnie zamieszkał w Mieszkowicach. Pracował w spółdzielni produkcyjnej, a następnie kupił gospodarstwo w Sitnie. Do 98 urodzin był samodzielny. Najpierw złamał biodro, później stracił pamięć, nie rozpoznając nawet bliskich. Na jego setne urodziny, przy kościele zasadzono drzewo.
- Był uczynny, nikomu nie odmówił pomocy. Aż wzruszyłem się, gdy podczas kondolencji sąsiedzi mówili, że był bardzo dobrym człowiekiem – mówił nam jego syn. Władysław zmarł dwa miesiące przed 102 urodzinami.
Irena Wisławska (1930-2022)
Urodziła się w leśniczówce Grzędy Choszczewo, jako córka gajowego. 10 lutego 1940 r. cała rodzina deportowana została na Syberię. Jako repatrianci wrócili do Polski 20 kwietnia 1946 r. Osiedlili się w Czachowie. Po założeniu rodziny,
z mężem i dziećmi przeprowadziła się w 1959 r. do Gryfina. Pracowała w Państwowym Sanatorium Neuropsychiatrii Dziecięcej w Nowym Czarnowie.
- W wolnym czasie zajmowała się ogrodnictwem na działce i przydomowym ogródkiem. Nie pozwoliła zapomnieć skąd pochodzi i gdzie była wywieziona. Opowiadała o tym dzieciom, wnukom i prawnukom. Była rodzinną, serdeczną o otwartym sercu osobą – mówi jej wnuk.
Zbigniew Woroszczak (1940-2022)
Mówił o sobie, że jest lekarzem weterynarii, ale działał na wielu płaszczyznach. Mimo zaledwie 150 cm wzrostu był świetnym sportowcem: zawodnikiem, trenerem i działaczem Piasta Gryfino, super-amatorem, który otrzymał nawet powołanie do kadry Polski ponoszenia ciężarów. Kochał i troszczył się o wieś. Wieloletni działacz Stronnictwa Ludowego, prezes wojewódzkiego zarządu, członek władz krajowych PSL. W 1991 r. wszedł do Sejmu. Był posłem działającym na rzecz środowiska wiejskiego, który pozostał społecznikiem nawet na emeryturze. Pozostał aktywny, żył wydarzeniami miasta, weterynarii oraz PSL-u. Cechowała go wysoka kultura osobista. Wielki i życzliwy przyjaciel naszej redakcji.
Józef Podfigurny (1944-2022)
Przyjechał do Gryfina w 1976 r. z żoną i 3-letnim synkiem, gdyż dostali atrakcyjną ofertę pracy w Zespole Szkół Zawodowych. Przy Łużyckiej pracował do 2009 r., będąc wicedyrektorem w latach 1983-2003. Do śmierci mieszkał w tamtejszym internacie. Uczył matematyki, ale podczas lekcji zarządzał też gimnastyczne ćwiczenia. „Niezłomny, skromny i solidny”, mówiła o nim rodzina, dodając, że mimo licznych chorób korzystał z życia pełną piersią.
- Ćwiczył jogę, zdrowo się odżywiał, był miłośnikiem wędkarstwa i grzybobrania. Kochał ziemię, las i wodę. Miał ogródek, w którym uprawiał warzywa i owoce. Był świetnym tatą, teściem, dziadkiem – opowiadał jego syn Zbyszek.
Grażyna Prędkiewicz-Kąciak (1940-2022)
Pochodziła z Wołynia. Przez większość kariery zawodowej uczyła biologii w SP nr 2.
- Była córką stolarza i poszła w jego ślady. Potrafiła wszystko zrobić i naprawić – mówi córka. Pasją Grażyny była działka. Jej ogród posiadał tysiąc barw. Pięknie malowała, szydełkowała i wyszywała. Haftowała obrusy zazdrostki do okien, albo serwety na szydełku. Obdarowała nimi pół Gryfina. W ostatnich latach chorowała. W kwietniu 2022 r. córka zabrała ją na ostatni spacer nad Jeziorem Szmaragdowym. Zmarła 9 listopada.
- Była radosną, otwartą i silną kobietą. Chociaż sama wiele przeszła, nigdy nie odmówiła pomocy. Była świetną mamą i babcią – wspomina jej córka.
Radosław Gnap (1979-2022)
Śmierć „Wasyla”, jak mówili na niego koledzy, była wstrząsem nie tylko ze względu na młody wiek, ale też okoliczności. Poczuł się źle, karetka zabrała go do szpitala, gdzie zmarł następnego dnia.
- Radek nigdy nikomu nie wadził, bardzo lubiany w społeczeństwie babinkowskim i nie tylko. Z Ogniwem był związany od młodych lat. Piłka nożna od zawsze była jego pasją. Grał póki zdrowie pozwalało, a później udzielał się i wspomagał Ogniwo na płaszczyźnie organizacyjnej. Pozostawał przy swoim kochanym klubie, dbając o infrastrukturę obiektu. Tak wiernych, uczciwych i pracowitych ludzi praktycznie już nie ma – mówił Tomasz Dobrowolski, wiceprezes Ogniwa Babinek, rówieśnik Radka.
Jerzy Włodarski (1949-2022)
W pamięci wielu mieszkańców regionu zapisał się jako wielki kibic piłki nożnej. Zwłaszcza Pogoni Szczecin, której barwy reprezentował w dziecięcych czasach. Jak wspominają koledzy: zawsze uśmiechnięty, żartobliwy, z luźnym podejściem do życia. Nie obraziłby się zapewne na nas za podanie jego ksywy („Ferment”), pod którą był znany w Gryfinie. Ostatnie lata były dla niego wyjątkowo trudnym okresem. Życiowe zakręty okazały się dla niego wyjątkowo kręte, a upadki bolesne. Miał ogromne problemy bytowe, nie był w stanie poradzić sobie też ze swoimi demonami. Odszedł 6 grudnia w wieku 73 lat. Jego pogrzeb odbył się 13 grudnia. Nie zabrakło na nim wątków kibicowskich, m.in. odpalonych rac.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze