Czy zmiana władzy wpłynie na zmianę polityki względem Dolnej Odry? Jak związki zawodowe odnajdują się w nowej politycznej rzeczywistości? Pytamy o to związkowców, Annę Grudzińską (NSZZ Solidarność) oraz Mirosława Lebudę (NSZZ Solidarność 80)
Jak związkowcy odnajdują się w tej nowej rzeczywistości politycznej i gospodarczej? Nie da się przecież ukryć, że styl rządzenia sprawowany przez rząd PO był zupełnie inny od obecnego, czyli PiS-u.
Anna Grudzińska: Widzę zmianę stylu zarządzania, ale jestem daleka od polityki i szeroko pojętych wydarzeń przedstawianych w mediach. Skupiam się na działalności zakładu i pracownikach, których reprezentuję. Dla mnie spotkania z przedstawicielami nowej władzy i oczekiwania, są kontynuacją założeń strony społecznej w zakresie uzyskania gwarancji zatrudnienia oraz funkcjonowania tego Oddziału w perspektywie kolejnych lat oraz inwestycji w ZEDO, i oczekiwania są wciąż te same. Widzę natomiast chęć i inicjowanie współpracy ze strony rządowej i parlamentarzystów PiS.
Mirosław Lebuda: Lata rządów PO nie spowodowały u nas rozwoju, to był okres stagnacji i obietnic. W rzeczywistości nic się nie działo. Przed wyborami ludzie związani z PiS-em docierali do mnie i innych związkowców zapewniając, że to wszystko się zmieni. Mam nadzieję, że ta zmiana już nastąpiła.
Nie przeszkadza wam, związkowcom, że przykleja się wam łatkę pisowców? Nie ma co ukrywać, związki zawodowe dość mocno opowiedziały się w kampanii wyborczej po stronie partii, która później te wybory wygrała.
Anna Grudzińska: Związki podpisały umowę programową i to nie jest tak, że zadeklarowały swoje poparcie czy też utożsamianie się z partią polityczną. Nasze programy były zbieżne i Solidarność była jedynym związkiem, który w zdecydowany sposób potrafił się określić zarówno w wyborach prezydenckich, jak i parlamentarnych. Dla nas ważne jest, że mamy w zachodniopomorskim parlamentarzystów, którzy zajmują istotne stanowiska w administracji rządowej, co pozwala na przekazywanie informacji na same szczyty władzy bez obawy, że nasze sprawy utkną gdzieś w szufladzie biurka.
Załoga ZEDO zapewne ma nadzieję, że o naszych oczekiwaniach żaden polityk PiS-u nie zapomni. Ale czy mamy już pierwsze konkrety?
Mirosław Lebuda: Proszę nie patrzeć na to politycznie. Władza jest w rękach PiS, ale ci ludzie, którzy tworzą to ugrupowanie i rząd, deklarują pomoc, i widzę, że chcą coś zrobić. Po latach mamienia nas i mówienia, że jesteśmy ważni, co później nie zamieniało się w czyny, to istotne. Ten rząd zajmuje się sprawami gospodarczymi, daje nam światełko i nadzieję na to, że tu będzie nadal funkcjonowała elektrownia.
Jak to funkcjonowanie Dolnej Odry ma się do gospodarki ogólnokrajowej? Wiem, że lokalnie to największy zakład pracy, który ma ogromny wpływ na życie w regionie. Ale w ujęciu ogólnopolskim bazowanie na elektrowni węglowej, gdy same kopalnie przynoszą ogromne straty, może okazać się coraz mniej ekonomiczne.
Anna Grudzińska: Nie podzielam tej opinii. Zacznijmy od tego, że dzisiaj elektrownie węglowe nie muszą być przestarzałe. Obecnie istnieją technologie, które umożliwiają ich funkcjonowanie w bardzo wyśrubowanych reżimach technologicznych i ekologicznych. Wbrew potocznym opiniom, w Niemczech funkcjonuje jeszcze wiele takich elektrowni i stanowią one, po wygaszeniu siłowni atomowych podstawę bezpieczeństwa energetycznego. Dodatkowe instalacje, ograniczające emisje, zdecydowanie podnoszą koszty produkcji – jednak energia z elektrowni konwencjonalnych długo jeszcze musi być generowana w czasie braku generacji z źródeł alternatywnych. Generacja wiatrowa tylko dlatego wypiera energetykę konwencjonalną, że jest dotowana z budżetów państw Unii Europejskiej. W końcu jednak państwa członkowskie Unii przestaną do niej dopłacać i cały koszt będzie musiał pokryć konsument. Nie trzeba być ekonomistą, żeby przewidzieć jakie skutki przyniesie dla gospodarki UE drastyczna podwyżka cen energii. Uważam, że w perspektywie co najmniej 30 lat, energetyka w Polsce będzie jeszcze oparta na węglu kamiennym i brunatnym, przy założeniu wzrostu efektywności produkcji. Owszem, polityka w zakresie cen i sprzedaży węgla, jest elementem bardzo ważnym. Należy jednak wziąć pod uwagę fakt, że region, w którym się znajdujemy jest bardzo specyficzny i tu jednostka wytwórcza jest potrzebna. Jesteśmy jedyną znaczącą elektrownią zawodową w całej północnej Polsce. Nie zawsze można to ocenić wyłącznie ekonomicznie, decydują jeszcze inne względy, niemożliwe do wycenienia materialnie.
Wiele firm inaczej funkcjonuje, kiedy znajduje się w prywatnych rękach. Dzisiaj mówi się, że do każdej wydobytej tony węgla rząd dokłada kwotę 150 złotych. Kiedy jednak takie same kopalnie są w rękach prywatnych, to nagle się okazuje, że kopalnia może jeszcze zarabiać.
Mirosław Lebuda: Wielokrotnie nasza elektrownia udowadniała, że jest potrzebna. Podam pewien przykład: kilkanaście lat temu na terenie szczecińskiej stoczni rozważano budowę huty. Był zainteresowany takim przedsięwzięciem inwestor i dla potrzeb tej jednej huty chciano budować w Dolnej Odrze blok. Na energetykę trzeba patrzeć systemowo, ale nie mam wątpliwości, że jeśli tu nie będzie elektrowni, to nie ma szans na przywrócenie przemysłu w regionie. Przy tym, nawiązując do wcześniejszego pytania do Ani Grudzińskiej, bloki gazowe w elektrowni na tę chwilę nie są opłacalne.
To po co inwestowaliśmy jako kraj w budowę gazoportu?
Mirosław Lebuda: Żeby dywersyfikować źródła dostaw gazu, żeby ceny gazu, który napływa ze wschodu, były niższe.
Anna Grudzińska: Gazoport ma służyć przede wszystkim uniezależnieniu się od dostaw gazu z Rosji. Przy energetyce opartej na gazie mówimy też o zupełnie innym poziomie zatrudnienia niż w elektrowni konwencjonalnej. W naszej sytuacji mamy możliwości odtworzenia mocy na bazie istniejącej infrastruktury, która przystosowana jest do węgla. Nie wykluczam, że PGE będzie rozpatrywało wariant budowy bloku gazowo-parowego, jednakże na chwilę obecną nie mamy odpowiedniego połączenia z siecią gazową, ale wszystko warto rozważyć.
W tej kadencji parlamentarnej rozpoczną się inwestycje w Dolnej Odrze?
Anna Grudzińska: Najważniejszy jest proces decyzyjny, sam proces inwestycyjny jest rozłożony na wiele lat. Na pewno dołożymy wszelkich starań, aby go przyspieszyć – dla lokalizacji w Nowym Czarnowie, a inwestycja, która jest w pierwszej fazie realizacji w elektrowni na Pomorzanach ma służyć temu, by dostosować się do wymogów norm środowiskowych oraz prawnych. Jej realizacja pozwoli na wydłużenia możliwości eksploatacji o dwadzieścia lat. Zabezpieczenie środków na ten cel leży w gestii obecnie rządzących.
Ale jeśli inwestycja rozpocznie się za kadencji tego rządu, to nawet jeśli dojdzie do zmiany, to trzeba będzie ją dokończyć.
Anna Grudzińska: Jeśli zapadną decyzje i zostaną zarezerwowane środki, to pozwoli nam to na złapanie oddechu i monitorowanie przebiegu inwestycji. Będziemy dążyć do zawarcia porozumienia w sprawie Dolnej Odry, tak jak miało to miejsce w przypadku elektrowni Pomorzany. Wycofanie się z trwającego procesu tylko dlatego, że decyzje podjął ktoś inny, byłoby nieracjonalne. W mojej ocenie bezpieczeństwo energetyczne kraju jest wartością nadrzędną, a bez nas trudno mówić o jego zapewnieniu.
PiS realizuje swoje programy, poczynając od 500+, a skończywszy na innych deklaracjach. Nie boicie się, że pieniędzy w budżecie zabraknie i do inwestycji w ZEDO nie dojdzie?
Anna Grudzińska: Tu wpadamy w pewną pułapkę myślową. Żeby wydatkować pieniądze na te programy, o jakich pan mówi, najpierw do budżetu pieniądze muszą wpływać. One pochodzą między innymi od takich spółek Skarbu Państwa jak PGE, które płacą dywidendy. A my, jako elektrownia, strat nie przynosimy, bowiem sposób prezentacji danych ekonomicznych nie jest od nas zależny i nie zawsze odzwierciedla stan faktyczny.
Jak postrzegacie fakt, że ludzie z naszego miasta są ważnymi postaciami w Dolnej Odrze, jak również w PGE?
Anna Grudzińska: Na dziś - pozytywnie, gdyż doskonale wiedzą, jak ważną jednostką wytwórczą jest Zespół Elektrowni Dolna Odra dla Krajowego Systemu Energetycznego, ale również jaką funkcję jako pracodawca w regionie pełni nasz zakład. Przekonana jestem, że nie będą funkcjonować na tzw. przetrwanie, ale że są ukierunkowani na działanie. Nie chwalimy ich ani nie krytykujemy „na starcie”, lecz będziemy oceniać po efektach.
Rola elektrowni jest duża, ale… nie martwi was to, że Dolna Odra stanie się miejscem, gdzie będą się ścierały dwie polityczne siły? Mieczysław Sawaryn w PGE, Rafał Mucha w Dolnej Odrze, obaj byli rywalami w walce o stanowisko burmistrza i nadal postrzegani są jako rywale.
Anna Grudzińska: Ale jeśli połączą swoje siły i wpływy, to może wyjść coś naprawdę dobrego.
Połączą? Czy będą ze sobą rywalizować?
Anna Grudzińska: Sądzę, że wspólnym mianownikiem będzie Gryfino. Pan Rafał Mucha jest dobrym menadżerem i myślę, że będzie to wykorzystywał przy zarządzaniu ZEDO. Powołanie Mieczysława Sawaryna do rady nadzorczej PGE jest również niezmiernie istotne. Liczę, że pozytywnie wpłynie to na proces decyzyjny. Jestem przekonana, że w walce o być albo nie być dla ZEDO, wszyscy połączymy siły i nikomu nie przyjdzie na myśl rywalizacja, która mogłaby zaszkodzić naszej wspólnej sprawie.
Wejście Mieczysława Sawaryna do rady nadzorczej PGE to dobra decyzja?
Mirosław Lebuda: Proszę to rozpatrywać w takich kategoriach, że miasto i Gmina Gryfino mają swojego przedstawiciela w radzie nadzorczej jednej z największych spółek branży energetycznej; Nie rozpatrujmy tego w kategoriach rywalizacji burmistrza z Rafałem Muchą…
… chodzi mi o coś zupełnie innego. Zastanawia mnie pewna zależność. Burmistrz przecież oczekuje wsparcia od spółki PGE dla inicjatyw gminnych. Z drugiej strony zasiada w radzie nadzorczej i ma wpływ na to, na kogo przychylniej PGE będzie spoglądało, na Gryfino czy inne gminy. To jest trochę wątpliwe etycznie.
Mirosław Lebuda: Wolę nie zagłębiać się tak bardzo w tę kwestię … nie wiem. Dla mnie ważne jest to, że Mieczysław Sawaryn zasiada w radzie nadzorczej, co może i powinno przynieść korzyść dla naszego miasta.
Co się stanie, jeśli za trzy i pół roku zmieni się władza w kraju? Związkowcy postrzegani jako wspierający PiS, mogą mieć spore kłopoty. Przecież Ryszard Petru z Nowoczesnej już od dawna mówi, że przywileje związkowe powinny być zlikwidowane.
Anna Grudzińska: Ci, którzy mówią w ten sposób albo nie rozumieją, albo udają, że nie rozumieją właściwej roli związków zawodowych. Naszą rolą jest stanie na straży ochrony praw pracowników, bezpieczeństwa i higieny pracy oraz warunków pracy i płacy. Mamy wiele przykładów na to, że działanie w obronie miejsc pracy – skutkowało koniecznością wypracowania rozwiązań akceptowalnych dla Pracowników i Pracodawców oraz utrzymaniem działalności zakładów pracy. Związki mają uprawnienia i ich działalność opiera się na ustawie. Jeśli chodzi o korzystanie z przywilejów, to pan Petru może zacząć od siebie – rezygnując z jemu przysługujących – zamiast posługiwać się sloganami.
Przecież jest Państwowa Inspekcja Pracy, która się tym zajmuje.
Anna Grudzińska: Ale przychodzi na zgłoszenie pracownika i do tego wcześniej informując o tym pracodawcę. PIP nie ma takich możliwości, jak strona społeczna, która może identyfikować sytuacje, które w przyszłości mogą negatywnie odbić się na pracownikach. Staramy się eliminować takie zdarzenia i zapobiegać ich wystąpieniu w przyszłości. Nie mam wątpliwości, że pracownik działający w pojedynkę, nawet gdyby był wyjątkowo staranny w działaniu na swoją rzecz, nie jest w stanie uzyskać od pracodawcy tego samego, co związek zawodowy mający możliwość zawierania zbiorowych układów pracy czy umów społecznych.
Niedawno rozmawiałem z osobą, która wspominała czasy PRL-u i stanu wojennego. Wspominał, że wówczas Lech Wałęsa był Bogiem i carem dla robotników, jeśli ktoś powiedział złe słowo o nim, to dostawał „bęcki”. Teraz jest zawiedziony. Jak obecną sytuację postrzegają związkowcy w świetle informacji, że Wałęsa był współpracownikiem SB i donosił na kolegów?
Anna Grudzińska: To dla mnie ekstremalna sytuacja. Trzeba jednak zauważyć, że panuje ogromny chaos informacyjny w zakresie prawdziwości czy nieprawdziwości dokumentów, przypuszczeń lub oświadczeń. Chciałabym, by ta sprawa została szczegółowo wyjaśniona, żebyśmy wiedzieli, co tak naprawdę się przed laty wydarzyło. Do tego sama postawa Wałęsy bywa dwuznaczna, ale nie chciałabym oceniać jej na podstawie medialnych doniesień.
Gdyby się okazało, że rzeczywiście był tajnym współpracownikiem…to byłby upadek ideałów?
Anna Grudzińska: To byłby ogromny cios, szczególne dla tych, którzy wówczas byli blisko niego. Mówimy o kulcie Lecha Wałęsy, ale pamiętajmy, że nie działał sam i to właśnie cała grupa ludzi wyniosła go na piedestał, dzięki ludziom, którzy za nim stali został prezydentem, dzięki nim dostał Nagrodę Nobla. Nigdy w takich wypadkach nie działa się w pojedynkę.
Mirosław Lebuda: Wówczas w ruchu solidarnościowym uczestniczyło 10 milionów ludzi. To 10 milionów osobowości i traf chciał, że przywódcą był Wałęsa. Ale równie dobrze mógł to być Marian Jurczyk lub ktoś inny. Na tę chwilę… czy czuję się oszukany i czy to upadek ideałów? Chyba każdy musi zgodzić się z tym, że prawda, choćby najbardziej brutalna i przykra jest najważniejsza . Ta sprawa musi być wyjaśniona od A do Z.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze